Po raz pierwszy, opisując jakąś whisky, zajmiemy się nie destylarnią, a niezależnym bottlerem. Idąc za ciosem po ostatnim sample secie, bierzemy na warsztat Adelphi.

 

Istniała niegdyś destylarnia Adelphi, jednak nie ma ona dużo wspólnego z dzisiejszą firmą. Destylarnia ta, założona w 1826 roku, znana była jako Loch Katrine Adelphi, bądź Gorbals, a znajdowała się w Glasgow. Zakład często zmieniał właścicieli; w 1880 przeszedł na własność Archibalda Walkera. Pod koniec XIX wieku, w okresie pierwszego wielkiego boomu na szkocką whisky, destylarnia wytwarzała rocznie imponujące jak na owe czasy 2,35 mln litrów spirytusu (czyli prawie dwa razy więcej niż Ardbeg dzisiaj). W 1902 roku, zakład kupił koncern DCL, a już cztery lata później destylarnia została zamknięta. Stare zabudowania zostały wyburzone dopiero pod koniec lat 60., a w 1983 w tym miejscu otworzono centralny meczet Glasgow.

Jamie Walker, prawnuk Archibalda, przywrócił tę markę światu whisky, kiedy w 1993 zajął się niezależnym bottlingiem właśnie pod nazwą Adelphi. W 2004 sprzedał firmę, a nowi właściciele nie poprzestali jedynie na butelkowaniu whisky z różnych destylarni – postanowili zbudować własną. W 2014 otworzono Ardnamurchan, zakład położony na zachodnim wybrzeżu Szkocji, przy cieśninie przy wyspie Mull (tam znajduje się Tobermory), o dosyć skromnym potencjale 0,45mln litrów spirytusu rocznie. Pierwszej whisky z nowej destylarni, można się spodziewać w 2017-8 roku.

Właściwie wszystkie whisky butelkowane przez Adelphi, są whisky jednobeczkowymi (single cask), jak i w mocy beczki (cask strength). Zabutelkowano już przeszło 500 edycji. Godną uwagi jest seria whisky o nazwach „Breath of [region Szkocji]” – chodzi o to, że niektóre destylarnie, a ostatnio jest takich niestety coraz więcej, nie życzą sobie swojej nazwy na whisky od bottlerów niezależnych. Zawsze jednak za ten sam region odpowiada ta sama destylarnia, więc po krótkim przeszukaniu internetu, jestem w stanie napisać, że na 95%:

Breath of Speyside – Glenfarclas

Breath of the Isles – Talisker

Breath of Islay – Lagavulin

Breath of Highlands – Royal Lochnagar

Na Whisky Live Warsaw była dostępna ta ostatnia, edycja z 1985 roku, zabutelkowana w 2007. Przyćmiona przez turbo-ciemnego Inchgowera, cieszyła się bardzo małym zainteresowaniem – moim zdaniem zupełnie niezasłużenie. To nią się dziś właśnie zajmiemy:

Breath of the Highlands 1985, 22yo, 55,2%

WHISKYBASE

breathNos: fistaszki, nerkowiec, kakao, suszone  śliwki, wafle, nugat; po chwili akcenty miętowe, ziołowa sauna, aromat gabinetu dentystycznego. Jeszcze później pojawiają się letnie owoce- białe winogrona, suszone banany.

Smak: wspaniale intensywna, gęsta, tostowa, owocowo świeża, dobrze zbalansowana. Poszczególne komponenty szybko następują jeden po drugim, zmieniając się jak w kalejdoskopie. Miód, lakiery, migdały, lekka słoność, miska suszonych owoców, drewno, figi i syrop cukrowy, budyń waniliowy, akcent rozpuszczalnej oranżady. Gdzieniegdzie pojawiają się wtręty zbożowe i morskie, nawet przez chwilkę niuans dymu i pieprzu.

Finisz: kleisty, mięsisty, lekko pieprzny, długi, drewniano-miodowy z miętą, owocową kwasowością i lekkimi nutami sherry na drugim planie.

Wnioski: whisky dojrzała, dobrze zbalansowana i dość złożona. W przeciwieństwie do oczywistego w swej sherrowej agresywności Inchgowera tu już trzeba chwilę przysiąść i się w tę whisky zagłębić, wyłapując liczne niuanse.

Ocena: 6/10

 

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *