Wiktor z Bestofwhisky.pl uraczył mnie zaproszeniem na imprezę „Bourbon Legends”, gdyż chyba jako jedyny z BOW pijam takie rzeczy. Faktycznie, jestem trochę rodzynkiem w gronie zatwardziałych koneserów szkockiej single malt. Prymat i absolutnie pierwszeństwo single malt nie podlega dyskusji, jednak czasem można się napić innych whisky, rumu czy  tequili. Tym razem padło na bourbon, trunek przeze mnie odstawiony na bok i nawet trochę wzgardzony w myśl zasady, że „z kukurydzy to się popcorn robi”. Postanowiłem, że skorzystam z zaproszenia i może będzie szansa skorygować trochę światopogląd.

12345

Bourbon Legends to objazdowa impreza, która po kilku europejskich miastach zawitała do Warszawy. Za organizację całości odpowiada oczywiście Beam Suntory, w Warszawie wspierane przez dystrybutora ich marek w Polsce – Stock. Impreza odbywała się w dniach 3-5 Grudnia w jednej z hal SOHO Factory na warszawskiej Pradze. Organizator chwalił się odtworzeniem klimatu prawdziwego Kentucky, w tym „repliki destylarni” i „autentycznego baru”, trochę się to nawet udało, ale o tym później.

Do SOHO Factory dotarłem w punkt. Po zdaniu płaszcza w szatni zostałem zaproszony na drinka i poproszony o oczekiwanie na swoją turę. Z „poczekalni” zobaczyłem główną salę gdzie odbywała się regularna impreza z muzyką itd. Od razu porzuciłem moje wyobrażenia o spokojnym degustowaniu i robieniu notatek i przestawiłem się na tryb imprezowy. Po chwili grupa została zaproszona na „Tour po destylarni”. Tak. Zanim trafiliśmy na sale, w której odbywała się impreza wzięliśmy udział w krótkiej wycieczce po „replice destylarni”. Ot kilka zaaranżowanych pomieszczeń z rekwizytami gdzie aktorzy prezentowali proces produkcji bourbonu. Sprawnie i na szczęście szybko, kilka słów o beczkach, opalaniu, zacieraniu, potem leżakowanie.

Potem była możliwość spróbowania bourbonów Jim Beam Rye, Makers Mark i Jim Beam Signature Craft. Na koniec jeszcze „hall of fame”ze zdjęciami postaci które miały największy wpływ na historię marki Jim Beam.

Klimat Kentucky poczułem dopiero na sali. Fajny, autentyczny band robił całą atmosferę, taki kliszowy zespół country z gościami grającymi na banjo i tarze do prania.  Dobry burger dopełnił klimatu kentucky i można było udać się na podbój baru.

Większość gości preferowała raczej drinki. Ja z racji przestawienia się na tryb imprezowy także poszedłem w tę stronę, zwłaszcza, że zapewniłem sobie komplet sampli do spokojnej degustacji w domu. Kilka old fashioned i whisky sour, kilka rozmów z napotkanymi znajomymi, trochę się jeszcze pokręciłem, posłuchałem grającego zespołu, wziąłem giftpack i do domu.

Ogólnie impreza jak to impreza, całkiem fajna, ale gratka dla degustatora raczej żadna.

Więcej „zabawy” miałem potem w domu, degustując wybrane bourbony.

Z szerokiego portfolio oferowanych whiskey wybrałem kilka najlepszych nad którymi warto się było pochylić.

Dla bourbonów przyjmuję te samą skalę, co dla single malt whisky, w końcu to też whisky (nie ma znaczenia, że pisana z dodatkowym e). Można się zatem spodziewać, że oceny raczej będą się plasować w niższych rejestrach (co nie znaczy, że niektóre whiskey nie były dobre).

Jim Beam Signature Craft 12yo, 40%

Nos: słodki, migdały, aromat do ciasta, karmel, podpiekane drewno, dużo drewna, mix przypraw do piernika, ciasto drożdżowe ze śliwkami, ogólnie aromat dość ciężki i całkiem złożony

Smak: w smaku niestety gorzej, zbyt cierpki i drewniany, rozpuszczalnik, migdały, bardzo estrowy, alkohol, marcepan z popiołem, gorzkie spalone drewno. Z czasem trochę się układa i nabiera słodyczy, wanilia, karmel, pieczone jabłka, nafta

Finisz: średnio długi, pieprzny, alkoholowy, przypalany,

Wnioski: nos całkiem ciekawy i złożony, zaczynało się nieźle, niestety potem smak zbyt ordynarny, za duży wpływ palonego drewna, zbyt przepalony, zbyt estrowy, zbyt alkoholowy.

Ocena: 2/10

 

Knob Creek, 50%

dw_745

Nos: gładki, słodycz, wanilia, syrop cukrowy, zmywacz do paznokci w tle, olejek migdałowy, miód, suszone morele, jabłka, kwiaty

Smak: mocny, drewniany, ale nie przesadnie. Pieprzno-słodki, wanilia, miód pomarańczowy, gorycz drewniana. z Wodą więcej słodyczy, melasy, migdałów. dalej ciasto z kruszonką i odrobina karmelu

Finisz: niezbyt długi, słodki, migdałowy z lekkim akcentem palonego drewna.

Wnioski: prostszy niż Jim Beam Signature, ale smak tak nie rozczarowuje. Nie ma za dużego wpływu drewna. może trochę ordynarny, ale przynajmniej równy smak z zapachem.

Ocena: 2/10

 

Knob Creek Rye, 50%

dw_746

Nos: bardziej zdecydowany, kręci w nosie, miodowy, zbożowy, melasowy. Dalej waniliny, ciepłe drewno, polakierowany parkiet, wosk, migdał, z wodą bardziej ciastowy

Smak: pikantny, pieprzny, dość wytrawny, wanilia, lignina, korzenny. z Wodą trochę piernikowy, kremowy, trochę kakao i popiołu z cukrem

Finisz: średnio długi, słodki i kremowy, lekko pikantny i korzenny

Wnioski: ciałkiem niezła. niby dalej whiskey, ale już nie tak przeraźliwie słodka i jednostajna. dalej niezbyt skomplikowana, ale wszystko jest bardziej wytrawne, eleganckie i wyważone.

Ocena: 2,5/10

 

Bookers, 63,7%

dw_749

Nos: bardzo lotny, bardzo cukrowy, syrop klonowy, kandyzowane pomarańcze, sernik z lukrem i skórką pomarańczową, nie jest przepalony, nie jest bardzo migdałowy, raczej świeży i dość cytrusowy, lekko korzenny, całkiem zrównoważony nie licząc słodkości. Bardzo przyjemnie się wącha. Z wodą więcej wanilii

Smak: niby prawie 64% ale dobrze daje się pić. Słodki, pomarańczowy, skórki cytrusowe, curacao, syrop cukrowy. Z wodą bardziej kremowa, imbirowa, dalej wanilia i odrobina gałki muszkatołowej

Finisz: średnio długi, ale przyjemny, kremowy, słodki, trochę tostowanego drewna i imbiru

Wnioski: zaskoczenie. niby nie jest bardzo skomplikowana, ale i tak dużo bardziej niż pozostałe. Wszystko tutaj gra. Nie ma za dużo bourbonowych nut, nie wali jak aromat do ciasta. Bardzo przyjemne akcenty pomarańczowe, imbiru i melasy.

Ocena: 3,5/10

 

Bardzo ogólnie można powiedzieć, że bourbony (czy ogólnie amerykańska whiskey) nie należą do wybitnych trunków za sprawą niezbyt dużego skomplikowana i dość jednostajnego profilu. Jednak i tutaj udaję się coś ciekawego znaleźć. Knob Creek Rye i Booker’s zaskoczyły na plus, zwłaszcza ten drugi. Bookers okazał się bardzo fajną whiskey, wysoko pijalną pomimo dużej mocy, nie przytłaczającą, z bardzo fajnymi nutami pomarańczowymi. Byłem bardzo sceptyczny, po części słusznie, po części nie. Single malt whisky dalej pozostanie moim pierwszym wyborem, jednak czasem można się zapuścić na nieznane wody bourbonów w poszukiwaniu jakiejś perełki.

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *