Ostatni tydzień upłynął nam pod znakiem seksskandalu z Jimem Murrayem w roli głównej.

Dla tych co nie wiedzą

Jim Murray to kiedyś był czołowy pisarz świata whisky, zasłużony dla promocji whisky single malt na świecie, autor Whisky Bible, w której co rok pisał prawie to samo i wybierał whisky roku. Z tym wyborem, nie wiedzieć czemu, liczył się cały świat. Oczywiście z czasem oceny i wybory Jima zaczęły być coraz dziwniejsze. Po wysforowaniu na piedestał kilku Balantynek poszedł jeszcze ostrzej i najlepszymi whisky świata zostawały whisky kanadyjska i jakieś niszowe burbony. Ludzie zaczęli coraz głośniej spekulować, że albo na starość odwaliło, albo tytuł whisky roku po prostu sprzedaje. Krótko mówiąc Jim został typowym leśnym dziadem: coś kiedyś osiągnął, a teraz się rozmienił i pierdzieli. Taki Jerzy Engel.
Po drugiej stronie barykady mamy Becky, blogerkę wojującą. Na stronie jej bloga jest tylko kontakt i że strona w budowie. Blog Becky ma 1000 fanów na fejsie (pewnie większość zyskała w tym tygodniu). Zadaliśmy sobie trud prześledzenia dorobku jej FB od początku (czyli przez 1,5 roku). Nie było tego dużo. Zdecydowana większość postów to „Panie też pijo whisky, a złe koncerny nas ignorujo, wincyj inkluzywności”, „poczet czarnych brand ambasadorów”, „seksizm w starych reklamach whisky” i czasem zdjęcia autorki w niezobowiązujących okolicznościach. O samej whisky Becky na blogu napisała niewiele. Becky była i jest autorką artykułów i znawczynią whisky od czasu dłuższego, ale jej blog tego niestety nie odzwierciedla. Nie wiemy czy to tylko taki równościowy side project, ale taka kreacja nie przydaje za bardzo autorytetu (choć w sumie nie trzeba być autorytetem żeby nazwać rzeczy oczywiste).
Mamy więc starcie dwóch osób, które chyba jednak nie kochają whisky, bo dla jednej ważniejsze jest ile na whisky zarobi, a dla drugiej ważniejsze jest kto pije aniżeli co pije.
No i dochodzimy do sedna. Becky zawzięła się i postanowiła przeczytać Whisky Bible. Wiadomym jest przecież, że ludzie tego nie czytają, tylko albo dostają w prezencie i kładą na półkę, albo sami kupują i kładą na półkę.  Becky odkryła tam oczywiście metoo seksizm straszny. Jim jak to Jim, w dość żenujący sposób przyrównuje whisky do obcowania z eleganckimi paniami. Odkrycie dla Becky było bardzo szokujące, bo przecież Jim nie robi tego od 15 lat. Oczywiście podzieliła się tym ze światem. No i zaczęło się polowanie na czarownica (jak równościowy język, to po całości). Sklepy, destylarnie i koncerny na wyścigi zaczęły ogłaszać, że popierają Becky i Jima trzeba koniecznie wyautować. Świetnie. Ale to wy przez 15 lat nie czytaliście co Jim pisze o waszych whisky?

Jim chwilę po zmolestowaniu kolejnej whisky

A co my o tym sądzimy?

Żeby była jasność, to nigdy nie położyliśmy naszych łap na tworze zwanym Whisky Bible. Przeważnie nasze śledzenie poczynań Jima ograniczało się do sprawdzenia jaka bananowa whisky wygrała w danym roku i skwitowaniem tego skonsternowanym „Eh”. Nie będziemy więc komisyjnie palić wszystkich roczników Whisky Bible, bo ich nie mamy. Bojkot Jima, teraz już zgodnie z ogólnym trendem, będziemy kontynuować.

Przede wszystkim, to co Jim uprawiał było żenadą. Było to płytkie, miałkie i nastawione na trafienie w niskie gusta. Whisky to pasja, sztuka, trud wielu pokoleń i szmat czasu żeby ją wyprodukować. Degustowanie whisky to skupienie, wysilenie zmysłów, analiza i doświadczenie nieco wyższe (nie będziemy mówić, że jakieś mistyczne czy transcendentne, bo zaraz jeszcze czyjeś uczucia religijne obrazimy). Zrównanie tego do „zegzu” i kobiecego tyłka (choćby nie wiem jak zgrabnego) jest bardzo, bardzo słabe. Sami się kiedyś zżymaliśmy na umieszczanie azjatyckich modelek na etykietach whisky przez jakichś tam bottlerów, ale nie spotkaliśmy się wówczas ze zrozumieniem. Widocznie uprzedmiotowienie jest tylko tam gdzie jakaś Becky powie, że jest.
„Hurr, Durr, no ale nie odnieśliście się w ogóle przecież do tego uprzedmiotowienia i seksizmu. Na pewno z was takie same mizoginy jak stary Jim”. Bo nie trzeba się do tego odnosić. Seksizm tutaj jest niejako wynikiem tego, że Jim jest zwykłym dzbanem. Nie zachowuj się jak debil, nie pisz głupot, nie dodawaj seksu tam gdzie go być nie powinno i jak nie umiesz z wyczuciem o nim pisać to nie pisz. Jim najwyraźniej nie jest mistrzem słowa jak Paulo Coelho czy nawet, o zgrozo, E.L. James. Wtedy nagle magicznie się okazuje, że jak się stosujesz do takiej elementarnej przyzwoitości, to seksizmu nie ma.
A tak zupełnie a muzom, to Jim pluje fanom whisky w twarz już od wielu lat, a teraz nagle dostaje po łapach z zupełnie innej strony i z zupełnie innego powodu. Trochę szkoda, że nie za to, za co powinien.
Do samej Becky w zasadzie nic nie mamy, choć mogliście odnieść inne wrażenie czytając wyżej nasze nabijanie się z jej równościowego dorobku. Ktoś w końcu musiał się do tego dokopać i rzucić na to trochę światła. Mamy nadzieję, że nie przyświecała jej myśl szybkiego wybicia się na nośnym ostatnio temacie (choć pewnie tak właśnie mogło być). My tak zupełnie od siebie byśmy jednak woleli, żeby Becky trochę bardziej skupiła się na whisky. W piciu whisky w końcu najważniejsze jest, żeby tę whisky pić.
No i oczywiście najlepsza jest histeryczna reakcja całego środowiska na tę sytuację. „Bible” w tytule książki jest cokolwiek prorocze, w końcu klasyczną Biblię też większość ludzi ma, a prawie nikt nie czytał. Zawżdy zrazu okazało się, któren nie czytał i teraz ma strapienie czy wszystkie annały biblyi Jimowej wynieść do piwnicy czy naprędce spalić. Niestocie Becky i jej kumoterki jeszcze inkluzywnych ksiąg nie poczyniły, więc regały zionąć będą pustką przeraźliwą. Koncerny i destylarnie jęły szybko wertować Jimowe roczniki w poszukiwaniu czy ten aby ich whisky bałamucił nie był, bo przecież oni nie czytali takoż. Sklepikarze po sobie spozierali, a w oczach ich tliło się pytanie: „Co my w istocie przedajemy?”, albowiem oni także dzieł nie zgłębili. Cóż czynić? Niechaj reakcje i myśli nasze będą proste i niewspółmierne, a pokazujące, że i w nas winy część się tli. Ukamienujmy bezecnika i niechaj bryzg posoki jego zmyje grzech naszego zaniechania. Zwycięzcy dotychczasowych edycyj i latosiej zaś pojęli, że ich laury cierniowymi się stały. Niektórzy, w tym obecny, wycedzili przez zęby, że azaliż chwała miłą im jest, ale pochwalać tegoż nie mogą. Zapewne przy tym w myślach mieli „no i cały nasz misterny plan poszedł w… (tu nie kończymy, bo wiecie, seksizm)”.

Becky wypełnia parytet

Jak to się skończy?

Ala Capone posadzili za podatki, a nie za bycie gangusem. Jeżeli Jim Murray’s Whisky Bible spadnie z rowerka z powodu tej aferki (a nie z powodu tego, że jest mało warta), to w sumie też dobrze. Dla Becky z kolei pewnie się to skończy tak, że będzie mogła to sobie wpisać do resume jako swoje największe życiowe osiągnięcie (mimo iż ma dorobek na koncie, to i tak sama uzna, że to zwycięstwo nad patriarchatem było jej opus magnum). Oczywiście znając nasz przewrotny świat, to pewnie wyjdzie totalnie na odwrót. Januszowi fani Jima rzucą się do kupna Whisky Bible, będą ochoczo go wspierać w kolejnych latach i w ramach kontrakcji będą ubogacać facebookowe grupy krindżowymi seksistowskimi memami. Nad Becky z kolei pochyli się jakiś koncern i uczyni ją brand ambasadorką ds. równego traktowania. Nie ważne, że whisky coraz gorsza. Ważne, że będzie podnosić słupki eksplorując nowe inkluzywne rynki.
Gawiedź zaraz zapomni i za miesiąc będą się ekscytować kolejnym gorącym tematem w typie nowe DSRy, czy inna whisky z kosmosu (chociaż może przy obecnych wiatrach bardziej ekscytująca będzie whisky z komsomołu).
Wszystko marność i będzie tylko gorzej.

Przeczytali?

To teraz naciśnijcie guzik z boku telefonu albo na monitorze, obejrzyjcie swoją facjatę w czarnym lustrze i zastanówcie się jak wy zareagowaliście na tę wielowymiarowo niedorzeczną sytuację.
Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.