Dziesiąte, okrągłe Old vs New i na tę okazję bardzo szczególna dla nas, ale i pewnie dla wszystkich innych też, whisky. Czekali na nią wszyscy. Glendronach 15yo Revival!

O samej destylarni Glendronach powiedziane już było sporo na blogu przy okazji opisywania podstawowej edycji Glendronach 12yo.

Mieliśmy już także okazję zrobić jedno OvN z Glendronach 21yo Parliament w roli głównej.

Glendronach 15yo Revival to jednak whisky szczególna…

9 lat temu poszedłem na pierwszy Ogólnopolski Salon Win i Alkoholi Mocnych organizowany przez M&P. Miałem już na koncie kilka maltów, wiedziałem, że whisky pije się z kieliszków, poznałem smak torfu. Na salon przyjechał też Billy Walker prezentujący swoje wówczas najnowsze dziecko, świeżo nabytą destylarnię Glendronach. Wtedy oczywiście nie miałem zielonego (jak butelka którą trzymał w ręce) pojęcia kim jest. Po chwili jednak „Glendronacz 15”, którego mi polał wywrócił mój świat. TO WHISKY MOŻE TAK PACHNIEĆ I SMAKOWAĆ?!? Nie umiałem oczywiście wtedy określić, że to sherry, owoce leśne, dżemy itd. Było po prostu niezwykłe i inne niż wszystko do tej pory. Od tego dnia chyba jakoś wszystko nabrało tempa w mojej whiskowej przygodzie. Z festiwalu wróciłem z butelką Glendronach 12yo, bo na 15yo portfel był jeszcze za chudy.  Za rok już był Glendronach 15yo, potem 18yo, 21yo i single caski.

Mój przypadek pewnie nie był odosobniony i dla wielu fanów whisky w naszym pięknym kraju Glendronach był kamieniem milowym katalizującym miłość do whisky. Niemały wpływ na to miały pewnie też dobra dostępność i atrakcyjne rabaty stosowane przez ówczesnego dystrybutora M&P.

Zachłyśnięcie Glendronachem było jednak ogólnoświatowe, nie była to tylko raczkująca whiskowo Polska. W momencie, gdy największe tuzy sherrowej whisky z Macallanem na czele złapały zadyszkę, na scenę wkroczył nowy gracz, zbił wszystkich jak leci i rozsiadł się w najwygodniejszym fotelu.

W 2015 gruchnęła wiadomość, że Revival będzie chwilowo wycofany z core range Glendronacha i ma powrócić za jakiś czas. Po cichu liczyliśmy, że będzie to rok 2017, bo destylarnia była ponownie otwarta w 2002, więc 2002+15 miało pewien sens. W 2016 roku Glendronach został kupiony przez Brown Forman i już kompletnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać.

Od około roku dało się słyszeć jednak ploteczki że wróci. Wszyscy fani nad Wisłą i nie tylko wyczekiwali tego powrotu niczym powrotu świeżaków do Biedronki, Kubicy do F1 czy Kevina na święta.

No i jest. Od września był dostępny w destylarni, w październiku ruszył w świat, a u nas pojawił się w listopadzie.

Brown Forman wysłał nam butelkę, więc nie pozostało nic innego jak wyciągnąć zachomikowane wersje Glendronach 15yo do porównania. Mamy starą 15yo z ery przedwalkerowej (2000), Glendronach 15yo Revival z okresu największej jego świetności (2013) i oczywiście najnowszą wersję (2018).

W kolorze ciężko dostrzec różnicę, nawet przy różnym świetle i kątach robienia zdjęcia. Przy uważnej analizie na żywo można dostrzec, że nowsza wersja jest minimalnie jaśniejsza, ale to już czepialstwo.

Glendronach 15yo, 2000, 40%

WHISKYBASE

Nos: stara szkoła, rozwodnione brandy, „stare Włochy” i stare Gordony w małej mocy, czyli siła aromatu ale trochę leniwa. Dalej równie gładko i leniwie: stare gran reservy, słodkie likierki, creme brulee, advocaat, amaretto, zwietrzałe ekstrakty słodowe, stare syropy, stare klepki z solery, kurz, zamsz.
Smak: słodko, sporo słodkiego cream sherry, kurz, zamsz, krem, syrop curkowy, brązowy cukier. Łagodnik straszny. Gdzie tu Glendronach w tej łagodności? Dopiero po chwili jakieś popioły i osady z beki po sherry. Z czasem się kluje trochę ostrości, opalonej dechy, ale to tylko trochę podciąga nudność. Miodki, kremy.
Finisz: gładki, cream sherry, kurz.
Wnioski: sporo sherry, ale takiego anemiczno-przykurzonego. Poza tym troszkę nudny łagodnik bez żadnego kontrapunktu. To i niska moc (40%) sprawiają, że mamy wrażenia picia jakichś staroszkolnych Gordonów czy innych włochów. Aleksander kontempluje tę łagodność, a ja nie bardzo. Nie jest to Glendronach 15yo jakiego znamy.

Ocena: Radek 4/10, Aleksander 4,5/10

Glendronach 15yo Revival, 2013, 46%

WHISKYBASE

Nos: kwaskowe, aż wierci w nosie, winne; gładkie i głębokie oloroso, zapach bodegi, ale też iglasty las po deszczu, jeżyny, poziomki. Stara klepkowa brandy gran reserva, nutki piwniczne, lekko nawet zbutwiałe, zmurszałe drewno. Na koniec akcent wanilii, kremu brulee.
Smak: no jest sherry, wytrawne, lekko kwaskowe oloroso, owoce leśne, waldweiny czy jakieś inne aromatyzowane winiacze, wanilia, duszone owoce, kremy. Dalej przyjemny prochowy pazurek, ale skontrowany przez oloroso, kwaskowe powidła, żurawiny do mięs. Na koniec nuty słodowe, ciastowe, waniliowe, maślane.
Finisz: długi, gładki; sherry, krem, tostowane drewno.
Wnioski: stary dobry Glendronach 15yo, który te 9 lat temu otworzył mi oczy. Nic dodać nic ująć. Można to uznać za niedościgniony wzór 15-letniej podstawki.

Ocena: Radek 5/10, Aleksander 5/10

Glendronach 15yo Revival, 2018, 46%

WHISKYBASE

Nos: słodko, niestety nie ma tego kwaskowego wiercenia w nosie i prochy z siareczkami uleciały. Raczej jakieś słodkie cream sherry (no w końcu to mix beczek oloroso i px) czy moscatel. Dalej jakieś marcepany, kremy, serniczki, rodzynki w alkoholu, keks, rogaliki, ciastko ponczowe, kandyzowany arcydzięgiel. W tle jakieś nuty paluszków, słodu, trochę ziarnistości.
Smak: jest ostrość i proch, ale niestety nie jest skontrowana przez to glendronachowe głębokie oloroso, a bardziej przez słodycz, toffi, wanilie. Sherry idzie w słodycz, gładkość i kremowość. Czuć to PX. Rodzynki, figi, czarny pieprz, proch, nawet chilli, paluszki z makiem, bajgle. W miarę picia dopiero jest więcej tego oloroso.
Finisz: gładki, wytrawny, ostrawy, kumuluje się nawet to gładkie oloroso pod koniec.
Wnioski:  Słodka kołderka z PX dodaje słodyczy i grubości. Spod tego wychodzi jednak prochowy, wytrawny i szorstkawy charakter Glendronacha. Im dłużej się to pije, tym jest lepsze, ale niestety trochę oloroso uleciało. Nie ma tego kwaskowego wiercenia w nosie, nie ma za dużo ciemnych owoców.

Ocena: Radek 4/10, Aleksander 4/10

Wnioski

Rachel Barrie i nowi właściciele dokonali tutaj sprytnego wybiegu zmieniając trochę charakter GD15. Dodatek beczek po PX sprawia, że whisky jest grubsza i słodsza. Ta słodka kołderka miała chyba nieco ukryć gorszej jakości beczki po oloroso i jego mniejszy wpływ. To się jednak do końca nie udało. Nie ma takiej intensywności, nie ma kwaskowego wiercenia w nosie, nie ma żurawin i jeżyn. To wszystko jest takie bardziej słodkie, idące w stronę gładkiego cream sherry, marcepanu i rodzynek. Obawy też były, że nowa masterblenderka zrobi z Revivala kolejnego mydlanego łagodnika jakich teraz pełno, ale na szczęście tutaj możemy być spokojni. Glendronach jest dalej Glendronachem. Jest ostro i prochowo, nawet chyba trochę bardziej niż wcześniej. Tutaj zdecydowanie plus. Zestawiona tutaj bardziej jako ciekawostka, 15 letnia Glendronach sprzed dwóch dekad nie powaliła na ziemię. Aromat miała chyba najciekawszy, ale smak aż zbyt łagodny i wyważony. Wersja z 2013 odstawiała ją złożonością i intensywnością.

Wracając do najnowszej wersji, jest to dobra whisky, którą śmiało można postawić w czołówce core range’owych piętnastek obecnie. W dodatku w cenie, w jakiej wjechała teraz do sklepów można ją śmiało kupować. Nie jest to już jednak whisky, w której można się zakochać jak kiedyś. Jeżeli rozpatrujemy tę whisky jako samoistny byt, bez tej wielkiej walkerowej spuścizny, to jak najbardziej.

Werdykt: dostaliśmy inną whisky, słodszą i grubszą. Charakter pozostał, ale trochę oloroso i złożoności z niej uleciało. Jest gorzej, ale nie na tyle by drzeć szaty. Wciąż polecamy.

Za butelkę Glendronach 15yo Revival do recenzji dziękujemy Brown Forman Polska Sp z o.o.

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *