Jakoś się tak zdarzyło, że rumy nie gościły na tym blogu właściwie od roku, od pierwszej edycji Rum Love Festival. Teraz, aby się przygotować do imprezy, postanowiliśmy wyciągnąć posiadane sample i przypomnieć sobie o co chodzi w tym alkoholu. 

Tegoroczne sample wydają się być ciekawszym zestawem niż te z 2017. Wtedy piliśmy głównie podstawki, dzisiaj na tapecie mamy kilka dużo starszych pozycji, a także całkiem sporo edycji od niezależnych dystrybutorów. Nie przedłużając:

Jako pierwszy Ron Abuelo, a więc z Panamy. Ta wersja ma 15 lat i była finiszowana w beczkach po sherry oloroso.

Ron Abuelo XV Oloroso

Nos: porzeczki, estry (coś na modłę niektórych belgijskich piw). Z czasem się rozwija i pojawia się bardziej sherry, głównie to gładkie oloroso, ale też porzeczki, owoce leśne, brzoskwinie z puchy, albo morele, popioły. Dalej delikatny karmel, lekki syrop cukrowy. Momentami zapach wydaje się wręcz jakby się wąchało beczkę z amontillado/oloroso.

Smak: smak dużo konkretniejszy. Na wejściu dość wytrawny, jest oloroso, ale za chwile słodka melasowa kontra. Dalej standardowo, wanilia, pianki, jakieś paluszki z makiem, obwarzanki. Potem znów do głosu dochodzi sherry, porzeczki, jeżyny, żurawiny, agrest. Stare klepki.

Finisz: wytrawno biologiczne motywy sherry, owoce, drewno, popiół, ślad siareczki.

Wnioski: bardzo przyjemny z sherrowym zadziorkiem. Zapach trochę leniwy, ale pięknie się rozwija. W smaku sporo sherry, owoców, ale profil ogólnie bardzo pospolity, słodki, typowo rumowy.

Ocena: Radek 4,5/10; Aleksander 4/10

Pozostajemy niejako z tematem sherry, bo kolejnego sampla otrzymałem bezpośrednio w bodedze (która jeszcze będzie opisana).

Ron Romate

Nos: lekki, rogaliki, wata cukrowe, kwiatowe pyłki, miody, słone paluszki. Generalnie młody. Nie dzieje się za dużo ale w przeciwieństwie do poprzednich rumów bardzo inny.

Smak: bardzo zwiewny, młody, cukier, delikatne cytrusy, lekkie wypieki, rogaliki. Nic się nie dzieje. Młody i słodki. Do tego dochodzi alkohol i duża pieprzność.

Finisz: krótki, alkoholowy i słodki.

Wnioski: zdecydowanie za młody. Bardzo lekki i nic poza tym.

Ocena: Radek 2,5/10; Aleksander 2,5/10

 

Dictador 1982 lot 010216, 43,2%

Nos: gładki, elegancki. Dość zwiewny jak na wiek; lody o smaku gorzkiej czekolady, syrop cukrowy, kwiaty, siano, trochę lubczyk i natka pietruszki. Dalej jakieś cukierki irysy, sezamki, krówki. Jeszcze później motywy pudrowe, cukierki pudrowe, faworki, niuans kawy.

Smak: słodkie, troszeczkę zadziorne, opalone dechy, trochę popiołu, miodu, karmelu. Do tego jakieś wióry, płyty osb, dużo jakichś bliżej niezidentyfikowanych owoców. Dalej lekko słony, swieżo palona kawa, gorzka czekolada. W tle coś jakby glutaminian, mieszanka przypraw do mięs, sól peklująca, syropy do kawy. Trochę dziwny.

Finisz: mocna kawa, gorzka czekolada, jakieś marmoladki plus odrobina kostki rosołowej.

Wnioski: przyjemny, lekko dziwny, ale ciekawie wie rozwija. Fajne nuty czekolady, kawy. Zwłaszcza po tych początkowych nutach rosołowo pietruszkowych byliśmy sceptyczni, ale z czasem pokazał się z lepszej strony.

Ocena: Radek 4,5/10; Aleksander 4,5/10

 

Dictador 1978 c 210516, american oak, 42,5%

Nos: bardziej burbonowy, nieco wierci w nosie. Do tego nieco vegety i glutaminianu. Kawa, gorzkie kakao, saletra, gładkie miody, kwiat pomarańczy, brzoskwinie, nektarynki. Dalej owoce w syropie. W tle lubczyk i jeszcze więcej przepalonej kawy.

Smak: mocno szorstki, alkoholowy, pikantny. Aż drzazgi w język wchodzą. Wyczuwalne nieprzyjemnie palące wyższe alkohole. Bez wody ciężko mimo malej mocy. Duża jej ilość trochę temperuje, ale dalej zostaje szorstkość i pikantność. Oprócz tego lekkie miody, kremy, lemon curd, skorki cytrusowe, brzoskwinie z puchy.

Finisz: pikantny, lekko słodki, owoce w syropie.

Wnioski: ogromne wady. Palący alkohol i ogromna szorstkość świeżego drewna. Zapach jeszcze fajny, ale smak już leży. Szkoda, bo pod tym czuć, że to mógł być dobry rum.

Ocena: Radek 3/10; Aleksander 3/10

 

Dillon VSOP

Nos: paczki z marmoladą, woda różana, liczi, mieszanka sałatkowa owoców z puchy. Winogrona, kwiaty, sianko, lemoniada, sorbet. Bardzo lekki aromat, ale dalej rumowy.

Smak: pieprzny, słodki, cytrusowy, skórkowy, owocowy. Woda różana, skorki cytrynowe, chili, pieprz biały i ziołowy. Puszkowany ananas. Rogaliki z brzoskwinią. Trochę szorstkie drewno, ale mieści się w ramach. Do tego akcenty sushi i nieco pikantnych wtrętów pomidorowych.

Finisz: dużo owoców, lekkiego syropu cukrowego, kredy, motywów biologicznych i zielonych.

Wnioski: od razu wiadomo, że to agricole, pikantny, zaskakująco dobry

Ocena: Radek 4/10; Aleksander 3,5/10

 

Darsa 2007 Duncan Taylor, 8yo, 52,3%

Nos: lekko tylko słodki, burbonowy, z zadziorem. Zielony, z bananami, limonkami. Jednak co moc beczki to moc beczki.

Smak: refillowy burbon, gładki, sporo ciałka. Delikatne pieprze i moc beczki wyczuwalna, ale nie wali alkoholem. Mało się tu dzieje, ten rum jest po prostu chamsko dobry.

Finisz: lekka wanilia, kremy, miód i do tego kwaskowa kontra.

Wnioski: dobre, młode, w casku i nie turbo słodkie.

Ocena: Radek 4,5/10; Aleksander 4,5/10

 

Long Pond 2000 Duncan Taylor, 15yo, 52,4%

Nos: smukły, mało cukrowy, mało trzcinowy. Rozpuszczalnik, skórki cytrynowe, sorbety, lakiero-bejca, świeże żywiczne dechy, guma balonowa, woda perfumowana, gumki recepturki. Zapach bardzo funky.

Smak: bardzo wyraźny sorbet cytrynowy. Mocno perwersyjny; rozpuszczalnik, benzyna, słone paluszki, sok z trzciny, smary, powietrze z kompresora, stare dętki. Dalej sezamki, tostowana chałka. Na koniec żeliwo i stare nakrętki.

Finisz: woda morska, amalgamat, plak.

Wnioski: wykręcony, jebitny, charakterny. Rum o smaku warsztatu samochodowego. Bardzo niecodzienny, choć z czasem może nieco męczyć.

Ocena: Radek 5/10; Aleksander 5/10

 

Uitvlugt 1997 Duncan Taylor, 18yo, 52,8%

Nos: aromat stacji benzynowej, z czasem idący w stronę mocno chlorowanego basenu. Benzyna ekstrakcyjna, ropa, płyn do spryskiwaczy, przepalone sezamki. Dalej świeże limonki, sól morska,

Smak: benzol, nafta, smary, duża mineralność, koks, siarka, proch. Wytrawny, ostrawy, bezkompromisowy. Dalej stare dętki, sparciałe gumy, talk, suchary wojskowe, ciastka owsiane, otręby, metalowe opiłki, obróbka skrawaniem 🙂 Nie ma tu absolutnie nic słodkiego. Jednakże, mimo tych wszystkich niecodziennych nut, raczej mało się rozwija.

Finisz: limonka, żeliwo, benzyna, bandaże. Grzeje.

Wnioski: porno rum, bez grama słodyczy. Do tego nie męczy na dłuższą metę. Mimo bezkompromisowego charakteru fajnie się to pije.

Ocena: Radek 5/10; Aleksander 5/10

 

Hampden 2000 Blackadder, 16yo, 56,1%

Nos: nie aż tak perwersyjny jak Uitvlugt. Dominują pieczone ananasy, agawa, sezamki, motywy tequilowe. Mentole, igliwie, aloes. Dopiero na drugim planie rozpuszczalnik, klej modelarski, ciężkie nuty śrub, smarów, żeliwa, powietrza z materaca.

Smak: zgaga, trochę sezam, powietrze z materaca, stare beczki po ropie, żeliwo, smary, sklep żelazny. Dalej siarka zapałczana, koks. Mimo wszystko kompozycja jest bardzo zwarta i sensowna.

Finisz: w sumie nie za długi. Benzyna, żeliwo, pistacje i sezamki.

Wnioski: nos nie zwiastuje ofensywy smakowej. Zapach bardzo elegancki, złożony, a smak jebitny i intensywny.

Ocena: Radek 5/10; Aleksander 4,5/10

 

 Poziom był sporo wyższy niż na zeszłorocznej degustacji, w której brały udział podstawki. Ponadto, pijąc rzeczy z trochę wyższej półki wychodzi, że rumy, tak jak i single malty dzielą się na kilka podstawowych profili:
  •  klasyczne, słodkie, mdłe rumiki. Mogą być od lekkich, do całkiem ciężkich, robionych zarówno w alembikach jak i kolumnach do destylacji ciągłej, ale we wszystkich odnajdziemy nuty brązowego cukru, karmelu, melasy, itp. Właściwie wszystkie klasyczne podstawki się łapią do tej kategorii, ale też i kilka lepszych.
  • agricole – coś jak Islay dla whisky. Jeśli jest napisane „Islay” na etykiecie, to od razu każdy kojarzy to z torfem. Tak samo dla rumów; jeśli jest napis „Rhum Agricole”, to spodziewać się można akcentów zielonych, świeżych owoców, korzenności, charakterystycznego zepsucia (nie jestem pewien, czy odniesienie do Starki jest tu właściwe, ale jest tu owo zepsucie na podobnym poziomie).
  • nasze odkrycie sezonu, czyli wykręcone po bandzie rumy o smaku powietrza z materaca, warsztatu samochodowego, stacji benzynowej i kiszonych nietoperzy. Nie doszliśmy jeszcze co prawda do sposobu jak wynajdywać te rumy, ale ową cechę miały dzisiaj dwa single caski z DT, a także ostatni Blackadder. Trochę też spróbowaliśmy tego typu rumów na drugiej edycji Rum Love. Jeśli mnie pamięć nie myli, wszystkie były w wysokim cask strength, oraz były z Jamajki, lub Gujany.
Do rumów wrócimy pewnie wcześniej niż za rok, jako że mamy dużo otwartych butelek, toteż planujemy o każdej z nich coś napisać. Choć nie wiadomo kiedy finalnie uda się to zrobić…
Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *