Jak co roku, na początku czerwca do sklepów wchodzi kolejna edycja whisky Ardbeg. Tegoroczna nazywa się Kelpie. Sprawdźmy jak wypadła…

Tegoroczny Ardbeg Day wypadł 3 czerwca. Z jakichś przyczyn, w tym roku w stolicy nie odbyła się tak huczna impreza jak rok temu (z okazji premiery Dark Cove – relacja tutaj). Niestety chyba źle obliczono siły na zamiary, gdyż zaproszenia na oficjalną premierę w barze Max na Kruczej rozeszły się w 40 minut. Na szczęście odbyły się dodatkowe degustacje, m.in. w należącym do M&P Whisky&Cognac club w Wesołej. Panel poprzedzała ciekawa prelekcja o historii Ardbega, oraz obecnym core range. I właśnie core range także można było spróbować, ale nie będę tu o nim dużo pisał. O „dziesiątce” był już obszerny artykuł (tutaj), Corryvreckana dawno nie piłem, a o Uigeadailu też za jakiś czas będzie artykuł z serii old vs new (niestety spodziewamy się tu nokautu). Większość educji specjalnych także była testowana w sporym przeglądzie (tutaj).

Oczywiście przyszliśmy głównie aby spróbować nowej wersji, Ardbeg Kelpie. Jest to edycja bez oznaczenia wieku (NAS), do czego niestety już nas Ardbeg przyzwyczaił. Wersje w pełnej mocy beczki też już chyba należą do przeszłości. Dodatkowo, niepokojem napawało nas to, że ta edycja dojrzewała w pewnej części w beczkach z nowego dębu, (pozyskanego w Adygei nad morzem Czarnym), które często dają nieprzyjemne nuty spotykane zazwyczaj w burbonach, a także w dużej części polskich whisky. Na szczęście nie jest to w całości virgin oak; destylat dojrzewa w części także w tradycyjnych beczkach po burbonie. Co do nazwy, Kelpie bierze ją od mitycznego potwora, żyjącego w szkockich rzekach i jeziorach. Stwór ów zazwyczaj objawiał się pod postacią konia na nabrzeżach, ale potrafił także zmienić się w człowieka. Złośliwy z natury, wywoływał sztormy, oraz topił nieszczęśników, którzy nieostrożnie zapuścili się na jego terytorium.

 

Ardbeg Kelpie, NAS, 46%

WHISKYBASE

Nos: pojawia się zapowiadana morskość – wędzona makrela, anchovies, sól, ośmiorniczki, wodorosty, zbutwiałe drewno; ale jednak nowy dąb objawia się tymi zupno-warzywnymi akcentami: pietruszka, leczo, vegeta, lubczyk, gotowane ziemniaczki, seler. Poza tym klasycznie, sporo dymu, trochę podkładów kolejowych.

Smak: z początku wydaje się dosyć pospolicie ardbegowa – mocno palona, w miarę gęsta, mocno dymna, z niuansem cytrusowym. Z czasem dochodzą ciekawe nuty spalonych owsianych ciasteczek, słonych paluszków, wodorostów, białego pieprzu. Łupiny orzeszków, pasta do butów, stara łódź, opalone beczki. Nie jest może jakoś super złożona, ale im dłużej to sączę, tym bardziej ta whisky mnie do siebie przekonuje. Torf na średnim poziomie, zdominowany przez ciężkie drewno.

Finisz: wracają nieco te pietruszkowo-rosołowe motywy, oraz przede wszystkim świeże drewno (fińska sauna, zapach sklepu z drewnianymi meblami). Umiarkowana pikantność, paloność.

Wnioski: nie bardzo skomplikowana, raczej toporna, ale bardzo słodka, gruba i charakterystyczna. W każdym razie, jak na obecną formę Ardbega nawet dobra (tym bardziej, że spodziewaliśmy się srogiego rozczarowania). Na pewno jest lepsza od zeszłorocznego Dark Cove, a prawdopodobnie i od Perpetuum sprzed dwóch lat.Pytaniem otwartym pozostaje, czy jest warta żądanych 100€.

Ocena: 4/10

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *