Często słyszy się, że whisky była kiedyś lepsza. A co jeśli by porównać tę samą whisky: edycję tegoroczną, sprzed pięciu i dziewięciu lat? Postanowiliśmy to we dwójkę organoleptycznie sprawdzić i raz na zawsze obalić, lub potwierdzić mit o obniżce jakości poszczególnych single maltów. Old vs New #1 – Ardbeg Ten

Old vs New #1 - Ardbeg Ten

Old vs New #1 – Ardbeg Ten

Pierwszy odcinek nowego cyklu, o chyba zdradzającym wszystko tytule. Właściwie każdy zafascynowany szkocką whisky słodową, przy rozmowie z kimś o przynajmniej kilkuletnim doświadczeniu, usłyszał utyskiwania, jakoby kiedyś whisky była znacznie lepsza. Ba, ta sama whisky podobno była kilka lat temu znacznie lepsza. Aby jeszcze dodać pikanterii, takie konstatacje padają najczęściej w odniesieniu do podstawowych, szeroko dostępnych single maltów, które przecież z definicji, z partii na partię powinny smakować niemal dokładnie tak samo. Oczywiście jako Zinnejbeczki.com, ciekawi alkoholowych mitów eksperymentatorzy, nie mogliśmy nie pochylić się i nad tą kwestią.
Na początek łyczek teorii – czy taka obsuwa jakości jest możliwa, a jeśli tak, to z czego ona może wynikać. Odpowiedź na to pytanie jest niestety twierdząca, a wpłynąć na to może kilka czynników. Przede wszystkim – obserwowany szczególnie w ostatnich latach, prawdziwy boom na whisky, nie mający równych w historii. Aby sprostać zapotrzebowaniu, już nie kilka, ale kilkanaście, kilkadziesiąt, lub jak w przypadku Ardbega, właściwie całość produkcji zostaje zabutelkowana jako whisky single malt. Nie ma tu już miejsca (jak było kiedyś) na wybieranie co lepszych beczek. Zresztą, skoro i tak wszystko rozchodzi się na pniu, to po co się ograniczać? Ten fakt pociąga z kolei za sobą potrzebę zalewania coraz większej ilości beczek, które nie przybywają tak szybko. Dlaczego? Bo nie mogą być one byle jakie; szkocka whisky prawie nigdy nie leżakuje w nowej beczce, lepiej służy jej drewno, które już wcześniej miało styczność z innym alkoholem – zazwyczaj jest to burbon, często sherry. A jako, że na te alkohole popyt nie rośnie, lub nie w takim tempie, ilość beczek po nich nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu – stąd znaczący wzrost kosztów beczek (dobra beczka po sherry kosztuje już ponad 1000 funtów), oraz napełnianie spirytusem tych samych beczek po raz trzeci, czy czwarty. Takie zużyte beczki będą wytwarzały mniej dojrzały trunek, a nuty zmęczonego drewna będą wyraźnie wyczuwalne. Dlatego właśnie na przestrzeni lat spadek jakości poszczególnych whisky powinien w istocie być zauważalny. Tak w skrócie to tyle, jeśli chodzi o teorię. Jednak nie bądźmy takimi pesymistami i sprawdźmy to organoleptycznie…

Old vs New #1 - Ardbeg Ten

Old vs New #1 – Ardbeg Ten

Na pierwszy ogień idzie Ardbeg Ten. Skąd taki wybór? Przede wszystkim jest to whisky bardzo popularna, właściwie można by ją nazwać ikoną swojego regionu. Bo jaka inna whisky z Islay jest tak szeroko dostępna, dobrze znana, tak świetnie marketingowo rozpropagowana i ma tak, podobno, niezwykłą jakość? Mało tego, właśnie Ardbeg 10 ma opinię whisky bardzo porządnej jak na swoją cenę, a podczas gdy poszczególne koncerny zamieniają wypusty z innych destylarni na bezpłciowe NASy, Ardbeg 10 trwa i wciąż smakuje. Zaraz przekonamy się ile w tym jest prawdy. Posiadamy butelki: tegoroczną (2016), zabutelkowaną w 2011, oraz resztkę z butelki z 2007 roku. Tak więc dosyć szeroki przekrój, obejmujący właściwie dekadę. Jedziemy, Old vs New #1 – Ardbeg Ten

 

Jeśli chodzi o barwę, to wszystkie trzy whisky są prakycznie identyczne. Mooooże najstarsza jest o pół tonu ciemniejsza, ale jest to różnica na tyle kosmetyczna, że właściwie niezauważalna. Pierwszym prawdziwym testem będzie aromat.

Old vs New #1 - Ardbeg Ten

Jak widać, różnica w kolorze jest znikoma.

Old vs New #1 - Ardbeg Ten

Ardbeg 10 (bot. 2016)

Jpeg

z datą 05/05/2016, wersja 1L GTR (global Travel Retail)

Nos: ordynarnie młody, słomkowy. Torf ulotny, świeży, miętowy. Suche sznurki, nuty zielone, liściaste. Cholernie przypomina mi Kilchomana Machir Bay.
Smak: przyjemna, jest sporo suchego, szorstkiego dymu, pojawia się ślad cytrusów. Nawet dość głęboki, choć nieco wodnisty. W smaku jednak jest lepszy niż Machir Bay.
Finisz: fajnie dymny, pieprzny, ze skórkami cytrynowymi i budyniem śmietankowym.
Wnioski: wydaje się znacznie świeższa od starszych edycji, które próbowałem, ale nie oceniajmy dnia przed zachodem słońca.

Ocena: zgodnie 3/10

Ardbeg 10 (bot. 2011)

Dwie pierwsze cyfry kodu oznaczają rok butelkowania - w tym przypadku "11" oznacza rok 2011.

Dwie pierwsze cyfry kodu oznaczają rok butelkowania – w tym przypadku „11” oznacza rok 2011.

Nos: nie ma tu już mowy o młodzieńczej zieloności. Jest trochę gęstszy, konkretniejszy, bardziej smolisty; pojawiają się też w końcu te ardbegowe podkłady kolejowe.
Smak: bardziej szlachetny, nie tak młody i narowisty jak w edycji tegorocznej. Pełniejszy, dużo słodszy, cięższy; to już się przyjemnie pije, a nie na zasadzie spróbowali i odstawili.
Finisz: dużo ciężaru, słone paluszki, opalone belki, popiół, pieprz czarny.
Wnioski: tu już robi się przyjemnie. Idealna whisky do żłopania 😉

Ocena: znowu zgodnie, dajemy 4/10

Ardbeg 10 (bot. 2007)

Początek kodu to L7, czyli rok butelkowania 2007.

Początek kodu to L7, czyli rok butelkowania 2007.

Nos: żeliwa, liny okrętowe, pokryte wodorostami kotwice, słona, morska bryza. Bagnista, cytrusowa, głęboka whisky.
Smak: jeszcze więcej ciężaru; pojawiają się tak niespotykane obecnie w podstawkach nuty malin i poziomek. Akcenty mineralne, smolista ciężkość, pomelo, czerwone pomarańcze. Dym nie jest tak dominujący, a raczej schowany w tłustości whisky.
Finisz: przyjemny, pełny, zbalansowany. Papa, sól, cytrusy, popiół.
Wnioski: o ile tegoroczna edycja jest raczej do spróbowania z dziennikarskiego obowiązku, wersja z 2011 jest idealna do bezstresowego wypicia, na przykład przy filmie, czy muzyce, tak tu już robi się degustacyjnie. Tę whisky już szkoda by mi było bezrefleksyjnie w siebie wlać, z obawy że nie wychwyciłbym wszelkich niuansów.

Ocena: Radek – 5/10; Aleksander – 4,5/10

Werdykt: niezaprzeczalna różnica jakości na korzyść starszej edycji

 Old vs New #1 - Ardbeg Ten

Summa Summarum

O ile w zapachu różnice nie były jeszcze tak duże, tak w smaku nie mamy wątpliwości, która edycja jest lepsza. Główne rozbieżności są w ciężarze i gęstości whisky, przy czym, generalny profil się nie zmienił – mimo że mniej bogaty, to wciąż jest to reminiscencja dawnej chwały. Wtedy mieliśmy w kieliszku zroszone morską wodą liny okrętowe i rozpalony, śliski od smaru żeliwny piec, teraz pozostały suche sznurki i suchy, zielony dym z kominka. Kolejną obserwacją jest, że edycja z 2011 roku nie różniła się jeszcze tak bardzo od wersji z 2007 roku – ot, była nieco mniej degustacyjna, zachowując jednak bogactwo smaku. Skłania to ku smutnej konstatacji, że o ile w latach 2007-2011 obniżanie jakości następowało dosyć powoli, tak prawdziwy zjazd nastąpił w ostatnich kilku latach. Żeby jednak nie zostawić szanownych czytelników z wrażeniem, że objechałem Ardbega od góry do dołu, na koniec dodam coś na pocieszenie – mimo ewidentnego spadku jakości, wciąż jest to jedna z najlepszych whisky jakie można dostać do 200zł.

Jpeg

Aleksander Tiepłow

7 thoughts on “Old vs New #1 – Ardbeg Ten

  1. Bardzo fajne porównanie, zwłaszcza że jako „młody degustator” dla mnie ardbeg 10 jest naprawde super… aż nie dochodzi do mnie że kilka lat temu ta sama marka mogła smakować lepiej. Może by tak jeszcze Laphroiga 10yo przetestowac? albo Glenfiddich? te whisky chyba tez zanotowały gigantyczny wzrost sprzedaży. Ciekawy jestem tez Springbank10, to whisky chyba nie jest aż tak popularne wiec może różnice nie będą aż tak wielkie?

    1. Mamy już zebranych kilkanaście próbek starych wersji szeroko dostępnych single maltów, więc Old vs New na pewno będzie całą serią artykułów. Jakie będą następne whisky do porównania to nawet nie jestem teraz w stanie powiedzieć, ale Laphroaig 10 na pewno też będzie i to zapewne i wersja normalna i wersja w cs.

      1. Myślę że każde porównanie zakończy sie takimi samymi wnioskami – stare edycje będą lepsze niż te nowe. Z uwagi na rosnące zapotrzebowanie na whisky producenci nie będą w stanie zagwarantować takiej samej jakości i pewnie za parę lat jakość whisky tak samo spadnie jak jakość piwa ostatnio 😉 Pewnie znajdzie się jednak kilka destylarni które będą chciały zachować jakość swoich produktów ale ceny poszybują wtedy do poziomu który już nie będzie dostępny dla „zwykłych” ludzi

        1. Tego akurat nie wiemy i dlatego chcemy sprawdzić. Myślę, ze przy mniej znanych destylarniach, względnie takich z bardzo dużą skalą produkcji, różnice mogą być mniejsze.

        2. Większość porównań pewnie sie tak skończy, ale też zdziwisz się w których przypadkach się tak nie skończy 😉
          Kiedyś robiliśmy porównanie 3 wersji fiddicha 15yo Solera i nie można powiedzieć żeby któryś był gorszy czy lepszy.
          Ps. Nie martw się, Ardbeg 10 to dalej dobra whisky

  2. A czy zmiana wrażeń smakowych mogłaby wynikać z faktu, iż przez te kilka lat whisky stała w niepełnej butelce w styczności z nagromadzonym w niej powietrzem? Wg mnie bardziej miarodajny byłby test nieotwieranych egzemplarzy z tego roku i tych sprzed dekady. Tylko kto tyle czasu by czekał z otwieraniem podstawki 😉

    1. Oczywiście whisky zmienia się w butelce wraz z czasem, jednak zmiany te zachodzą na tyle powoli, że do zaobserwowania ich potrzebne są dziesiątki lat.
      Jak zauważyłeś, whisky reaguje też z powietrzem. Dlatego z najstarszej butelki mieliśmy sampla, który był od początku pełny, więc powietrze nie psuło whisky; nowsze butle są jeszcze w miarę pełne. Zresztą – jeśli byśmy z najstarszej degustowali zwietrzałe resztki, to powinna ona wypaść najgorzej, a tak nie było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *