Na Zaproszenie Aelia Duty Free odwiedziliśmy warszawskie lotnisko im. Fryderyka Chopina żeby sprawdzić co w piszczy w whisky z segmentu Global Travel Retail.

Temat Travel Retailu nurtował nas już od dłuższego czasu. Każdego roku gdy zaczynał się sezon wakacyjny  obiecywaliśmy sobie, że przy okazji przelotu przez kilka lotnisk w końcu się przyjrzymy temu, co oferuje rynek GTR (Global Travel Retail). Zagadnienie przygranicznego handlu bezcłowego trochę zgłębił Aleksander w bardzo poczytnym artykule „Livigno, czyli o strefie bezcłowej”.

To w końcu dla lotniskowej dystrybucji były takie whisky jak Bowmore Mariner czy Glenfiddich Age of Discoveries. Co i rusz się zdarzają ciekawe ekskluzywne wydania casków dla lotnisk (Balblair, Glenrothes). To właśnie szklane gabloty na lotniskach zdobią Dalmory Constellation czy inne Balvenie 50yo. Nawet tak nudna whisky jak Johnnie Walker Blue Label na lotnisku nagle nabiera ponad 55% mocy. Z drugiej strony GTR to też zalew coraz to nowych edycji No Age Statement, które poza ładną nazwą nie zachęcają niczym.

W końcu jednak okazja nadarzyła się sama i na zaproszenie Aelia Duty Free pojechaliśmy na Warszawskie Lotnisko im. Fryderyka Chopina, czyli popularne Okęcie, zagłębić się trochę w świat edycji whisky dostępnych tylko w kanale Travel Retail.

Aelia Duty Free należy do francuskiej grupy Lagardère, która to składa się z 4 głównych części: Lagardère Publishing, Lagardère Travel Retail, Lagardère Active, Lagardère Sports and Entertainment. W Polsce Lagardere to wydawnictwo książkowe Hachette Livre, wydawca czasopism Hachette Filipacchi Burda Polska, Lagardere Travel Retail (drobny handel lotniskowy i dworcowy (Relay, 1-Minute, Discover, Chief’s, Hubiz, So!Coffee), oraz oczywiście Lagardere Duty Free (pod marką Aelia Duty Free).

Sama sieć sklepów Aelia Duty Free działa na polskim rynku od 2005 roku i posiada 23 sklepy na 9 rodzimych lotniskach. Na świecie oddział Lagardere odpowiedzialny za travel retail tp 650 sklepów na 130 lotniskach w 23 krajach.

To jak to jest? To w końcu jest Duty Free czy Global Travel Retail? Jak pewnie wiecie, odkąd jesteśmy w UE, to mamy „keine grenzen” i o żadnej bezcłowości  we wspólnocie nie ma mowy. Pewnymi bezcłowymi wyjątkami pozostają Szwajcaria, Gibraltar, Andorra, San Marino itp. Od pewnego czasu więc możemy zaobserwować odejście od nazywania tego kanału Duty Free na rzecz bardziej adekwatnego w naszym przypadku Global Travel Retail.

Przy okazji wizyty w Aelia Duty Free mogliśmy w bonusie poznać lotnisko od strony pracownika, a więc wejście od biura przepustek, zaplecze, wewnętrzna kontrola bezpeczeństwa. Fajnie!

Za oprowadzenie nas po dwóch sklepach Aelia Duty Free odpowiedzialny był Sebastian, który prywatnie okazał się być naszym czytelnikiem, więc od razu się zrobiło luźniej i bardziej koleżeńsko.

Obecnia na Okęciu Aelia to dwa całkiem duże sklepy. Jakiś czas temu sklep opuścił swoją pierwotną lokalizację naprzeciwko kontroli bezpieczeństwa i postawił na dwie miejscówki na prawo. Jest ładniej, więcej drewna itp.

Jeżeli chodzi o ofertę, to przede wszystkim rzuca się w oczy francuskie właścicielstwo. Dużo miejsca poświęcone jest koniakom i francuskim winom. Sporą przestrzeń poświęcono też na promocję produktów Polmosu Siedlce z ich flagowymi Chopinami, ale też i wódkami starzonymi, nalewkami.

Nas oczywiście najbardziej interesuje whisky i to co się najbardziej rzuca w oczy od razu. Whisky to przede wszystkim mnogość edycji specjalnych dla Travel Retailu. Żaden inny alkohol występujący w tych odizolowanych placówkach podróżnego handlu nie jest tak diametralnie różny od tego co można dostać w normalnych sklepach. Od razu rzuca się w oczy ilość bardzo zróżnicowanych cenowo NASów, specjalne wersje popularnych blendów,  Johnnie Walkery, specjalne edycje Macallan, Dalmore, Glenmorangie, Glenfiddich, Balvenie, Glenlivet.

… No i oczywiście nie może zabraknąć wciskanej wszędzie Gry o Tron.

Rozstrzał cenowy też jest bardzo różny. Cennik zaczyna się od specjalnych edycji blendów, są edycje lotniskowe cenowo odpowiadające podstawkom, są ponadpodstawowe za kilkaset złotych, są edycje mogące już uchodzić za dość ekskluzywne i są grube flachy z porządnymi liczbami na etykiecie czekające raczej na bogatych Rosjan i Chińczyków.

Problematyczne może być to, że większość z tych edycji to są jednak NASy i ciężko może być się odnaleźć wśród dziesiątek nieznanych edycji bez wieku gdzie rozstrzał cenowy rozciąga się, lekko licząc, w przedziale 150-1500zł. Pracownicy jednak zdają się być zorientowani w asortymencie. Aelia duży nacisk kładzie na szkolenia produktowe, ale przede wszystkim widać, że oni faktycznie te whisky piją i mają swoje prywatne zdanie na ich temat i z chęcią doradzą mniej zorientowanym klientom. Z rozmowy z Sebastianem i innymi pracownikami dało się poczuć, że lubią tę zabawę. Poziom wiedzy i doradztwa obsługi na pewno jeszcze sprawdzę „z przyczajki” za miesiąc jak będę leciał do Barcelony 😉

No to czas trochę pogrzebać po półkach z edycjami Travel Retail Exclusive i coś wypić…

… zwłaszcza, że salonik w nowym sklepie wygląda bardzo zachęcająco.

Chopin Blended Wodka Gold Limited, 40%

Na rozbieg wyjątkowo wódka. Specjalna edycja Chopina dostępna tylko w sklepach Aelia jest o tyle ciekawa, że to blend ziemniaczanej i pszenicznej. Nie znam się na wódce. Jest gładka, dość neutralna, ale nie mdła, z lekkim zadziorkiem i nutami czekoladowymi.

Johnnie Walker Blue Label, Cask Edition, 55,8%

Nos: to pachnie! Zdecydowanie blendowe, ale już wyraźnie wiekowe, nawet z tym pierwiastkiem starej szkoły. Zapach intensywny, uderza w nozdrza i przyjemnie kręci w nosie. Sporo estrów, wyczuwalna wyższa moc przy jednoczesnej gładkości. Papryczki chili, zesty cytrusowe, potem skórki pomarańczowe, albedo, kandyzowane owoce, motywy bożonarodzeniowe. Gdzieś w tle czają się nawet te clynelishowe wosko-miody i delikatna słodowość.
Smak: nawet bogaty. Zaczyna się cytrusowo, jakieś skórki, potem wchodzi subtelny dym i dość mocna pieprzność. Dalej miodki i klajnliszowe woski, dużo białego pieprzu, jakieś motywy wanilinowe. Delikatne popioły i motywy cygarowe, stare książki i delikatne zamsze. Są tutaj już nawet jakieś zaczątki warstwowości. W tle majaczą jakieś sorbety i echa dojrzałych owoców.
Finisz: suszone owoce, delikatny dymek i motyw marynistyczny.
Wnioski: zwykły Blue Label to raczej dekoracja, ekskluzywny gadżet czy jak ktoś woli, przycisk do papieru, a to już jest whisky. Kurze, zamsze, cygaretki. Dzieje się. Jeden z lepszych blendów. Jest intensywny zapach, jest smak, który zdradza już starość, początki warstw itd. Z drugiej strony drogi i trudno porównywać go do jakichś starszych single malt. W dalszym ciągu też trochę zbyt gładko i zbyt grzecznie. Na pewno trzeba spróbować żeby spojrzeć na JW pod innym kątem.

Ocena: Aleksander 5,5/10, Radek 5,5/10

Glenfiddich Select Cask, NAS, 40%

Whisky, która ma być alternatywą dla podstawowej Glenfiddich 12yo. Na pewno czuć, że jest młodsza, ale też dzieje się dużo więcej niż w podstawowej 12yo. Jest tutaj ten charakterystyczny akcent glenfiddich, czyli gruszki i jabłka, ale też jest trochę bardziej zdecydowana, taniczna, trochę bardziej z zębem, czego raczej brakuje wszystkim fiddichom. To pewnie dzięki tym beczkom po winie. Choć trochę chropowata to całkiem pełna, ze słodkimi akcentami bourbonowymi. Zdecydowanie brałbym to zamiast Glenfiddich 12yo

Ocena: Aleksander 3,5/10, Radek 3,5/10

Glenfiddich Reserve Cask, 40%

Ta whisky z kolei ma być chyba odpowiednikiem 15yo solera reserve w Travel Retail. Kolorek ciemny, obiecuje sporo sherry, ale to przecież nic nie znaczy (karmel). No i nie jest jakoś wybitnie. Jest sherry, ale to raczej jakieś pale cream sherry, nuty zielone, patykowe, pierniczki, przyprawy, miodki, sianko, karmel, sucha ziemia, gorzkie drewno. Jest bardzo młodo, sherry jest nawet sporo, ale młodego i miałkiego. Miał być następca 15-ki, a jest gorzej. Ma te różnorodne beczki co klasyczna 15, ale brakuje wieku. Takie do żłopania wieczorem. Jak to fiddich, nie ma się za bardzo do czego przyczepić, ale nie ma też za bardzo czego chwalić. 

Ocena: Aleksander 3/10, Radek 2,5/10

Macallan Lumina, NAS, 41,3%

No jest dobrze. Nie jest to 100% sherrowy Macallan tylko jakiś multicask, ale czuć już fajne rzeczy. Zapach nawet więcej niż dobry. Zdradza, że jednak są tu jakieś starsze rzeczy. Trochę motywy starego sherry palo cortado, albo jakichś starszych burbonów. Są aktywne beczki. Przede wszystkim dużo estrów, buchnięcie dojrzałych, egzotycznych owoców, ananasy, papaje, mango i soczyste cutrusy. Są jakieś echa czerwonych owoców, stare klepki. Smak już trochę sprowadza na ziemię. Egzotyczne, łagodne, nieco nadspodziewanie wodniste, ale wszystko jest na swoim miejscu. Gładki, burbonowy, waniliowy, leciutko pieprzowy. Do tego miód i jakieś zboża. Whisky o japońskim charakterze, czyli zapach urzekający, ale smak nie jest w stanie za tym nadążyć.

Ocena: Aleksander 4,5/10 Radek 4/10

Dalmore Regalis, NAS, 40%

Z Etykiety uderza nas „first fill amoroso sherry casks”. Dopiero co wróciłem z Jerez, więc zaraz sprawdzimy te obietnice. Tylko co to je to amoroso? Tak sobie w Gonzales Byass nazwali sherry medium, czyli blend Amontillado z PX. Faktycznie pachnie takim słodkim medium sherry, albo nawet i cream sherry. Jest bardzo gładko, aksamitnie i bardzo słodko. Wszystko jest ułożone, dość eleganckie i ciutkę nudnawe. Tak w zapachu jak i w smaku jest dużo suszonych owoców, zamszy, leśnych owoców, słodkich dżemów, nalewek z ciemnych owoców. Na finiszu wrażenie trochę jakby oloroso. Zarzut ten sam co dla Macallana, zbytnie rozcieńczenie, ale przede wszystkim jest tutaj dużo uczciwego sherry, co w obecnych czasach nie jest częste. To głównie naciąga ocenę.

Ocena: Radek 4,5/10, Aleksander 4,5/10

Glenlivet Master Distillers Reserve, NAS, 40%

To chyba ma być ten poziom co Glenlivet 15yo, ale użyte beczki (refille, bourbon, sherry i pożenienie tego na koniec w kadzi solera) mówią, że whisky będzie kompletnie inna. Są wyraźne motywy miodowe, kwiatowe, trochę drewnianych. Dalej całkiem sporo wanilin, dojrzałych owoców, kandyzowanych skórek cytrusów, słodu. W tle suszone owoce, może trochę pale cream sherry. Jest ok. Ja nie jestem fanem Glenlivet 15yo i dla mnie ta whisky jest dużo lepsza.

Ocena: Radek 3/10, A 3,5/10

Bowmore 10 Dark & Intense, 10yo, 40%

Mniej skomplikowana wersja Bowmore Darkest. Wyraźnie sherrowy, lekko torfowy. Jest grubo na wejściu i w zasadzie od razu oferuje wszystko co ma. Zamsze, czerwone owoce, kompocik, mokra ziemia, delikatny wilgotny dym. Trochę brakuje drugiego dna, ale kurczę, za te cenę jest to świetne. Żłopalibyśmy litrami. Whisky prosta jak życie aborygena i o głębi kartonowego standu z marketu, ale jest dobra. Bowmore zresztą chyba złych rzeczy nie robi.

Ocena: Aleksander 4/10, Radek 4/10

Laphroaig PX Cask, NAS, 48%

Kiedyś, na pewnym mocno obsadzonym spotkaniu ta whisky zebrała baty. Teraz już wiem czemu. Jeżeli wielkimi literami stoi „PX CASK”, to oczekujesz gęstego PX. Tutaj dostajemy dobrego lafroja, ale tylko muśniętego beczkami po PX. Whisky wyraźnie lafrojowa, intensywna, mineralna, dzika, pełna. Mnóstwo charakterystycznego lafrojowego torfu, a mało sherry. Jest 48% i to się czuje, bo jest gęsto i treściwe.

Ocena: Aleksander 3,5/10 Radek 3,5/10

Na „rozchodniaka” jeszcze całkiem przyjemne (i niedrogie) dżiny Crafters

 Bardzo przyjemna i delikatna okazała się edycja Aromatic Flower Gin. Jak żona kupi, to jej będę podpijać 😉

Wnioski?

Global Travel Retail trochę jawi się jako taki tajemniczy ląd. Rozstrzał cenowy jest spory. Mnogość edycji NAS nie ułatwia zadania. Można się poczuć trochę jak Forrest Gump z pudełkiem czekoladek, tylko, że tutaj jeszcze w dodatku nie mamy tyłu pudełka z opisem. Nawet podczas tak krótkiego setu przekonaliśmy się, że mogą się trafić okazje, mogą się trafić rzeczy dobre i jeszcze w akceptowalnej cenie, mogą się trafić rzeczy dobre, ale już przewartościowane, mogą się trafić edycje średnie i niewarte, a nawet możemy trafić na absolutnie zdzierstwo. To też pokazuje jak destylarnie traktują ten kanał sprzedaży. Podejścia są różne. Klienci też są różni. Przez mniejsze i większe porty lotnicze przewalają się zarówno bogaci biznesmeni, gwiazdy, jak i turyści jadący na last minute, oraz pracownicy na saksy. W każdej z tych grup są świadomi fani whisky. Tutaj możemy się przekonać jak duża jest rola sklepu, jego podejścia, szkoleń pracowników, ich zaangażowania w temat. Podczas naszej wizyt dało się odczuć, że pracownicy Aelia Duty Free są przeszkoleni, whisky piją, lubią i można z nimi porozmawiać. A czy faktycznie dobrze doradzają, to się przekonamy, bo niedługo obaj będziemy lecieć na wakacje 😉

Dziękujemy za zaproszenie i gościnę sieci sklepów Aelia Duty Free.

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *