Dziś dzień św. Patryka (o czym było ostatnio), a więc kontynuujemy temat whiskey irlandzkiej. Dziś najpopularniejszy single malt z Zielonej Wyspy, a więc Bushmills i to we wszystkich trzech aktualnie dostępnych odsłonach – 10yo, 16yo i 21yo!

Bush1

Bushmills jest najdalej wysuniętą na północ irlandzką destylarnią, jak też jedną z tylko dwóch w Irlandii Północnej (drugą jest otwarty w 2004 roku Echlinville). Należy, wraz z destylarniami Cooley (odpowiedzialnym za marki m.in. Connemara, Kilbeggan, Greenore, Tyrconell) i Middleton (Jameson, Tullamore Dew, Paddy, Powers, Redbreast) , do irlandzkiej „Wielkiej Trójki”, lecz w przeciwieństwie do swojej konkurencji, skupia się na promocji tylko jednej marki – Bushmills.

Mimo, że na etykiecie dumnie widnieje rok 1608 jako data założenia, to nie jest to do końca prawda. Choć pierwszą licencję na produkcję aqua vitae i usquabagh faktycznie wydano w 1608, to była ona ważna jedynie przez 7 lat, a obecna destylarnia Bushmills została zarejestrowana dopiero w 1784 (co i tak zapewne stawia ją na podium wśród najstarszych destylarni na całych wyspach brytyjskich).

Połowa XIX wieku to czasy największej świetności irlandzkiej whiskey w historii (choć co ciekawe nie w samej Irlandii, gdzie w latach 40 szalał potworny głód, oraz antyalkoholowa krucjata ojca Mateusza). Świat jednak pokochał irlandzką whiskey, która była łagodniejsza w smaku niż szkocka, w związku z czym pasowała większej ilości ludzi. Również Bushmills miał w tym torcie swój udział. W 1860, za sumę 500 funtów, destylarnię przejęli James McColgan i Patrick Corrigan, którzy szybko rozkręcili biznes. W 1880 firma zmieniła status na z o.o, a w 1890 whiskey zaczął rozwozić po całym świecie okręt parowy SS Bushmills. Oprócz USA, które stało się głównym rynkiem zbytu dla irlandzkiej whiskey, docierał także do dalekiego Singapuru, Japonii, czy Hong Kongu.

Bush3

Tak jak Szkoci mieli swój krach na rynku whisky za sprawą braci Pattisonów, również i załamanie na irlandzkim rynku whiskey było nieuchronne. I o ile przyszło kilkanaście lat później, to było dużo boleśniejsze – na dobre irlandzka whiskey zaczęła się odradzać dopiero w ostatnich latach. Oprócz I wojny światowej i związanych z nią ograniczeń w produkcji alkoholu zbożowego, w 1916 wybuchło powstanie w Dublinie, a w 1918 wojna z Wielką Brytanią o niepodległość. Następnie, na początku lat 20 szalała tam wojna domowa. Ogromny rynek zbytu w postaci dominiów brytyjskich wprowadził embargo na irlandzką whiskey. Jakby jeszcze tego było mało, najważniejszy rynek, a więc Stany Zjednoczone wchodziły właśnie w erę prohibicji. Wiele gorzelni wówczas upadło; Bushmills znalazł się na skraju bankructwa. Wówczas jednak pojawił się pewien człowiek, Wilson Boyd, który wbrew wszelkim przeciwnościom nabył Bushmillsa(1923), przewidując rychły upadek prohibicji. Jako że destylarnia nie przerwała produkcji, od razu po zakończeniu alkoholowej posuchy w 1933 była gotowa do zalania amerykańskiego rynku dużą ilością odpowiednio dojrzałych destylatów.

Druga połowa XX wieku to czas, gdy Bushmills jest już w rękach koncernów. Najpierw w 1972 wchodzi w skład Irish Distillers Group – organizacji mającej promować irlandzką whiskey na świecie. Dosyć nieudolnie zarządzana, cała organizacja została w 1988 przejęta przez francuski Pernod Ricard, który oprócz whiskey Jameson, zdecydował się na globalną promocję Bushmillsa właśnie.

W 2005 roku Bushmills zmienia właściciela – tym razem jest nim Diageo (swoją drogą szkoda, że żadne wydanie nie znalazło miejsca w corocznych Special Release). W 2014 został sprzedany kolejnemu gigantowi – meksykańskiemu Jose Cuervo, który aktualnie planuje rozbudowę destylarni.

P_20161105_221929_MT

Aktualnie portfolio Bushmillsa jest jasne i bardzo czytelne. Brak tu specjalnych edycji finiszowanych, limitowanych, rocznikowych, czy single casków.

Otwiera je Bushmills White Label, którego piliśmy i oceniliśmy już przy okazji testu blendów (wypadł nieźle, a cały tekst dostępny jest tutaj).

Wyżej w hierarchii stoi Bushmills Black Bush – także blend, choć już z wyraźną przewagą malt whiskey. Miłym dodatkiem jest finisz w beczkach po sherry, a wisienką na torcie cena, wynosząca około 8 dych. Za takie pieniądze ciężko o coś lepszego.

Dalej mamy już edycje single malt, których jest trzy: 10 letnia (do dorwania za 100zł), 16 letnia (mix beczek po burbonie, sherry i porto), oraz 21 letnia (to samo co w 16, tylko zamiast porto mamy maderę).

Ostatnio do portfolio doszedł likier miodowy na bazie White Label, ale z oczywistych względów nie jest to trunek degustacyjny.

Dziś przyjrzymy się single maltom, zaczynając od wersji 10 letniej:

 

Bushmills 10yo, 40%

WHISKYBASE

 

P_20161105_194802_MTNos: nawet przyjemny, oleisty z odrobiną kręcącego alkoholu. Dominuje prosta zbożowość, dalej miód, brzoskwinie z puszki, biały pieprz. Bardzo prosty i nie ma tu jałowych, szmaciano-chemicznych posmaków jak w szkockich NASach, co to „nie są gorsze, a po prostu inaczej robione” 😉

Smak: alkoholowe drapanie i spirytusowe posmaki na minus, ale z drugiej strony sporo ciała jak na 10yo i 40%. Syrop na kaszel, przepalanka, drewniana gorycz. Gdzieś tam na trzecim planie nieśmiałe miody i czerwone owoce (echo finiszu w beczkach po sherry).

Finisz: miody, dużo słodyczy, odrobina oloroso, jakieś lekkie akcenty owocowe i niezbyt szlachetna gorycz – zbutwiałe drewno, kora z drzewa, patyki. Długo!

Wnioski: daje się pić! Co więcej, moim zdaniem ta whiskey bije dużą część nowofalowej, NASowej Szkocji robionej na jedno kopyto i smakującej tak samo, niezależnie od destylarni. No własnie, ta whiskey jest „jakaś” i to jest jej główny atut. Jest w miarę tłusta, jest jakaś tam złożoność smaku, pojawiają się, niezbyt przyjemne co prawda, ale posmaki drewniane, jest fajny finisz… może mam do tej whiskey trochę sentyment, ale uważam, że za 100zł ciężko dostać coś lepszego. I o ile później będzie to jedynie pozycja „do odhaczenia”, to jeśli ktoś szuka wyboru na pierwszego single malta, to Bushmills 10 będzie dobrym wyborem.

Ocena: 2,5/10

 

Bushmills 16yo, 40%

WHISKYBASE

20170313_232640Nos: głębszy i wyraźnie starszy, mimo tak samo nieskomplikowanego charakteru. O ile w 10yo na pierwszym planie mieliśmy zbożowy charakter destylatu, to tu już wyraźnie dominuje beczka. Sherry, powidła, czarne porzeczki, wiśnie, wędzone śliwki w czekoladzie, ale też różowe porto, dziecięca guma do żucia, benzyna, suszone banany, bakalie, żelki miśki. Nie zmienia się i nie ma tu jakiejkolwiek warstwowości, ale jest przyjemnie.

Smak: nieco rumowy, kakao, wiśniowa marmolada, bez, biała czekolada, nieco sherry i drewna. Pod koniec więcej tanin. Bardzo lekka, zwiewna whiskey; w przeciwieństwie do „dziesiątki” w ogóle nie czuć alkoholu. Lekkość smaku właściwie porównywalna z winami wzmacnianymi.

Finisz: odrobina drewna, tania cream sherry, leśne owoce, gorzka czekolada, zieloność.

Wnioski: pierwszy mój kontakt z tą whiskey był raczej negatywny, ale kurczę… im dłużej piję, tym bardziej mi smakuje. Whiskey bez degustacyjnych ochów i achów, ale bardzo przyjemna, lekka, a jednocześnie ze sporym wpływem beczki. Jakoś ostatnio nie rzucała mi się w oczy, ale jak ktoś jeszcze gdzieś znajdzie w okolicach 150zł – gorąca rekomendacja!

Ocena: 4/10

 

Bushmills 21yo, 40%

WHISKYBASE

IMG_1465

Nos: delikatny i oleisty – melon, mango, maślane ciasteczka, mandarynki, migdały, białe wino. Gdzieś tam jakieś miody, cytrusy, lekka sherry. Zapach przyjemny, ale mało zdecydowany.

Smak: tak samo kremowa i łagodna w odbiorze co wersja 16 letnia, jednak mniej tu jest nut ciemnych. Bardziej uwidaczniają się morele, miody, babka piaskowa, orzechy włoskie, świeże posmaki dojrzałych tropikalnych owoców, mango, pomarańcze. Dużo ciała, tłusto, lekko, ale też bez jakiejś przesadnej warstwowości.

Finisz:  zest cytrynowy, miód, ciasteczka zbożowe.

Wnioski: bardzo przyjemna whisky, taka po prostu do picia bez głębszego analizowania. Wchodzi jak złoto, jest pyszna, ale brak tu skomplikowania, jakiejkolwiek warstwowości, czy zmienności, właściwej najlepszym maltom. Także jak ktoś będzie miał okazję spróbować – polecam, natomiast za 450zł z pewnością da się znaleźć butelki dające znacznie więcej wrażeń.

Ocena: 4,5/10

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *