Kiedyś musiało się to stać. Jakiś czas temu wyszła pierwsza polska whisky single malt, Prologue z rodzinnej destylarni Kozuba i Synowie. Nie Budziła mojego specjalnego zainteresowania przez dłuższy czas, ale któregoś razu przy okazji dane było mi ją wypić. Ostatnio na potrzeby napisania czegoś na blogu ponowiłem z nią kontakt.

Premiera Prologue była dość głośna i wszyscy rzucili się na pierwszą polską whisky single malt, co poskutkowało jej natychmiastowym zniknięciem. Destylarnia odtrąbiła wielki sukces. Opinie, poza nielicznymi malkontentami pijącymi jakieś stare i dziwne whisky, były bardzo pozytywne.

Może od początku. Kozuba i Synowie to założona w 2005 roku rodzinna destylarnia z Nidzicy. Od początku postawili na wyższą półkę sprowadzili piękne miedziane alembiki i kolumnę i zaczęli się pozycjonować jako destylarnia kraftowa. Zaczęli od wysokiej jakości nalewek i wódki, potem pojawił się new make (nieleżakowany spirytus słodowy, czyli świeża whisky), Starkus (interpretacja starki) oraz żytnia whisky Mr. Rye. Kwestią czasu było pojawienie się pierwszej polskiej single malt whisky.

Sam Prologue to pełnoprawny single malt, chociaż metody dobrane są dość niecodzienne i ryzykowne. Po pierwsze zasyp. Użyto mieszanki trzech słodów, 40% pale ale, 40% wędzonego dymem brzozowym i 20% słodu karmelowego. Jak dla mnie to zasyp jakiś typowo piwny, nie przymierzając smoked brown ale, ale rozumiem, że tym żonglowaniem słodem chcieli trochę podbić głębie młodego single malta. Po drugie destylacja, tutaj z kolei możemy się dowiedzieć, że alkohol wydestylowano do 80%, trochę dużo i trochę mało smaku z samego spirytusu zostanie w whisky. Po trzecie i najważniejsze zdecydowano się użyć świeżych dębowych beczek. To już jest kompletnie niezrozumiałe i tutaj była największa obawa, że wyjdzie z tego obrzydliwa, taniniczna berbelucha.

A jak wyszło?

 

Kozuba i Synowie Prologue, OB, 43%

Nos: Spirytus, świeże drewno, pietruszka, lubczyk, chemiczna nuta cukierków ciągutek

Smak: sezam, świeże mokre drewno, amalgamat dentystyczny, kit, sadolin, kreda, spalona najtańsza klepka podłogowa i cała gama gotowanych warzyw

Finisz: Kreda, ostre świeże drewno, alkoholowy i trochę mydlany

Wnioski: To się nie miało prawa udać. Świeża beczka „wzbogaciła” spirytus w całą gamę smaków zupno-warzywnych i drugie tyle szorstkich ordynarnych młodych tanin. Z tego co dawał sam spirytus zostało niewiele i zostało to szczelnie przykryte. Whisky jest na granicy pijalności. Szkocką whisky o takim smaku bym wylał i czuł się obrażony. Tutaj z racji patriotyzmu i wspierania „swoich” wypada powiedzieć, że jak na pierwszy raz to nie jest tak źle.

Ocena: 1,5/10

Whisky nieudana i nie miała prawa się zresztą udać. Pierwszy raz, brak doświadczenia i te beczki. Pozostaje mieć nadzieję, że następne whisky będą lepsze, w końcu w Szkocji destylarnie do swojego stylu dochodzą latami, a master blenderzy pozostają na swoich stanowiskach niemal do śmierci jak papież. Czekam na następne wypusty, na pewno spróbuję, na pewno będzie progres. Na razie zostaje tytuł pierwszego polskiego single malta.

Radosław Janowski

3 thoughts on “Kozuba i Synowie Prologue

  1. 1,5/10, czyli jeszcze nie kompletne dno, są chyba gorsi? 🙂
    Tym nie wyszło, może Jakubiakowi destylat wyjdzie lepszy?

    1. Oczywiście, że są gorsi. Ostatnio piłem „wyborną inaczej” whisky Armorik.Klasyczna jedynka 🙂 Czy Jakubiakowi wyjdzie lepiej? Możliwe, bo trudno by było to zrobić gorzej

  2. Bo Baczewskim druga odsłona polskiego dziadostwa. I jeszcze ta maniera wstawiania nazwisk w nazwę firmy. Im się naprawdę wydaje, że to dodaje splendoru! Ci dorzucili jeszcze do szemranego nazwiska człon „i synowie”. Aż po prostu puściłem bąka z wrażenia 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *