Dziś chyba najpopularniejsza blended whisky segmentu premium. Johnnie Walker Black Label. Bywalec każdego supermarketu. Zdobywca zaszczytnego czwartego miejsca w naszym Wielkim Teście Blendów 12 letnich. W bezlitosnym pojedynku zmierzy się ze swym praszczurem – edycją z końcówki lat 1980.

O Johnnie Walker można mieć różne zdanie, ale nie można zaprzeczyć, że jest to wciąż najpopularniejsza szkocka whisky. Ba, skoro o opiniach mowa, sami musieliśmy swoją zrewidować co do podstawowej JW Red Label, którą wcześniej uważaliśmy za absolutną padlinę. Tymczasem trzykrotnie osiągnęła bardzo wysoki wyniku w naszych ślepych Wielkich Testach Blended Whisky (ostatecznie 3 miejsce i brązowy medal na ponad 30 zawodników). Ale ja nie o niej. Dziś wejdziemy o schodek wyżej, czyli napijemy się „Jasia Wędrowniczka” z czarną etykietą. I uprzedzając pytania, kolejne kolory też będą. Kiedyś.

Wracając do Johnnie Walker Black – był już u nas degustowany przy okazji Wielkiego Testu Blended Whisky 12 letnich. Uplasował się tam na wysokim miejscu, zaraz za pudłem, ustępując jedynie Grantsowi 12, Whyte & Mackay 13 i Ballantinesowi 12. Jeśli ktoś zainteresowany – link wklejam tu poniżej. Nie mamy więc wątpliwości, że dziś obcować będziemy z przyzwoitą whisky, choć przyczynkiem do dzisiejszego artykułu jest fakt, że udało się nam dorwać bardzo starą edycję tej samej whisky (jak zresztą do każdego naszego artykułu z cyklu old vs new). Ale zanim jeszcze do samej degustacji przejdziemy, warto napisać słowo, albo dwa (albo dziesięć tysięcy) o historii marki, gdyż jednak nie jest to żadna firma-krzak.

Johnnie Walker – kawał historii w butelce

Reklamy w stylu retro mają w sobie to coś. Taki plakat aż bym sobie zawiesił gdzieś w pokoju 😉

Podwaliny pod narodziny najbardziej znanej na świecie marki szkockiej whisky zostały położone w Kilmarnock w 1820 roku, gdzie za cenę 417 funtów niejaki John Walker otworzył sklepik kolonialny. Sprzedawał tam między innymi różne destylaty, w tym oczywiście whisky. Sprowadzał whisky słodowe i zbożowe z różnych części Szkocji, a w Kilmarnock mieszał je ze sobą zależnie od upodobania danego klienta. Przez długie lata John nie czuł potrzeby tworzenia własnej marki, dopiero w 1850 swoją whisky zaczął sprzedawać jako „Walker’s Kilmarnock Whisky”, która osiągnęła lokalnie umiarkowany sukces. W 1852 Kilmarnock nawiedziła powódź, katastrofalna w skutkach dla Johna, który stracił w niej prawie całe swoje zapasy. John umiera 5 lat później, w 1857, a biznes dziedziczy jego syn, Alexander.

John Walker, mimo że to jego imię widnieje na dziesiątkach milionów butelek, nie był wcale jakimś wirtuozem blendingu, czy ojcem blended whisky. Był drobnym biznesmenem, który – obok wielu innych rzeczy – handlował także destylatami. Świadczyć o tym może fakt, że sprzedaż whisky stanowiła jedynie 8% jego dochodu. Nie da się jednak zaprzeczyć faktowi, że położył on podwaliny, na których alkoholowe imperium zbudował jego syn.

Johnnie Walker Old Highland Whisky, popularnie zwany „White Label”. Edycja z przełomu XIX i XX wieku.

Alexander Walker jak wspomniałem, dziedziczy rodzinny biznes w 1857 i decyduje się skupić na sprzedaży whisky mieszanej. Eksportuje swoje mieszanki nie tylko lokalnie, ale na całe Imperium Brytyjskie. W 1867 tworzy i rejestruje jedną z pierwszych szeroko dostępnych blended whisky – Old Highland Whisky, która dociera do świadomości konsumenta m.in. charakterystycznie pochyłą, czarno-złotą etykietą. W latach 70 XIX wieku Alexander decyduje się lać swoją whisky w rzadko wówczas używane kwadratowe butelki. W ten sposób ostatecznie ukształtowany zostaje obraz marki Johnnie Walker, który pozostał niezmienny do dnia dzisiejszego. Gdy umiera w 1889, przychody ze sprzedaży whisky stanowią już 95% ogólnego przychodu Walkerów.

Koniec XIX wieku to pierwszy wielki boom na szkocką whisky. Po pladze filoksery w Europie, brandy – dotąd najpopularniejszy trunek – staje się dla większości nieosiągalnym luksusem, a przemysł whisky w Szkocji idealnie wykorzystuje sytuację. Sprzedaż idzie tak dobrze, że aby zapewnić swoim blendom stały dostęp do whisky słodowej, George i Alexander II (synowie Alexandra) kupują w 1893 destylarnię Cardhu, z której to destylat jest do dzisiejszego dnia sercem Johnnie Walker Red i Black Label. Wykupują ponadto udziały w innych destylarniach: Clynelish, Talisker, Coleburn, Mortlach, Dailuaine, St. Magdalene i Annandale (która nie przetrwała do dziś).

W 1906 bracia rozszerzyli swoje portfolio, oferując trzy mieszanki: 6, 10 i 12 letnią, które od kolorów etykiet zaczęto popularnie nazywać odpowiednio: White, Red i Black Label. W 1909 logo marki zostaje popularny Striding Man (ciekawostka – we wczesnych latach, maskotka Walkerów szła w przeciwną stronę niż dziś), którego narysował Tom Browne i który ma przedstawiać założyciela dynastii, Johna.

Jedna z pierwszych prezentacji Striding Man’a z 1908 roku.

Znakomita pozycja blendów Walkerów pozwoliła przetrwać im ciężkie dla whisky czasy pierwszej połowy XX wieku. Co prawda gdzieś przed I wojną światową zaprzestano produkcji JW White Label, ale za to w 1932 wprowadzono JW Swing (w chyboczącej się wprzód i w tył butelce, w założeniu mającej być przeznaczoną na statki, gdzie niecodzienny kształt niwelował działalność fal morskich). W 1925 Johnnie Walker dołącza do Distillers Company Limited, które po wielu fuzjach staje się w końcu Diageo. Gdzieś po drodze Red Label traci swój szlachetny wiek 10 lat i zostaje whisky non-aged statement, whisky bez oznaczenia wieku (czyli przynajmniej 3 letnią).

Lata 90. przynoszą znaczne poszerzenie oferty. W 1992 zostaje wprowadzona blended whisky segmentu super premium, JW Blue Label. W 1995 do portfolio zostaje wprowadzona 18 letnia mieszanka Gold Label, a w 1997 15 letni blended malt z zieloną etykietą. Portfolio pozostało niezmienione przez kolejne 15 lat, do wycofania na kilka lat Green Labela. Ponadto, w ostatnich latach Gold Label także stracił oznaczenie wieku, a miejsce 18 letniego blendu zajął nowy Platinum Label. Limitowanych edycji (zwłaszcza Blue Labela) w ostatnich latach wyszło tyle, że nie starczyłoby mi miejsca na blogu, a Wam cierpliwości na czytanie, ażeby je wszystkie opisać.

Podstawowe wydania Johnnie Walkera na początku XXI wieku. Trochę się to pozmieniało, ale jeszcze zdążyłem załapać się na starą Green Label i pamiętam Gold Label z oznaczeniem wieku.

Początek XXI wieku to też niestety smutne dla tej marki wydarzenie. Przez prawie 200 lat whisky JW były butelkowane w rodzinnym mieście Johna, Kilmarnock. Jednak w 2009 roku zarząd Diageo podjął decyzję o zamknięciu tego zakładu i przeniesieniu do Glasgow, co ostatecznie stało się w 2012 roku, mimo protestów ze strony mieszkańców Kilmarnock, a nawet pierwszego ministra Szkocji.

Dziś JW jest najpopularniejszą szkocką whisky świata. Gdzieś tam widziałem wyliczenia, że na świecie co 3 sekundy otwierana jest butelka Johnnie Walker, ale nie wiem czy to prawda, a nie chce mi się przeliczać tych milionów sprzedanych skrzynek na liczbę ludzkości.

 

No dobra, ale miało być o Johnnie Walker Black Label, a wyszedł traktat historyczny

Prawda. No więc w Johnnie Walker Black, kluczową rolę odgrywają malty Cardhu, ale też Talisker i Caol Ila, które mają nadać whisky lekko dymnego posmaku. Jak z powyższego nieco przydługiego akapitu wynikło, JW Black swoją historię rozpoczął już w 1906 roku, co czyni go zapewne najstarszym 12 letnim, tak popularnym szkockim blendem, który przetrwał do dnia dzisiejszego.

Udało się nam upolować (oczywiście w Livigno) za śmieszne pieniądze miniaturkę Johnnie Walker Black, która wyglądała na bardzo starą. Szybkie przeszukanie neta pozwoliło stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że taki wzór etykiety to butelkowanie w końcówce lat 80, albo pierwszej połowie lat 90. Znakomicie, to jeszcze czasy kryzysu szkockiego przemysłu gorzelniczego, więc w teorii do tego blenda powinno trafić o wiele więcej o wiele lepszego single malta niż na przykład trafia obecnie. I jest to bardzo ciekawa teoria wyjściowa. Na tyle ciekawa, że postanowiliśmy zakupić wersję obecną i zestawić w bezpośrednim pojedynku. Jadziem? Jadziem!

Jak widać, mimo prawie 30 lat różnicy w butelkowaniu, kolor jest właściwie niezmienny. Nowa wersja jest może pół tonu ciemniejsza. Zresztą, w popularnych blended whiskies to jedynie różnica w ilości użytego karmelu, więc absolutnie pomijalna.

Johnnie Walker Black Label (bot. 2017)

Whiskybase

Nos: słodowe, grainowe, ciężkawe. Lekki dymek z kominka, słód. Dalej wędzone śliwki jak nie przymierzając w Imperium Prunum, syropy cukrowe, wanilina, ziarno, kurz. Aromat żywy, wędzony i przyjemny. Do tego świeże owoce, miody, jabłka, wanilina, niuans spalonego karmelu.

Smak: dym, lekka torfowość, owoce suszone i świeże, wędzone śliwki, morele, dojrzale jabłka, bakalie, ziarno, tytoń. Jest wrażenie sporej ilości whisky słodowej, choć nieco alkohol gryzie w przełyk. Wrzos, węgiel, popiół, mydliny, banan, wanilina.

Finisz: wędzone śliwki, susz wigilijny, ziarnisty, pieprz, trochę burbona, mdły.

Wnioski: bardzo przyzwoity dymny blend, którego lubimy i doceniamy. Wiemy, że te 2,5 punktu może wyglądać mizernie, ale taką już mamy punktację 😉 przypominamy jednocześnie, że ta whisky zajęła czwarte miejsce w naszym Wielkim Teście Blendów 12 letnich z bardzo zbliżoną oceną 2,47 pkt.

Ocena: Radek – 2,5/10; Aleksander – 2,5/10

Johnnie Walker Black Label (bot. circa 1990)

Whiskybase

Nos: dużo estrów, kwiecia, wanilii, tostowanego drewna, stare łagodne malty, miody, wanilia, żywice. Dalej motywy pudrowe, suszone owoce, lekkie nuty metaliczne, kurz, może zamsz i jakiś bardzo słaby ślad dymu. Z czasem ewoluuje w tropiki, dojrzałe mango, naleśniki z brzoskwiniami i śmietaną. Ładny efekt starej butelki ale poza tym nie za wiele się dzieje.

Smak: łagodna w porównaniu do świeżej, metaliczna, gliniana, plastelinowa, nafciana, żeliwna. Czuć że jest dużo więcej i dużo lepszej whisky słodowej. Nie jest taka ziarnista. Bardzo ugładzony z dużym i dobrym komponentem owocowym. Słód, krem, krówki, czekoladki z alkoholem, espresso. Dalej banany, guma balonowa, waniliny, ligniny. W tle owoce egzotyczne, mango, marakuja, melony, jakieś motywy lekko kwaskowe, jedynie niuans dymu. Jest głębia, są szczątkowe warstwy. Smakuje jak nie przymierzając rasowy Highland. Teraz guma balonowa, banany, znowu miody, przejrzałe melony.

Finisz: długi, żeliwny, metaliczny, słodowy, delikatny i dość krótki. Delikatny dym, zboże. Nieco kuleje po nadspodziewanie bogatym smaku.

Wnioski: autentycznie jeden z najlepszych blendów jakie piłem. W ciemno powiedziałbym że to jakiś stary, dobry Highland. Sprawa z tym Johnnie Walker Black jest skomplikowana. Edycja bardzo stara i tutaj wyraźnie czuć ten efekt starej butelki, ale to nie tylko uleżenie i estryfikacja. Wsad do butelki też był diametralnie inny. Whisky była butelkowana najprawdopodobniej pod koniec lat 80., a więc jeszcze w trakcie kryzysu na rynku szkockiej whisky. Królowały wówczas drinki na bazie wódki, a coraz większe kawały rynku alkoholowego szturmem wydzierał International Pale Lager. Dla whisky zabrakło miejsca. Sporo dobrych maltów lądowało wtedy w blendach z powodu braku popytu. Ba, można nawet przypuszczać, że w składzie jest słynna Brora, która przez pewien czas działała w zastępstwie Clynelisha i Caol Ili. Z takich już bardziej technicznych obserwacji – whisky pięknie się rozwija, są warstwy. Torfowe fenole przez te lata się prawie kompletnie rozpadły, dając aromaty żeliwne, metaliczne. Jest tez sporo aromatów egzotycznych. Oczywiście wszystko to odbywa się na dość niskiej intensywności, smak i aromat są bardzo leniwe i potrzebują dużo czasu by się rozwinąć. Dlatego też, mimo wielkich zachwytów i niewątpliwego zaskoczenia ocena nie może być bardzo wysoka.

Ocena: Radek – 4/10; Aleksander – 4,5/10

Werdykt: Różnica jest bardzo duża na korzyść starej butelki. Składa się na to kilka czynników. Jednak to nie tak, że obecnie zły koncern leje do butelek co popadnie – to raczej czasy kryzysu w branży i brutalne prawo podaży i popytu spowodowały, że ta whisky sprzed 30 lat okazała się aż tak dobra. Ot, znak czasów. Nowy JWBL to natomiast dobra whisky na obecne standardy, pełna, dymna, soczysta, ale też bez specjalnej głębi. Niemniej, jeśli ktoś będzie miał sposobność w dobrej cenie kupić Johnnie Walker Black Label z przełomu lat 80. i 90., nie powinien się wahać ani chwili.

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *