W ramach treningu do nadchodzących festiwali dzisiaj mało znana destylarnia – Pittyvaich – od mało znanego niezależnego dystrybutora. Warto jednak takie rzeczy sprawdzać, czasem można natknąć się na prawdziwe perełki!

Dziś nie będzie dużo o konkretnym zakładzie bo i szczerze mówiąc niezbyt jest o czym. Pittyvaich ma krótką i niezbyt zajmującą historię. Destylarnia Pittyvaich została założona w 1974 roku, mając za zadanie produkować komponent słodowy do blenda „Bell’s”. Przetrwała ciężkie dla branży lata 80., ale wstrzymała produkcję w 1993. W 2002 została zburzona. Z wydań oficjalnych, whisky z Pittyvaich można spróbować w sławnej serii „Flora & Fauna”, a także w kilku wydaniach serii Diageo Special Releases (w tym w najnowszej, z 2018r)

Więcej o serii Flora i Fauna: KLIK!

Na szczęście są jeszcze niezależni dystrybutorzy, którym udało się zabutelkować około 100 edycji z tej destylarni. I dzisiaj wypijemy coś od nich właśnie – konkretnie od bottlera James MacArthur’s. Ta konkretna whisky została zabutelkowana dawno, bo w sierpniu 1991 roku; a więc destylacja miała miejsce w 1976, lub 1977 roku.

Pittyvaich 14yo James Macarthur’s

14yo, 54,4%,

Whiskybase

Nos: zakurzone meble, trochę masełko, albo raczej tłuste melony. Może jakieś brzoskwinie z puchy, do tego nieco alkoholu. I jakby nut biologicznego sherry – jałowa ziemia, drożdże, orzechy. Podsumowując, aromat przyjemny, ale nieprzesadnie złożony.

Smak: pikantny, z leciutko zaznaczoną dymnością (taką lekką wersją w typie grzecznych Bowmorów). Dość kremowa whisky na języku, znowu z tymi piwnicznymi nutami. Biały pieprz, mięta, smary, akcent metaliczny, słód jęczmienny. Trochę ugotowanych jabłek, stare książki,

Finisz: niespodziewanie świeży i owocowy, przywołujący akcenty beczek po sherry (chyba jakieś refill oloroso), ziemistość, orzechy nerkowca, akcent alkoholu, trochę zieloności.

Wnioski: whisky w porządku. Taka bez myśli przewodniej, o której jutro nie będę pamiętał jak smakowała. Przyzwoita, nie ma do czego się przyczepić, ale też nic na temat czego warto by piać peany.

Ocena: 4,5/10

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *