W tym roku International Stout Day, czyli międzynarodowy dzień stouta przypadał  na 5 listoada. Z racji, że był to czwartek, to świętowanie rozciągnęło się na cały weekend. Tegoroczny międzynarodowy dzień stouta nie odbywał się z taką pompą jak w poprzednich latach. Browary nie przygotowały oszałamiającej ilości premier, a większość ich popisowych dzieł mogliśmy próbować miesiąc temu na Warszawskim Festiwalu Piwa. Multitapy oczywiście starały się przygotować godną ofertę, choć też skromniejszą niż w poprzednich latach. Nie było tak, że w knajpie, która ma np. 12 kranów 8-9 z nich zajmowały stouty. Oczywiście wielu ciekawych stoutów można było spróbować jeszcze w piątek i sobotę. Tradycyjnie już po raz kolejny nie załapałem się na pozostałe RISy z Birbanta. Ciekawą inicjatywą środowiska była akcja #jasneżeciemne, ale i tak można można powiedzieć, że zabrakło pierdolnięcia.

W czwartek postanowiłem zostać w domu, obejrzeć eurowpierdole UEFA w wykonaniu naszych dwóch eksportowych ekip i zdegustować kilka butelek.

IMG_20151105_202134285Perun „Licho nie śpi” był jak zwykłe OK, Konstancin Stout z Laktozą był całkiem dobry. Duże nadzieje wiązałem z nowym stoutem z Cieszyna, którego nie próbowałem wcześniej. Wanilia była, kakao i chili też, niestety wszystko doprawione cieszyńskim metalem.

Aby godnie uczcić Stout Day trzeba było sięgnąć po cięższy kaliber do szafy.

Jpeg

Leżakowany w beczkach po bourbonie Wild Turkey Imperialny Stout z holenderskiego De Molena był w sam raz.

De Molen Wal & Schip Wild Turkey BA, 10,2% alc.

Nos: Miód gryczany, czarna kawa, pumpernikiel, prażony słonecznik,  kakao, trochę śliwki suszonej

Smak: wytrawny, gorzka czekolada 80%, pumpernikiel, gorzkie kakao, przypalone drewno, nuty piwniczne na akceptowalnym poziomie, nutka sosu teryaki, w miarę picia bardziej słodowy

Finisz: gorzka czekolada, popiół, słód

Wnioski: bardzo dobry. Niezbyt skomplikowany, głównie wytrawne akcenty czekoladowo-kakaowe w akompaniamencie opalonego drewna, ale jest bez wad i dobrze się pije.

Ocena: 6,5/10

 

W weekend postanowiliśmy naprawić zaległości wybrać się do któregoś z multitapów. Skończyło się na  pięciu 🙂 Jak zwykle dobry zestaw zastaliśmy w Chmielarni

 

Pinta Havana Stout umknął nam na festiwalu. Teraz mieliśmy okazję to nadrobić. Tropical Foreign Extra Stout z dodatkiem brązowego cukru i melasy, leżakowany z płatkami drewnianymi, w których wcześniej moczył się austriacki rum Stroh. Na początku ciekawy smak, jednak na dłuższą metę posmak ordynarnego taniego rumu męczy.

Dobra była specjalna wersja Stoutu Ostrygowego z browaru Bednary z dodatkiem soli morskiej i chilli. Ostrygowość tak jak w zwykłej wersji niezbyt wyczuwalna, natomiast sól i chilli całkiem wyraźne.

Jpeg

Prairie Pirate Noir

Absolutnym zwycięzcą okazał się Russian Imperial Stout Pirate Noir z browaru Prairie (czyt. preri, czyli po prostu z francuskiego Preria) leżakowany w beczkach po rumie z Jamajki.

Prairie Pirate Noir, Jamaican rum BA, 12%

Nos: malizna, spalony karmel, figi, porto, trochę piwnica ale w przyjemny sposób, popiół, zwietrzała kawa, wiśniówka babuni

Smak: sos sojowy, wędzona śliwka, kwas chlebowy,  piernik, nutka goździków, polewa czekoladowa, czekoladki z wiśniami, ciężki aromatyczny rum, malizna, palony cukier, sherry Pedro Ximenez

Finisz: średni, trochę popiołowy, gładki, spalone drewno

Wnioski: Genialne, złożone i warstwowe piwo. Momentami trochę chaotyczne, ale jak dla mnie to zaleta. Wszystkie palono-rumowe nuty z beczki po bardzo aromatycznym rumie.

Ocena: 8,5/10

 

Z Chmielarni szybki przeskok do Jabeerwocky ( po drodze jeszcze wizyta w Spiskowcach Rozkoszy, ale tam nie było żadnego ciekawego stouta). Ten nowy multitap bardzo przypadł mi do gustu. Zawsze na kranach znajdę tam coś dla siebie. Niedługo otwierają obok multitapu swój whisky bar, to będzie wspaniałe połączenie.

Nie mogliśmy przejść obojętnie obok lanego z pompy „Ucha od śledzia” z piwoteki. Do leżakującego stouta panowie z piwoteki dodali świeże filety śledziowe i śledzie wędzone. Śledziowość jest ledwie wyczuwalna i robi chyba tylko za taki bajer, poza tym to po prostu dobry stout.

Drugie tego wieczoru piwo z amerykańskiego browaru Prairie. Znów RIS, ale tym razem nie z beczki, a z dodatkiem kokosa, kawy, kakao i chilli.

Prairie BOMB!, 13%

Nos: czekolada deserowa, kawa, wanilia

Smak: czekolada deserowa, dalej kawa, praliny, trufle, potem bardziej czekolawa mleczna, wanilia, rafaello, cukierki michałki

Finisz: gładki, czekoladowy i słodki

Wnioski: czekolada, czekolada i jeszcze raz czekolada… i w sumie nic więcej.

Ocena: 5/10

Na zamknięcie stoutowego weekendu wybraliśmy się jeszcze do sąsiedzkiej Stacji Grochów. Ci postawili od początku na „Weekend ze Stoutem”. Jak zwykle kreatywna kuchnia zaproponowała menu okolicznościowe skomponowane pod stouty: deska serów, świeże ostrygi, ciastka owsiane, brownies.

Torfowy Smoky Joe bardzo fajnie komponował się ze świeżymi ostrygami (które po raz pierwszy mi zasmakowały, bo wcześniej miałem mieszane odczucia). Sen o warszawie z kolei to waniliowo-kakaowo-mleczny stout żytni, dopakowany i słodki. Na pewno byłby idealny z brownie, ale tego połączenia nie próbowaliśmy.

Mimo tego, że zabrakło krajowych premier i jakichś ciekawych akcentów, to było pysznie i bardzo ciekawie. Niestety nie rozumiem czemu ludzie nie darzą sympatią ciemnych piw. Tylko wśród samych stoutów jest taka różnorodność, że każdy znajdzie coś dla siebie, słodkie, słone, wytrawne, kwaśne, gorzkie, mocne, słabe. Pijcie ciemne piwa bo warto. #jasneżeciemne

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *