Właściwie jest to tytuł roboczy, bo trochę faktycznie chcemy świętować przekroczenie tej magicznej bariery subskrybujących nas na Facebooku, ale może nawet bardziej mamy ochotę w końcu, po miesiącach umartwiania się piwem, wykastrowanymi podstawkami i whisky 3 letnimi, zaserwować sobie degustację z wyższej półki… Przypomnieć sobie, że istnieją też górne punkty skali.

Zamysł był prosty. Wyciągamy z szafy najlepsze co mamy, a co nie pasuje nam do przyszłych, planowanych przeglądów. O dziwo większość naprawdę aspirujących sampli odpadła, jako zaplanowana do wypicia w jeszcze bliżej nieokreślonej przyszłości. Drogą eliminacji w końcu zostałem z dziesięcioma samplami. Radek dołożył swoje i mieliśmy gotowy plan. Prawdę mówiąc, to dogodzić sobie w ten sposób planowaliśmy jeszcze przed końcem roku 2017, ale z przyczyn mniej, lub bardziej od nas zależnych, spotkanie odsunęło się w czasie aż do tego momentu. Tymczasem, po kwietniowym festiwalu Whisky & Friends, okazało się, że akurat w Warszawie przebywa nasz znajomy Alchemik. Tak, tak, ten słynny Alchemik. Gdy zaproponował spotkanie celem degustacji swoich najnowszych wyrobów, oczywiście nie mogliśmy odmówić. A przy okazji, postanowiliśmy zorganizować w końcu poniższy panel. O najnowszych produkcjach Alchemika na pewno jeszcze będzie, a tymczasem zasiedliśmy na urokliwym tarasie otoczeni zielenią i rozstawiliśmy baterię. Tylko my trzej, pokaźny zestaw antycznych whisky i kilka aspirujących młodziaków. Można zaczynać.

Tradycyjnie, zanim wytoczymy najgrubsze działa, trzeba zrobić rozgrzewkę i kalibrację kubków smakowych. Padło na…

 

Tamdhu 25yo

25yo; 43%; Whiskybase

Nos: gładkie cream sherry, kremy, truskawki, poziomki, paluszki, ciasteczka maślane. Dalej jakieś nutki delikatnie gnilne, mokre liście, mokry las, podgniły ananas. Z czasem bardziej nuty bourbonu, migdały, miodki, nawet delikatna nutka siareczki.

Smak: bourbonowe, trochę chropowate, ale jednocześnie kremowe. Suche wafle, pikantność, migdały, żużelek. Przejrzałe owoce, trochę posmaków drewnianych i gorzkich (w stronę grejpfruta). Trochę drapie i gryzie pod koniec.

Finisz: pikantny, gorzki, nieco alkoholowy, ze skórkami jabłek i drewnem. Zdecydowanie mniej przyjemny.

Wnioski: zapach bardzo ładny, czuć wiek, zmienność, elegancję, bogactwo. Zapowiada się whisky szóstkowa, ale smak trochę sprowadza na ziemie. Z jednej strony klują się jakieś fajne stare motywy, ale z drugiej przeszkadza lekka pikantność. Na finiszu jeszcze gorzej, gorzko, sucho, tanio.

Ocena: Radek – 4/10; Aleksander – 4,5/10

 

Wystarczy tego srania po krzakach, jak ma być dobrze, to zdecydowanie trzeba wyciągnąć te ciężkie działa. Pierwszy postanowił to zrobić Alchemik…

Glen Garioch 1975 Samaroli

13yo; 57%; Whiskybase

Nos: stare, ciężkie i intensywne. Z początku niespodziewanie szybko zmienne. Co wdech jest co innego: stary bourbon, politura, motywy techniczne, chemia przemysłowa, kleje stolarskie, stary sekretarzyk, miody wrzosowe. Przeskakujemy zdecydowanie na zupełnie inny poziom. Banany, owoce, suche dechy. Dalej nuty prefumowane, lekko torfowe, proste syropy, trochę motywów warzywnych, stare deski. Im dalej tym intensywność i zmienność się zmniejsza, ale wciąż jest bardzo dobrze.

Smak: stara glen garioch w pełnej krasie… dymna, intensywna, metaliczna. Stare żeliwo, piece żeliwne, intensywny bourbon, ciężkie miody, wrzos, stare dechy, mokre beczki. Dalej akcenty mineralne, lekko pikantne, chilli, biały pieprz, banany.

Finisz: biały pieprz, miód, proch, dechy, jakieś motywy gipsowe.

Wnioski: fenomenalne pierwsze wrażenie. Przez pierwsze 5 minut zapach zmienia się z każdym węchem, z czasem się stabilizuje, jednak wciąż na wysokim poziomie.  Smak na wejściu również bardzo intensywny, choć z czasem profil powszednieje. Jest bardzo złożona jak na swój młody wiek, ale jednak w pewnych aspektach czegoś brakuje, aby móc wpisać ją do panteonu tych najlepszych.

Ocena: Radek – 7/10; Aleksander – 7/10

 

Przeskakujemy z bottlingu niezależnego na oficjalny i z młódek na whisky antyczne.

Linkwood 37yo Diageo Special Release

37yo; 50,3%; Whiskybase

Nos: na początku miód, potem od razu klej modelarski. Trochę motywy owocowe, tropikalne, głównie kiwi, też marakuja, ale i coś w typie owoców puszkowanych, jakiejś mieszanki sałatkowej, czy brzoskwini z puchy. Jakieś ulotne niuanse ozonowe i cukrowe. Ponadto słodko, wrzos, burbon.

Smak: słodki, herbaciany, miodowy, owocowy. Trochę pieprzu, drewna. Dalej dużo smaku, dość tłusto, ale brak takiego skomplikowania jak choćby w poprzedniej pozycji.

Finisz: szorstki, miodowy, waniliowy, ale też z ciekawym motywem iglastym.

Wnioski: przyjemna i o słusznym wieku. Brakuje jednak trochę skomplikowania. Trochę taka stara whisky o smaku starej whisky. Zbalansowana, bardzo grzeczna, przystępna dla każdego.

Ocena: Radek – 5,5/10; Aleksander – 6/10

 

Dobrze znany w pewnych kręgach stary Glen Grant od GMP przysporzył nieco trudności z wpasowaniem go w tę degustację – z jednej strony to whisky prawdopodobnie za dobra żeby iść jako rozgrzewka, a z drugiej rozcieńczenie do 40% sprawia, że powinna jednak pojawić się możliwie jak najwcześniej.

 

Glen Grant 1965 Gordon & MacPhail

39yo; 40%; Whiskybase

Nos: aż boli, że to zostało rozcieńczone do 40%. Żelki miśki, czerwone owoce, cukry białe i demerara, trochę jakiegoś drewna, rozcieńczenie.

Smak: no jest wiek, beczka, tłustość. Maliny, jagody, wafle, czekolada. Przez swoją lekkość i kremowość kojarzy się ze starymi grainami, a przez to z wiekowym rumem (Radkowi wybitnie z takim jednym Caroni). Wyraźnie doskwiera brak mocy. Wodniste bardzo.

Finisz: leśne owocowe motywy, galaretki owocowe. Szybko się kończy, lekki i ulotny.

Wnioski: dobra baza, ale co tu dużo mówić – brakuje mocy.

Ocena: Radek – 6/10; Aleksander – 5,5/10

 

Zostajemy w klimatach około 40 letnich. Tym razem za sprawą starożytnego Ben Nevisa.

Ben Nevis 1966

48yo; 44,4%; Whiskybase

Nos: ależ surowy! Jarzębiaczek, nalewki na owocach, dechy. Do tego sherry, stare sherry, stare meble, pucowane parkiety, trochę werniksu. Dalej te słynne truskawki i poziomki w śmietanie, likier xoxo. Na końcu grunt parkieciarski, paździerze i kleje. Do tego cały czas na drugim planie czai się motyw piwa w stylu flanders red ale. Piękne, ale trzeba to lubić.

Smak: no jest skomplikowany. Kwaśne owoce w typie jakiejś żurawiny, agrestu, truskaw, wytrawne oloroso, popioły, trochę goryczy, ponownie flanders red ale. Trochę jednak jest zapadnięty w stosunku do zapachu.

Finisz: finisz znów przepiękny, głęboko popiołowy, długi, wgryzający się w język, stare beczki po sherry, truskawy, ale też farby i lakiery. Cudo.

Wnioski: bardzo nietypowa whisky. Nie wali tak „starą szkołą” jak niektóre poprzednie butelki, ale zdecydowanie przynajmniej dogania je pod względem złożoności. Smak trochę niedomaga, ale zapach i finisz mistrzowskie.

Ocena: Radek – 8/10; Aleksander – 6,5/10

 

Po drodze pojawiła się jeszcze w kieliszkach kolejna produkcja Alchemika, ale o niej może przy innej okazji, gdyż zdecydowanie zasługuje na osobny tekst. Dość powiedzieć, że zestawiona z niniejszymi starociami odstawała jedynie trochę. A od niektórych wcale nie odstawała…

 

Glenfarclas Family Casks 1965 #3861

41yo; 60%; Whiskybase

Nos: gładki, bardzo elegancki, delikatne oloroso, stare palo cortado. Suszone śliwki (ale nie dymiona Suska). Czerwone owoce, delikatne powidła, galaretki, owoce leśne, wanilia, odrobinę klej modelarski. Kwaskowość wierci w nosie. Czysta przyjemność. Na końcu akcent delikatnych oparów benzynki.

Smak: dużo sherry, bardzo duża gęstość i skoncentrowanie. Słodkie cream i wytrawne oloroso, stare beczki po sherry, owoce leśne, poziomki, kompoty, dżemy, zioła, rodzynki, drewno, trufle, gorzka czekolada, delikatny drożdżowy zadziorek. Duża elegancja, intensywność, ale brakuje skomplikowania.

Finisz: długi, dużo sherry, stare beczki, stare parkiety, popiół i przeżarte klepki. Moc czekolady, drewna, czarnych owoców.

Wnioski: pyszna sama w sobie whisky, choć nie topowa. Brakuje warstw, większej głębi, ale nadrabia wspaniałą elegancją i ułożeniem. Oddzielne laury uznania należą się za znakomicie ukryte 60%.

Ocena: Radek – 7,5/10; Aleksander – 7/10

 

Generalnie pozostajemy w klimatach rzeczy potencjalnie wybitnych.

Glen Gordon 1957 Gordon & MacPhail

48yo; 40,0%; Whiskybase

Nos: fajne słodkie sherry, trochę jak w glen grancie. Mocno ziołowy i drewniany aromat. Tytonie, skórka orzecha włoskiego, mokra ziemia, ziarna kakaowca.

Smak: z początku tępa gorycz i dużo beczki. My jednak to lubimy, jak pewnie wiecie, jeśli czytacie nas regularnie. Zioła, syropy balsamiczne, przesiąknięte starym sherry klepki, czekolada 99%. Wyśmienita whisky dla maniaków sherry, a intensywność drewnianych motywów beczki aż ściąga język.

Finisz: lakiery, wanilia, kakao, tonka, gorzka czekolada. Długi, z narastającą goryczą dębu i orzechów włoskich.

Wnioski: bardzo ciekawa whisky w bezpośrednim porównaniu z poprzednim Glenfarclasem. Bardzo podobny poziom, mimo zupełnie różnego profilu. Tam oaza elegancji, soczystość, słodycz i marmoladki, tu paradoksalnie (ze względu na moc tu i tam) jest dużo bardziej charakternie, bez grama słodyczy, przepalono, drewniano.

Ocena: Radek – 7,5/10; Aleksander – 7,5/10

 

Jak do tej pory, średnia wieku whisky w tej degustacji wynosiła 36 lat. Liczyłem 😉

Glenlossie 1975 Gordon & MacPhail

26yo; 55%; Whiskybase


O tej whisky jeszcze będzie oddzielny artykuł, więc zostawię tylko oceny… na zachętę 😉

Ocena: Radek – 8/10; Aleksander – 8/10

 

Glendronacha lubią wszyscy, więc czemu miałby się nie znaleźć także tutaj. Tym bardziej, że planujemy w jakiejś przyszłości naprawdę obszerny przegląd tej świetnej destylarni.

Glendronach 1990 Single Cask Batch 14

26yo; 50,8%; Whiskybase

Nos: jest klasyczna glendronachowa mięsistość. Orzeszki, pikantne sosy do mięs, trochę siarki, ale też słodka strona: czekolada, masa kakaowa, wafelki, co daje wrażenie cukierków Michałków, albo Kasztanków. Charakternie, archetypicznie, fajnie.

Smak: feeria marmolad i grająca z tym fajna wytrawność. Sporo sherry, siarek, wanilin, cukrów. Do tego dodać drewno, dużą grubość smaku i warstwy i mamy bardzo dobrego glendronacha, nawet jak na nasze wyśrubowane wymagania względem tej destylarni.

Finisz: wanilia, drewno, jeżyny, suszone owoce, biały pieprz, nutka prochu, gładko.

Wnioski: z jednej strony archetypiczny, z drugiej zupełnie jak nie glendronach. Takiego festiwalu marmolady nie było chyba w żadnym próbowanym przez nas GD. Ponadto nie ma takiej siarki jak w większości single casków tej destylarni.

Ocena: Radek – 7,5/10; Aleksander – 7,5/10

 

Zbliżając się do końca sesji pierwszej, przenosimy się powoli w klimaty torfowe. Zostając jednocześnie przy sherry 😉

 

Laphroaig 1996 Masterpieces

20yo; 50,6%; Whiskybase

Nos: jakieś kleje, plastiki, ebonity, plasteliny. Trochę sherry, takiego głębokiego i marmoladowe, ale zaraz skontrowanego bagnem i gliniankami. Motywy ceramiczne, garncarskie, ceglane, tatarakowe. Zalane ognisko, skorki z pieczonych ziemniaków, aerozole. Ale też ciasteczka, żurawina. Motywy rybne, lekki chrzanik, jakieś mięcho, tatarak. Czego tu nie ma. Od sasa do lasa, ale wszystko ze sobą ładnie gra i przechodzi jedno w drugie. Atypowo, ale jak pięknie!

Smak: dużo torfu jak na lafroja przystało, ale równie dużo kontrującej to elegancji. Smak pełny, torfowy, żeliwny, ceglany, ostrawy. I bardzo gęsty. Sporo sherry, ale zdominowanej przez agresywny torf i motywy ceramiczno-klejowe. Dalej trochę torfowej słodyczy, sos bbq, owocowe syropy, miody, wrzosy i znów kleje, nagar i żeliwo. Nieco przypomina stare Ardbegi Uigedail, ale poprawione i uzupełnione o nowe motywy.

Finisz: torf, echa sherry w typie oloroso, dym, marmolady, delicje, suszone owoce. Może nie tak zjawiskowy jak smak i zapach.

Wnioski: zapach wybitnie intrygujący i niecodzienny. Smak już bardziej klasyczny, ale wciąż bardzo dobry. Finisz trochę nie dogania, ale szczególnie ciekawe finisze to jednak chyba domena rzeczy sporo starszych. Oczekiwania były bardzo napompowane i zostały spełnione, ale jedynie po części.

Ocena: Radek – 7/10; Aleksander – 7,5/10

 

Niespodziewanie nalewanej Port Ellen zawsze mówimy stanowcze jak najbardziej!

Port Ellen 1982 Silver Seal

20yo; 50%; Whiskybase

Nos: śmierdzący port, morskie powietrze, woda z zęzy, marmolady z leśnych owoców. To tak na pierwszy wdech. Ależ złożony! Po chwili przyprawy, kardamon, kolendra, krewetki, jakiś lekki dym. Zapach tureckiego bazaru. Dalej przyprawy zanikają, a na pierwszy plan wychodzą motywy techniczne. Jakiś karton, tusz do drukarek i coś co zostaje określone jako „nowe Playstation”.

Smak: jednocześnie whisky owocowa, morska i dymna (ale nie torfowa!). Łupiny orzechów, nerkowiec z jednej strony, marmolady i kwaskowe galaretki w czekoladzie z drugiej, z trzeciej woda morska, liny na okręcie, skrzynki na ryby, z czwartej wreszcie zagaszone ognisko i świeżo opalone bierwiona. Bardzo powoli dochodzi do nas, że ta whisky jest po prostu słona. Normalnie kryształy soli, Wieliczka jak się patrzy. Z czasem dużo motywów mineralnych. Malachity, otoczaki z górskiego potoku, zasadowość.

Finisz: ziemisty, kredowy, wracają motywy techniczne: tym razem poza nowym Playstation, znajdujemy tu chemię laboratorium fotograficznego i kasety VHS 😉

Wnioski: rybna PE at it’s finest. To jedna z tych whisky, dla których człowiek wyrzekłby się całej reszty whisky nadchodzących dalej w programie degustacji za jeszcze jednego drama tej.

Ocena: Radek – 9/10; Aleksander – 9/10

 

I ostatnia whisky pierwszej połowy degustacji. Też Port Ellen.

Port Ellen 1982 Gordon & MacPhail

24yo; 40%; Whiskybase

Nos: no nie da się ukryć, że schodzimy na ziemię. Paździochy, tektura, szmatka, limonka, albedo, grappa, brak beczki. Trochę jakaś rybka, namiastka ciałka, ale właśnie takie podobno te rozcieńczone PE od GMP bywają.

Smak: wodnista, ale jest trochę przyjemnej mineralności. Kreda, pobielona ściana, cytryna, gorycz, znowu jakieś szmatki. Te szmatki, cytryny i gorycz nasuwają niepokojące skojarzenia z płynem do naczyń.

Finisz: lekki torfik, zboże, cytryny.

Wnioski: te dwie PE powinniśmy byli wypić w odwrotnej kolejności. Co nie zmienia faktu, że ta nie wyróżnia się niczym szczególnym, nawet odjąwszy destylarnię, okazały rocznik i wiek 20+.

Ocena: Radek – 5/10; Aleksander – 5/10

 

Zasłużona przerwa obiadowa. Po uzupełnieniu sił siadamy przed drugą, równie okazałą baterią, w równie klimatycznej atmosferze.

 

Littlemill 1977 Cadenhead

40yo; 41,2%; Whiskybase

Nos: ruski szampan, kraftowe cydry, oranżadki, sklep z zużytymi ubraniami. Taka niewyróżniająca się zbytnio whisky z beczki po burbonie.

Smak: drożdże bretty, stajna, cydry, oranżady, albedo, cytryny, drewno, benzyna. Brak tej littlemillowej szmaty.

Finisz: gorycz, mandarynki, pomarańcze, znowu to cytrusowe albedo.

Wnioski: taki sobie stary Littlemill. Wyczuwalnie stara whisky i nic ponadto. Żadnej szczególnej złożoności, zmienności, profil bardzo pospolity. Po tej destylarni nie spodziewaliśmy się co prawda objawienia, ale zawód o tyle, że wiek bardzo słuszny, no i piłem lepsze Littlemille 18-20 letnie.

Ocena: Radek – 3,5/10; Aleksander – 4,5/10

 

Benriach 1979 Single Cask #7511

30yo; 47,9%; Whiskybase

Nos: konwalie, lilie, woda kokosowa, wrzosy, zapałki, zielony ogórek. Dalej typowo burbonowe świeże dechy, cytryny, albedo, miody.

Smak: jakaś głębia się kluje, ale dalej obraca się to w spektrach goryczy, albedo, pomarańczy itd. Z ciekawszych rzeczy, mamy tu zapałki, paluszki z makiem, saletrę, jakiś miód. Generalnie przyjemna, ale nie jest tytanem skomplikowania.

Finisz: aceton, burbon, wanilia, trochę zmęczonego drewna.

Wnioski: whisky jak najbardziej w porządku, ale nie ma tu nic co by było w jakiś sposób ciekawe (no może te początkowe motywy w zapachu). Ot kolejny cytrynowiec-burbonowiec do odhaczenia.

Ocena: Radek – 4/10; Aleksander – 5/10

 

Następny w kolejce Teaninich był moim zdaniem najlepszą whisky dostępną w zeszłym roku na stoisku Adelphi na WLW.

 

Teaninich 1983 Adelphi #6378

32yo; 47,8%; Whiskybase

Nos: kolejny lekki bourbon, chyba refill. Łąka a pełni lata, miody, bzy, owoce, brzoskwinie, morele, nektarynki i wszystko co pokrewne. Cytrusy, kwiecie, biszkopty, słód, syrop cukrowy.

Smak: gładko, wielowarstwowo, jest trochę ciałka. Słodkie, cukrowe, owocowe, soczyste. Dalej słód, zbożowość, ciasteczka zbożowe, kokosanki, biszkopty. Banan, sorbet cytrynowy, limoncello. Przyzwiota rzecz, choć pod koniec odrobinę za ostre.

Finisz: gorzkawy, pestkowy, przypalony karmel, miodowy.

Wnioski: bardzo fajny lekki bourbonowiec, z kilkoma soczystymi i kilkoma cierpkimi nutkami. Taki typowy highland o dobrym skomplikowaniu – z jednej strony kraina łagodności, z drugiej pewna charakterność jest zaznaczona.

Ocena: Radek – 5,5/10; Aleksander – 6/10

 

Na następną whisky ostrzyliśmy sobie zęby od wielu miesięcy i w końcu możemy się przekonać, czy warto było czekać.

Speyside Region 1975 Sansibar

40yo; 50,6%; Whiskybase

Nos: mocno estrowy, banany, goździki, soczyste egzotyczne owoce: papaja, marakuja, cytrusy, żółte mango, limonka, przejrzałe banany, figi. Dalej trochę lekkich nut słodowych, delikatne rogaliki, lekki syrop cukrowy, młode ziarno, trawa cytrynowa, ptasie mleczko, bita śmietana, goździk. Jest trochę akcentów biologicznego sherry, te estry, flor, świeże orzechy.

Smak: jest ta stara szkoła; grube, ale jednocześnie zwiewne. Eksplozja owocowa, sporo słodu, cytrusy, albedo, grand marnier, przyprawy, karmel. Pięknie się rozwija w multiwitaminy, trochę goryczy, nieco acetonu, tostowane drewno, oranżady.

Finisz: banany, wanilia, krem, mandarynki, perfumy.

Wnioski: z jednej strony kraina łagodności, z drugiej whisky grubaśna, złożona, eksplodująco tropikalna. Sprostała oczekiwaniom.

Ocena: Radek – 7,5/10; Aleksander – 8/10

 

W zeszłym roku było o Ben Nevisie specjalnie zabutelkowanym dla jednego z barów whisky w Livigno. A poniżej, whisky z tej samej linii, tylko trochę starsza.

 

Glen Spey 1986 High Spirits Collection

25yo; 55,5%; Whiskybase

Nos: słodowo, kwiatowo, drożdżowo. Dużo pogonowych fuzli. Jakieś ciasteczka maślane, burbony, lakiery, wyższe alkohole.

Smak: burbonowy refill. Dużo zboża, waniliny, amalgamat dentystyczny, kredowość. Straszliwie tępa whisky. Ostra niczym jakiś new make. Te fuzle pogonowe strasznie walą po gardle. Kreda, mineralność, miód, ale jednak jest to wadliwe.

Finisz: mineralny, słodkawy, grzejący. Obleśna gorycz, wódka, ale też jakiś miodek i kremowość. Mocno ambiwalentnie.

Wnioski: nie spodziewaliśmy się, że cokolwiek będziemy dzisiaj wylewać. A Whisky czwórkowe zazwyczaj robią u nas na degustacjach za „te dobre”.

Ocena: Radek – 3,5/10; Aleksander – 4/10

 

Czas na kolejną whisky co do której oczekiwania są napompowane do granic możliwości. Rewelacyjna średnia na whiskybase plasuje tę whisky na dzień dzisiejszy wśród 25 najlepszych whisky kiedykolwiek zabutelkowanych. Sprawdźmy na ile jest to prawda.

 

Glenglassaugh 1972 Single Cask #2114

41yo; 50,6%; Whiskybase

Nos: truskawki i poziomki w śmietanie. Przy czym te truskawki już takie przejrzewające. Śliwka nałęczowska, zielone ogórki, trufle, pomarańcze, jeżyny, cream sherry. Złożony, elegancki, ale nie mocny. Dalej jakieś klimaty przejrzałe, truskawki, banany, diacetyl, masło, płatki kukurydziane w miodzie, popcorn. Na koniec jakieś takie owocowe fermenty z czerwonych owoców.

Smak: sherry, nafta, multiwitamina, benzyna, oranżadki rozpuszczalne, bobofruty. Białe grono, dębowa gorycz na umiarkowanym poziomie, śliwka w czekoladzie, suszone daktyle. Przyjemna, słodowa, może odrobinę zbyt gorzka. Jest wielowarstwowość, jakaś mineralność, wiek jedynie zaznaczony złożonością i dębem.

Finisz: waniliowy, skórkowy, tostowane drewno, albedo. Trochę motywów acetonowych i farbiarskich.

Wnioski: mówiąc otwarcie, to jest naprawdę dobre, ale dupy to nam nie urwało. Nie wiem skąd ta średnia ponad 95/100 na WB.

Ocena: Radek – 7/10; Aleksander – 7,5/10

 

Highland Park 1984 A.D.Rattray #1753

26yo; 53,6%; Whiskybase

Kolejna whisky która będzie jeszcze kiedyś szerzej opisana, a dzisiaj ograniczymy się do ocen.

 

Ocena: Radek – 6,5/10; Aleksander – 6/10

 

Ben Nevis 1972

19yo; 58%; Whiskybase

Nos: acetony, lotne rumy, przedgony. Mentol, maść tygrysia, estry. Też bardzo mocno atypowa, ale fajnie się rozwija. Nie ma tu aż tak intensywnych truskawek i poziomek w śmietanie jak w próbowanym wcześniej BN z 1966. Z jednej strony jest to whisky taka „staro-młoda”, z drugiej prawdziwa szkoła przedgonów.

Smak: słodki, ale też ostry i to tak w chamski sposób. Są czereśnie, nafta, kreda. Bardzo żywy, lotny, żeliwny, ale też z nieułożonym, gryzącym alkoholem.

Finisz: wszyscy się zgadzają, że jest nijaki. Słodowy, słodki, krótki.

Wnioski: zaczęła się lepiej niż się skończyła. W miarę picia entuzjazm opadał, choć jak po ocenie widać, pięknie się różnimy. Mnie strasznie drażnił ten nieułożony alkohol.

Ocena: Radek – 6,5/10; Aleksander – 4,5/10

 

Glendronach 1990 Silver Seal

22yo; 52,1%; Whiskybase

Nos: typowy GD. Prochy, siarka, kompoty, mnóstwo sherry.

Smak: jest ostrawy, sporo pikantniejszy niż archetypowe glendronachy. Powiedziałbym, że ma przyjemny kant. Gęsty, syropowy, akcenty typowe dla tej destylarni.

Finisz: piękne trufle, gorzka czekolada, dużo dębiny.

Wnioski: jakoś nie udało się przy tej whisky dużo ponotować. Z pamięci jednak jawi się ona jako dobry przedstawiciel whisky z tej destylarni, choć sporo żywszy, może nawet pikantniejszy niż średnia.

Ocena: Radek – 6,5/10; Aleksander – 7/10

 

Bruichladdich 2006 Whisky Broker

11yo; 55,7%; Whiskybase

Nos: jednak w porównaniu po wszystkich poprzednich wypasach nieco młódkowa. Pomiażdżone jeżyny, jagody, trochę zielonych klimatów, jakaś czekolada, trochę drewna.

Smak: młode, agresywne, ciemne, zielone. Aż ściągające jamę ustną, ale nie ma tu jakiejś przesadnej złożoności.

Finisz: czekolada, drewno, żeliwo. Finisz o smaku zgagi.

Wnioski: to jest whisky która powinna poleżeć jeszcze drugie tyle co leżała. Co najmniej. Beczka jest bardzo intensywna, klują się rzeczy ciekawe, ale dziwnych posmaków jest dużo. Dokładnie jakby ta whisky została wypuszczona niegotowa.

Ocena: Radek – 5/10; Aleksander – 4/10

 

Jura 1989 Signatory Vintage

26yo; 58,9%; Whiskybase

Nos: zielony, sianowaty, deskowy, torfowy.

Smak: gruby i burbonowy. Dość pikantny, ale tutaj też prawie 60% jest bardzo dobrze ukryte. Kremowa faktura, wanilia, słoma, drewno.

Finisz: fajnie lakierowy, gładki, trochę ben nevisowych lakierków, nuta alkoholu.

Wnioski: wrażenia skrajne. Ja doceniam kremowość, jednak dostrzegam przyjemność w piciu tej whisky, choć też zauważam jej ograniczoną złożoność, Radek klasyfikuje ją jako nieciekawą i pikantną.

Ocena: Radek – 3,5/10; Aleksander – 5/10

 

 

Lagavulin 21yo

21yo; 52%; Whiskybase

Nos: no Lagavulin zdecydowanie. „Wędzone landrynki”, zioła, rybka z grilla, mineralność, jod, sherry, woda morska.

Smak: anchovies, słoność, jod, liny okrętowe, kapary, mineralność. Zaokrąglony przez landrynkową słodkość. Mocna reminiscencja tej wyśmienitej PE ze wszystkimi kutrami, skrzynkami na ryby etc. Złożoność smaku i warstwowość także na podobnym poziomie.

Finisz: trochę chyba kuleje. Ciepły, namiękły torf, bagienko, coś z sherry.

Wnioski: to zbrodnia, że taka whisky wjechała do kieliszka jako dwudziesta piąta ;)… ale i tak pozamiatała i nikt nie miał problemu z docenieniem jej wartości.

Ocena: Radek – 8/10; Aleksander – 8/10

 

Aultmore 1990 Adelphi #3642

17yo; 60%; Whiskybase

Nos: kremowe sherry, sporo marmoladek, woltaż trochę wierci w nosie. Gorzka czekolada,

Smak: dość ostra whisky, ale o bardzo dużym wpływie sherry. Wanilia, Beczkowość aż ściąga język. Całość w stronę owoców, z zielonym motywem; przypomina trochę dawne batche Aberlour Abunadh. Z czasem wchodzi więcej dębowej goryczy, gorzkich czekolad, drewnianych chipsów. Alkohol lekko szczypie w język.

Finisz: mocna gorycz, czerwone owoce, lakiery, pieprz. Długi, raczej niezbyt zmienny, ale intensywny i przyjemny.

Wnioski: taka trochę na siłę przyszyta pozycja na koniec, ale okazała się lepsza niż oczekiwaliśmy.

Ocena: Radek – 6/10; Aleksander – 5,5/10

 

Wnioski? Tu nie ma co podsumowywać. Whisky świetne. Szkoda, że tak rzadko. Pracujemy nad blogiem, by dobić do 2000 lajków i nagrodzić się znów czymś dobrym.

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *