Kolejna przeglądówka popularnej destylarni i kolejny raz w formacie core range + lotniskowce + edycje specjalne OB + bottlingi niezależne. Jak wypada przegląd Destylarni Highland Park? Sprawdźcie! Zapraszamy!

Po przeglądzie Destylarni Bowmore (Sample Set #43Sample Set #44) postanowiliśmy pójść za ciosem i spróbować trochę różnorodnych butelek z kolejnej popularnej destylarni. Dziś na ogień wrzucamy Highland Park, destylarnię popularną, z generalnie dobrą renomą, ale też nie słynącą z jakichś kultowych edycji. W sumie to chyba najpopularniejsza i „najkultowsza” z tej destylarni by była edycja 18yo OB. Poza tym Highland Park słynie z korowodu NASów z Nordyckimi imionami i drogich specjałów w śmiesznych drewnianych korytkach. Z kolei wśród edycji niezależnych mamy  prawdziwe zatrzęsienie. Jest sporo edycji pod którymi destylarnia się podpisuje i ostatnimi czasy jeszcze więcej bez ujawnienia nazwy destylarni, a z jedynie naprowadzającym Orkney.

My, tak jak wspomnieliśmy w nagłówku, przyjmiemy formułę taką samą jak przy Bowmorach. Bierzemy core range, edycje Global Travel Retail („bezcłówka”), specjalne OB i kilka edycji niezależnych.

Zapraszamy!

Highland Park 10 Viking Scars, 40%

Whiskybase

Nos: pachnie jak młoda, generyczna whisky. Sianko, delikatne, kartonowe, ale są też gdzieniegdzie nuty rdzawe, „ben nevisowe”. Słód, delikatne kwiecie. Delikatne wypieki, niedopieczone rogaliki, konwalie.

Smak: myśleliśmy że będzie gorzej. Dość pełna i o długim smaku. Wyraźnie dymna, choć nie w taki klasycznie torfowy sposób. Dym wędzarniczy, anchois, wędzone makrele, solanka, woda po śledziach. Oleista faktura, fajna pełnia. Pod koniec bardziej ziarnisto, ostro, kosrtopato. Wychodzą motywy chamskiego czarnego pieprzu, surowego zboża.

Finisz: zbożowe, pogonowe, pieprzne, czy wręcz czysto wódczane. Niestety słabo.

Wnioski: dobre pierwsze wrażenie bo ta whisky jest gruba i oleista, ale im dłużej się to pije tym jest bardziej kostropata i pikantna. Nie ma tutaj też specjalnie charakteru HP, bo dymu i wrzosu tutaj jak na lekarstwo. I w sumie to raczej nie. Jeśli się spodziewacie Sergowego 90pkt za Biedronkowe 99zł, to radzę się poważnie zastanowić. Nie wiemy, co strzeliło do głowy staremu francuzowi, ale nie wnikamy.

Ocena – Radek: 2,5/10; Aleksander: 2,5/10

 

Highland Park 12 Viking Honour, 40%

Whiskybase

Nos: pachnie jak nic w sumie. Papierowe, zwietrzałe, lekko kwiatowe, zbożowe. Jakieś bardzo delikatne nuty oleiste, lniane. Generalnie słabo.

Smak: dym na granicy wyczuwalności, nieco kwiecia, syropu cukrowego, likieru krupnik i do tego nieprzyjemna, dominująca nuta beczek użytych zdecydowanie za dużo razy. Też z czasem za ostro i gryząco.

Finisz: trochę grzeje w gardło, też wóda wychodzi, ale mniej niż w 10yo.

Wnioski: bardziej łagodnie niż w 10yo, ale też dużo bardziej płasko i bezpłciowo. Z dwunastki spoko charakteru HP również uleciało wraz ze zmianą szaty na bardziej fancy. Trochę jednak gdzieś w tle majaczy, ale to jest kolejna whisky, która się prosi o sprawdzenie w Old vs New.

Ocena – Radek: 3/10; Aleksander: 2,5/10

 

Highland Park 18 (Stara Wersja), 43%

Whiskybase

Nos: no tu dzieje się lepiej. Jakieś zamsze, stare książki, wanilie, w końcu pojawia się ten firmowy wrzos. Po czasie wychodzą sorbety cytrynowe, skórki cytrusowe, jakieś perfumiarskie motywy. Generalnie ładnie, ale wszystko dzieje się na bardzo małej intensywności.

Smak: też bardzo delikatne. Kamfory, mentole, miody, skórki cytrusowe, kwiat pomarańczy. Ciastka owsiane, stare meble, na drugim planie ciekawy motyw ceglanego kominka. Motywy takie wyraźnie stare, mało szlachetne, acz przyjemne. Pije się zajebiście, pilibyśmy to chętnie, często i dużo. Czuć starość, nawet się dzieje, tylko panie zbyt wodniste to to.

Finisz: nawet długi, zmierzający w stronę słodkich wanilin i miodów z kontrą dębowej goryczki, ale – tak jak i reszta tej whisky – na minimalnej intensywności.

Wnioski: to już można by pić, jest dobre. Czuć tutaj tę starą szkołę i te czasu, gdy nawet podstawki się pijało ze smakiem i coś sobą reprezentowały. Jest tutaj charakter, jest starość. Nie mamy nic przeciwko. Tylko może niekoniecznie za pół tysiaka.

Ocena – Radek: 4,5/10; Aleksander: 4/10

 

Highland Park 14yo, Loyalty of the Wolf, 42,3%

Whiskybase

Nos: witamy na bezcłówce. Delikatna, kwiatowo-miodowa kompozycja która mogłaby wyjść z prawie każdej destylarni. Łagodniki ze Speyside, owoce, pomarańcze świeże i kandyzowane, pestki jabłek, obierki. Słodowości ani dymu nie ma za grosz. No whisky bezcłówkowa jak malowana.

Smak: gładko, dość oleiście, miodowo, nieco cytrusowo. Kwaskowo, cytrusowo, przyjemnie, bardzo żłopalnie i w sumie nic poza tym. Może gdzieniegdzie motywy palonych liści, pieczonych ziemniaków.

Finisz: wchodzą motywy zbożowe, jakichś klejów, butaprenów, starych dech. Zapałki, modelina. Dziwne, ale można to lubić.

Wnioski: dlaczego każda whisky bezcłówkowa ma dokładnie taki sam profil? Każda jest przyjemna, nieinwazyjna i potwornie miałka. Smak też nie nadząża za zapachem. Poważne wątpliwości budzi też „sherry seasoned american oak”.

Ocena – Radek: 3/10; Aleksander: 3/10

 

Highland Park 16yo, Wings of the Eagle, 44,5%

Whiskybase

Nos: jest tu już nieco konkretniejszych nut. Pojawia się wyraźniejsza karmelizacja, nieco czekolady, nawet sherry w stronę taniego oloroso, albo może cream. Wrzosowość (w końcu!), kwiatowość, suchary, ciastka, wanilia.

Smak: bez specjalnych warstw, ale przyjemnie, z pewnym wpływem sherry. Oloroso, kakao, vino rancio, przypalone marmolady, przypalone ciasto śliwkowe. Trochę soli, popiołu. Dobre!

Finisz: taki średni, w zasadzie rozszerzenie smaku. Szybko się kończy, smakując lekką wędzonką, zbożem.

Wnioski: nieco lepsza bezłówkowa, bo całkiem konkretna whisky. Na krótką metę cieszy nieco bardziej zdecydowanym profilem, na dłuższą nie ma się czym zachwycać. Czyli taki bezcłówkowy standard z plusem i za odpowiednio wyższą kwotę.

Ocena – Radek: 3,5/10; Aleksander: 4/10

 

Highland Park Valknut, NAS, 46,8%

Whiskybase

Nos: cytrynowe makareny, pianki o smaku cytrusowym, suchy torf. Stara, zwietrzała czekolada z nalotem, suche łajno, suszone kwiatki, słoma. Czujecie w jakim kierunku to zmierza…

Smak: no panie Caol Ila jak w mordę strzelił! Mocno torfowe, z motywami cytrusowymi, suszonymi. Sporo fajnego bourbonu, a napisali że to niby sherry. Ha, ha. Mentole, jakieś dezynfekanty, żelki miśki. Przyjemna, choć zupełnie nie tego się spodziewaliśmy.

Finisz: maślane, burbonowe, herbaciane motywy. Nawet, nawet. Wchodzą nawet pod koniec motywy bardziej typu Lagavulin.

Wnioski: nie ma na co narzekać. O ile się lubi gdy kupując Highland Parka po sherry otrzymuje się Caol Ilę po burbonie 😉 Obiektywnie może to być, ale w sumie to jest takie sobie.

Ocena – Radek: 3/10; Aleksander: 3,5/10

 

Highland Park 1995 Specialty Drinks, #470+471, 13yo, 46%

Whiskybase

Nos: fajne. Przyjemne, mocno mineralne, zimne kamienie z potoku, zamszyk, pasta do butów, bryza morska. No dzieje się! Kulki na mole, babciowe szafy, terpentyna. Dalej jakieś gipsy, szpachle, zaprawy murarskie. Kleje, taśmy izolacyjne, butapreny. Strasznie perwersyjne, ale jako kontra do dzisiejszej szarzyzny to może wyjść tylko na plus!

Smak: bzy bardzo. Wanilia, polerowane parkiety, mineralność, szkło, efekt starej butelki. Wosk, wonne kadzidła, lawenda, rumianek. Stare szafy, stare meble, antykwariaty. Pięknie się ustarzyło, nie wiem czemu, bo zarówno whisky młoda, jak i zabutelkowana przecież nie wieki temu.

Finisz: zaczyna się perfumą, lawendą i bzem, ale i wychodzą w końcu jakieś motywy zdradzające młodość destylatu, jakieś nuty zbożowe, płaskie, kurzowe.

Wnioski: po tej whisky nie spodziewałem się niczego, a tu bardzo pozytywne zaskoczenie! Z dużą intensywnością pojawiają się tu motywy występujące zazwyczaj w whisky zabutelkowanych przynajmniej te 20 lat temu. Chyba że to w samplu z czasem się takie dobre zrobiło. Nie wiem. Radka nie zachwyciło.

Ocena – Radek: 3/10; Aleksander: 5/10

 

Highland Park 17 The Dark, 52,9%

Whiskybase

Nos: ostre, agresywne, pachnie zdecydowanie młodziej niż 17 lat. Banany, wapno i jakieś niewydarzone sherry są tu nutami przewodnimi. Tonik, chinina, kumaryna, niedojrzałe czerwone owoce, żelki miśki, tanie marmolady, suszona żurawina. Mocno gryzie w nos. Mnóstwo białego pieprzu.

Smak: znowu wapno, banan i guajazyl. Jest trochę sherry i czerwonych owoców, ale daje po języku wódą i pogonem. Trzeba to wodą potraktować. Zanika wówczas gryząca pikantność, ale też większość warstw. Mocno siarkowe, peklosole, aberlour abunadh, farklas 105. Momentami wchodzi w akcenty wymiotne. Z drugiej strony są też jakieś ciemniejsze marmolady, kakao 90%. Generalnie straszliwie agresywna jest ta whisky.

Finisz: właściwie go nie ma. Całe szczęście w sumie. Może jakiś lekko słodkawy, mdły, cukrowy posmak pozostaje.

Wnioski: Wali rzygiem, pogonem i rdzą. Nawet dla Radka zbyt agresywna ta whisky, czyli znaczy że zdecydowanie zbyt agresywna.

Ocena – Radek: 2,5/10; Aleksander: 3/10

 

Highland Park 1979 Cadenhead, 24yo, 51,2%

Whiskybase

Nos: trochę taka stara whisky o smaku starej whisky, ale jest przyjemnie. Nuty kokosowe, zwietrzałe Rafaello, zaczątki efektu starej butelki. Jakieś banany się pojawiają, lody waniliowe, leśne kwiecie, trochę nawet poziomki, ostudzone słodkie earl greye. Dużo się nie dzieje, ale przynajmniej czuć że stare.

Smak: jest ten oldschool. Mineralność, lawenda i stare szkło. Wata cukrowa, cream soda, ale też są tu mniej przyjemne motywy zarówno mineralne, typu kostka ze zmywarki, proszek do prania, oraz pogonowe, zmęczone, idące w stronę rzygów. Rozpuszczalna, malinowa herbatka. Generalnie dużo się nie dzieje, nie czuć ani wieku, ani rocznika, a to co dobrego sie dzieje wynika prawdopodobnie z prawie 20 lat w szkle.

Finisz: mocny, momentami gorzkawy, z mentolem, pieprzem, miodem. Trochę pogonito.

Wnioski: generalnie oczekiwaliśmy sporo więcej. Jak widać dawniej też butelkowano whisky stare i przeciętne. Zwykliśmy mawiać w takich przypadkach, że stara whisky o smaku starej whisky. Tutaj w dodatku jeszcze nie smakuje taką solidną starości, tylko raczej oldschoolowym refillowym i pogonowym profilem. No ok, jest uczciwie, ale też zapomnimy o tej whisky nim skończymy ten przegląd.

Ocena – Radek: 4,5/10; Aleksander: 4,5/10

 

Highland Park 1984 Dewar Rattray #1753, 26yo, 53,6%

Whiskybase

Nos: mentol, stare książki, stare meble, aż czarnoziemy wychodzą, z czasem pojawiają się herbaty, jakieś słodkie earl greye i owocowe napary. W końcu jest ten wrzos highland parkowy i to nie na piątym planie, żurawina, porzeczki, liście porzeczek. Aż wchodzi w jakieś takie drożdżowe motywy manzanilli, albo fino prosto z beki. Chleb, przyprawy, pomarańcze, wermuty na sherry.

Smak: duża intensywność smaku, ale ciężko wyróżnić tu konkretne smaki, czy warstwy. Oleiste, gęste, nieco pieprzne, kokosanki, ciastka z suszonymi leśnymi owocami, nieco czekolady, herbata. Nalewki herbaciane, maliny, naftalina, trochę cięższe miody: gryczane, spadziowe. Whisky dobra, gdyż jest dobra. Gęsta, zwarta i prosto w twarz,

Finisz: słodkie, ochłodzone herbaty, leśne marmolady, trochę motywów zielonych.

Wnioski: whisky, zwarta, równa, pełna. Nie ma tutaj dużego skomplikowania, ale jest grubo, słodowo, oleiście i równo. Czego chcieć więcej? A wiem. Żeby takie whisky dzisiaj też dało się dostać za te 80€.

Ocena – Radek: 6,5/10; Aleksander: 6/10

 

Highland Park Cask Strength Batch 1, NAS, 56%

Whiskybase

Nos: młode, daje po nosie, ale też nie w jakiś wybitnie chamski sposób. Nuty rozpuszczalnikowe, nieco ben nevisowe, chemia podłogowa, Ajaxy. Po chwili w końcu pojawiają się jakieś miody wrzosowe, kokos, sianko, dżemy wiśniowe,

Smak: duża intensywność, wyraźna młodość, ale też wyraźne pogony. Kokosy, pinacolada. Gryzie w gardło, za mocne. Sherry jest, nie da się ukryć. Tylko co z tego. Torf, dym, pogony… Z wodą jest sporo lepiej. Nie tak agresywnie, pojawia się jakieś ciasto drożdżowe, chałeczka, jagodzianki, słodkie wypieki. Pączuszki, malinowe herbatki, cream soda.

Finisz: pali w gardło, jakaś tania czekolada, jakieś tanie bombonierki z alkoholem.

Wnioski: Meh. Z wodą znośne. Radek jako fan harpagańskich whisky docenia. Ale też też nie ma co się więcej rozpisywać.

Ocena – Radek: 4/10; Aleksander: 3,5/10

 

Highland Park 2007 GMP, 9yo, 58,8%

Whiskybase

Nos: pachnie ekstremalnie młodo, jałowo, wręcz jak jedna z tych europejskich, młodych whisky z destylarni z dupy. Ozon, stare worki, ziarno, kurnik, polski, rosołowy dąb. Mięta, mentol, proszek do prania, zużyte pieluchy, zjełczałe masło. Aż mnie swędzi wszystko jak to wącham. Nalewka na proszku do prania.

Smak: młode, zielone, rzygawe, żeliwne, pogonowe. Stara, zatęchła szmata, ekstremalna pieprzność, stal, DMS. Pogon, fhuj pogon. I grappa. Moja ulubiona grappa. Gorycz, chinina, cios świeżą dechą po ryju.

Finisz: więcej grappy, mniam, mniam.

Wnioski: kojarzycie to uczucie jak was swędzi to miejsce którego nie jesteście w stanie dosięgnąć? To tak właśnie ta whisky smakuje. Po co coś takiego butelkować? Niedobrze, GMP. Szejm, szejm, szejm.

Ocena – Radek: 1,5/10; Aleksander: 1/10

Wnioski:

Po raz kolejny nie odkryliśmy Ameryki pijąc core range. Wiedzieliśmy, że osiemnastka jest dobra i była. Reszta raczej się nie wyróżnia. 12yo chyba zaliczyła spory zjazd wraz z odświeżeniem szaty (może to sprawdzimy w naszym cyklu Old vs New). Nowa 10yo jest dla nas w dalszym ciągu czymś niepojętnym, bo srogo odbiega od DNA destylarni i opinie są bardzo skrajne.

Po raz kolejny okazało się, że edycje lotniskowe (Global Travel Retail) smakują tak jak wszystkie innej edycje lotniskowe, czyli gładko, dobry zapach, nienadążający smak.

Po raz kolejny także w edycjach IB mieliśmy rozstrzał. Whisky butelkowane nawet dobrych parę lat temu z konkretnym wiekiem były mocno różne. Jeśli chodzi o młódkę od GMP, no to cóż….

Ogólnie to chyba nie znamy się na whisky, bo Serge Valentin dał dwa razy 90/100 a my odpowiednio 1,5/10 i 2,5/10. No, ale jest pandemia, do Jerez jechać nie można to musimy pić whisky 😉

Z bardzo ogólnych wniosków, to na pewno możemy stwierdzić, że mit solidnego HP trochę legł. Tak jak przy podstawkowych Bowmorach byliśmy zadowoleni z poziomu, tak tutaj już oceny ciut niższe i spodziewaliśmy się więcej.

Z pewnością możemy także stwierdzić, że chyba formuła testowania litanii podstawek lotniskowo-core rangeowych się wyczerpała, bo to jakoś nie jest specjalnie wybitne, a wnioski z tych testów też odkrywcze nie są. Trzeba jednak ograniczyć się do 2-3 sztuk jako wstęp i dalej dołożyć trochę i obstawić przegląd lepszymi rzeczami. A jak wyjdzie, to zobaczymy.

 

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.