W dniach 22-23 czerwca we Wrocławskim Centrum Kongresowym odbył się Rum Love Festiwal 2018. Byliśmy rok temu, byliśmy i teraz. Zapraszamy na relację!

 

Pierwszy Rum Love Festiwal w zeszłym roku był ogromnym powiewem świeżości. Jechaliśmy do Wrocławia z dozą niepewności, czy aby nie będzie to popijawa tanich rumów z colą z papierowych kubków w wakacyjnym klimacie. Wakacyjny klimat był, ale organizacja festiwalu i zaoferowane trunki przeszły nasze oczekiwania. Bilet był wyceniony bardzo konkurencyjnie, organizatorzy zaoferowali darmowe masterclassy, a ilość niemłodych rumów w cenie biletu była powalająca. W zasadzie to grzebiąc trochę wśród festiwalowych butelek można było wypić całkiem stare rumy rocznikowe, caski, nawet znalazło się jedno Caroni, a wszystko to bez kuponów. To było zbyt piękne by mogło przetrwać.

Status quo

Formuła Rum Love sprawdziła się w zeszłym roku, więc organizatorzy wyszli z założenia, że lepiej za dużo nie zmieniać. Znów mamy to samo centrum kongresowe przy hali stulecia, ta sama sala, ta sama formuła, te same założenia, nawet zestaw wystawców był bardzo zbliżony do poprzedniego.

W zasadzie postawiono tylko na drobne usprawnienia. Przede wszystkim wzorem festiwali piwnych organizatorzy postanowili zamienić dni. W ten sposób trochę pusta niedziela została zamieniona na piątek. Na pewno zyskała na tym frekwencja. Drugim istotnym usprawnieniem było umiejscowienie masterclassów w salach konferencyjnych zamiast na antresolce. Poza tym zaserwowano nam lepsze rozstawienie stoisk, lepsze urządzenie terenu na zewnątrz, więcej atrakcji dodatkowych.

W gruncie rzeczy pozostał to ten sam festiwal, co rok temu. Dalej mieliśmy w sumie niewiele stoisk albo bardzo mocno obłożonych rumami, dalej smycz do kieliszka była równie kiepska, znów było mnóstwo wody na stoiskach i w lodówkach.

 

Rumy, Rumy

Tak, jak wspomniałem już wcześniej, El Dorado nie mogło trwać wiecznie. W tym roku w cenie biletu było wręcz rażąco mało rumów do wypicia i przeważnie były do rumy bardzo podstawowe. W zasadzie na palcach jednej ręki można było policzyć pozycje trochę starsze i trochę ciekawsze, które można było spróbować w cenie biletu. Nie jest to jednak wina organizatora, a raczej polityka cenowa poszczególnych wystawców. Należy jednak dodać, że znów większość płatnych dramów była bardzo atrakcyjnie wyceniona i znów większość pozycji można było spróbować za 5-10 zł, prawdziwe petardy były po 20-30zł, a najdroższe pozycje kończyły się na bodaj 40zł. Nie tak źle, a w porównaniu do cen dramów topowych whisky to bardzo konkurencyjnie.

W tym roku były troszkę ciężej, bo jesteśmy rok starsi, trochę bardziej wybredni, sporo rumów wypiliśmy przez ostatni rok, a i degustacja tydzień przed festiwalem zaostrzyła apetyt. Interesujących rzeczy znalazło się sporo, ale może po kolei.

Masterclassy

Jak już wcześniej wspomniałem, w tym roku organizatorzy kontynuowali bardzo miłe założenie, by masterclassy było darmowe. Na sporej ich części można było wypić starsze i ciekawsze rumy, których próżno było szukać w cenie biletu na głównej sali. Większość degustacji była także prowadzona przez osoby związane z produkcją rumów, więc osoba prowadzącego także przeważnie była wartością dodaną. My skusiliśmy się na dwa masterclassy.

Od razu po rozpoczęciu festiwalu zaczynał się masterclass Plantation, czyli dość znanego i szeroko dystrybuowanego w Polsce bottlera oferującego szereg różnych rumów pod swoją marką.

Całość degustacji była na wysokim i dość wyrównanym poziomie. Do znanych i lubianych XO 20th anniversary, Haiti XO i aromatyzowanego ananasem Pineapple zaoferowano trzy nowe rumy rocznikowe z trzech różnych krajów: , Peru 2004, Fiji 2009, Jamaica 2002. Jamaica 2002 42% wyjątkowo gładki i elegancki jak na Jamajkę, nie za słodki, dużo estrów, ananasów i innych owoców z puszki, odrobina chininy; 3,5/10. Peru 2004 43,5% cięższy i słodszy, również estrowy, z aromatami przypraw, korzeni, tostowanego drewna, lizaków, werthersów i całkiem sporą pikantnością; 3,5-4/10. Plantation Fiji 2009 44,8% to był zdecydowany zwycięzca tego MC. Najwyższa moc i nasz ulubiony ostatnio, wykręcony profil dały radę. Zapach wykręcony, stacja benzynowa, terpentyna, stara szafa, kulki na mole, plak i sporo akcentów zielonych. W smaku dość słodko, syrop cukrowy, sezam, ale też chilli, proch, siarka, chiński plastik. Jest moc; 4/10. Obie edycje XO (20th anniv i Haiti) również dały radę; 3/10. Na plus należy zaliczyć także fajne prowadzenie Matthieu Gouze, który bez zadęcia producenckiego opowiadał jak wygląda świat rumów z perspektywy bottlera.

Drugim masterclassem na który się zdecydowaliśmy był Botucal (Diplomatico). Wybraliśmy, go głównie dlatego by móc spróbować edycji single vintage 2002, bo pozostałe rumy ze stajni Diplomatico są nam dobrze znane.

Wersje Mantuano i zwłaszcza Reserva Exclusiva to dobrze znana, solidnie dosłodzona cukrzyca. Ja jestem fanem tego drugiego, za ten śmieszny piankowy profil. Najważniejszy był jednak Single Vintage 2002. Wersja 2000 była bardzo poważana przez nas, więc byliśmy ciekawi jak się trzyma nowsza. Diplomatico Single Vintage 2002 43% niestety okazało się trochę zawodem. Nos jeszcze fajny złożony i głęboki, przyjemnie świdruje kwaśnością, bluszcz, liście porzeczek, zielone akcenty, oloroso, melasa, popiół, tytoń, piwnica. W smaku już niestety gorzej, sherry jakieś jasne, sporo syropu cukrowego, karmelu; manzanilla, słone orzeszki, paloność. To dalej dobry rum, ale jednak zawód, 3/10. Bardzo fajne było za to prowadzenie MC, maestro ronero Nelson Hernandez mówił po hiszpańsku i wszystko było tłumaczone na bieżąco na angielski przez jego kolegę. Było sporo niuansów z produkcji i ciekawostek.

Stoiska

Zdecydowanie zwycięzcą pod względem jakościowym (ilościowo też było konkretnie) było stoisko The Last Port. Na pochwałę zasługiwał całkiem spory wybór w cenie biletu (Worlds End, Bumbu, Pussers), ale to było przede wszystkim królestwo najsolidniejszych rumów dla zapaleńców (w zasadzie wszystkie kupony wydaliśmy tutaj). Kill Devil Fiji 14yo, 46% bardzo przypasował, profil podobny do pitego wcześniej Plantation. Powietrze z materaca, Stomil Olsztyn, przepalone karmele, gumy rozpuszczalniki, terpentyny; 4/10.  SBS Barbados 2008, Marsala Cask Finish 55%, tutaj już konkretna moc i smak; Farba modelarska, tytonie, karmel, trzcina, plastiki, ale mimo bardzo zrównoważony, zwarty, słodkawy; CS dał tutaj dużo; 4,5/10. Worthy Park Special Cask Release 65%, tutaj oczekiwania były już duże. Zapach przemysłowy, gumy, stacja, warsztat, smary, nakrętki, skisłe limonki. Smak mocny, przypalony, konkretny, także warsztatowy, ale za dużo się nie dzieje. Oczekiwania były ciut większe, ale jest dobrze 3,5/10.  Foursquare Principia 62%; Nos po prostu piękny, warstwowy, słodkość w punkt, pianki, kremy, bourbon, wanilia, cream sherry, paluszki z makiem, rogaliki, gruby i zwarty. W smaku równie grubo, słodko, ale nie lizakowo-melasowo, marcepany, wanilia, migdały, krem, wafle, sherry, likiery i lekka nutka rozpuszczalnika. Finisz długi, słodkawy, bourbonowo-rozpuszczalnikowy. Najlepszy rum festiwalu, najlepszy rum tego roku, jeden z lepszych jakie piliśmy, dwie klasy wyżej niż cokolwiek co piliśmy na tym festiwalu. Spokojnie 6/10.

Zdecydowanie godne polecenia też było stoisko Rum&Cane/Six Saints. Warto odnotować, że wszystkie rumy były do spróbowania w cenie biletu. Rumy, które do tej pory były w portfolio M&P zmieniły dystrybutora. Teraz będą w ofercie La Casa de Habano. Oprócz podstawowego Six Saints można było spróbować bardzo dobrego Six Saints Sherry Finish (skończył się bardzo szybko). Największe wrażenie robiły caskowe rumy West Indies Rum&Cane. Guyana XO 46% w zapachu sos sojowy, teryaki, daktyle, melasa, sherry, rodzynki,. W smaku pełny, słone paluszki, figi, sherry, lizaki, paloność, rodzynki; 4-4,5/10. British West Indies XO 46% to znów nasz ulubiony gumowy zajzajer. Dobrze znane gumy, materace, dętki i odrobinka nafty; 4,5/10.

Stoiskiem przy którym spędziliśmy chyba najwięcej czasu nie było wcale stoisko z rumami, a z Cachaçą. Przedstawiciela Weber Haus, Leszka Wędzichę spotkałem na Rum Love już z zeszłym roku. Picie z nim Cachaçy na chodniku przed Halą Stulecia zapamiętam chyba do końca życia 🙂 W tym roku już miał oficjalne stoisko z pełnym portfolio. Było to dla nas ciekawe doświadczenie, bo w zasadzie do tej pory z tego trunku to piliśmy tylko Pitu. Sama Cachaça w zasadzie nie ma daleko do rumu, też jest z trzciny cukrowej, a destylat jest bardzo podobny do rumów agricole. Tym, co odróżnia Cachaçę od rumów (oprócz pochodzenia) jest przede wszystkim leżakowanie. Brazylijczycy nie ograniczają się tylko do dębu. Cachaçę można leżakować w kilkunastu różnych rodzajach drewna, m.in. Amburana, Sassafras, Balsam. Wyleżakowane Cachaçy mają w sobie coś z pogranicza rumu agricole i tequili. Mi szczególnie przypadły do gustu wersje leżakowane w drewnie Amburana i Sasafras (a zwłaszcza połączenie tych dwóch). Urzekły mnie bardzo intensywne i perwersyjne nuty korzenne, drewna sandałowego, jałowca, potpourri i starych chodaków.

Na stoisku Toorank oprócz Matusalem i Stroh można było premierowo spróbować polskiej whisky Wild Fields, która w naszej opinii dawała radę. Whisky Wild Fields poświęcimy zresztą osobny artykuł. Matusalem 15yo kosztowaliśmy już w zeszłym roku, ale w końcu też była okazja spróbować Matusalem 23yo. W zapachu to bardzo gładki, kolumnowy rumik, delikatny karmel, trufle, krówki, diacetyl, ciasto z kruszonką. W smaku słodki, delikatne karmele, krówki, kajmak, cynamon, wanilia. Gladki i elegancki. 3,5-4/10

Sporo ciekawych edycji prezentowało zbiorcze stoisko z rumami agricole. Obok znanych Clement i Rhum J.M., były także mniej znane Admiral Rodney. Na tym stoisku w sobotę za rumy J.M. Odpowiadał Tomek Miler, który zaprezentował nam trzy limitowane edycje finiszowane w beczkach po koniaku, armaniaku i calvadosie. Szczególnie edycja koniakowa zrobiła dobre wrażenie, bardzo zwarta, mocno zbudowana, z wyraźnym wpływem koniaku. W smaku mało słodka, sok z trzciny, sporo estrów. 4/10

Znane z zeszłego roku stoisko Agricole Tour pojawiło się na tej edycji z trochę mniejszą ofertą, ale za to wszystkie zaprezentowane rumy były inne niż na poprzedniej edycji. Tutaj przypadły nam do gustu zwłaszcza dwa topowe rumy Trois Rivieres i Maison la Mauny.  Trois Rivieres Triple Vintage 1998-2000-2007 42% to w zapachu mokra farba, rozpuszczalnik, ziemia, sok z trzciny, aromat z kategorii tych przemysłowych, ale na swój sposób elegancki.  W smaku mokra ziemia, melasa, proch, siarka, mineralność, brzoskwinie z puszki.  Finisz również, mineralny i ziemisty. Świetny Rum 4,5-5/10. Maison La Mauny XO Hors D’age 40% był w zapachu piękny, złożony i elegancki, sok z trzciny, trawy, estry, proch, żeliwo, nawet mocznik. W smaku pełny,ale nie słodki, prochowy, siarkowy, puszkowe owoce, nalewki owocowe, galaretki, przejrzałe owoce. Zbalansowany, oleisty i pełny. 5/10.

 

W tym roku w końcu udało się zawitać na stoisko Brugal/Kraken, na które rok temu trochę nam zabrakło czasu. Marka Brugal  przypuściła ofensywę na dyskonty i generalnie wyraźniej zaznacza swoją obecność. Wersje Anejo i Reserva całkiem ok, nadają się do picia, ale nas interesowała przede wszystkim wersja najstarsza. Brugal 1888 40%, w zapachu jest wyraźne to sherry, przyjemnie wierci w nosie, siarka, proch, trawy, gorzkie kakałko, czekoladki, palony karmel, a wiec wyraźnie oloroso. W smaku intensywny, palony; przypalony karmel, liście porzeczki, rodzynki w rumie, ślad owoców, marmolad, popiół. Jest wyraźnie oloroso. Bardzo dobry rum. Rum dostępny i przystępny cenowo. Spokojnie zdystansował rumy blisko dwa razy droższe. warto! 4/10.

Na stoisku Angostura obok znanych nam edycji z zeszłego roku pojawiła się nowość, Angostura 1787 leżakowana 15 lat. Wersje 1824 i 1919 piliśmy w zeszłym roku, więc od razu przystąpiliśmy do najstarszej. Angostura 1787 15yo, 40%, w zapachu karmel, cytrusy, skórki pomarańczowe, curacao, słód, delikatny karmel. W smaku pełny, skórkowy, karmel, delikatna melasa, albedo, limonka, a nawet amerykańskie chmiele. 4/10.

Pinot w tym roku zaoferował równie szeroką ofertę co w zeszłym. Obok pitego na masterclassie Plantation mieli rumy m.in. od Duncana Taylora, Dos Maderas, Ron De Jeremy, Don Papa. Większość portfolio było nam znane z zeszłego roku, a całą gamę Dos Maderas Aleksander testował w Jerez de la Frontera. Ja spróbowałem podstawowej edycji Dos Maderas 5+3, całkiem dobra, ale jednak trochę za mało sherry. Poza tym uzupełniliśmy linię DT o podstawowy blended rum. O dziwo, bardzo dobra pozycja. Niby podstawowy rum, ale 46% i bardzo zwarta, pełna i oleista kompozycja. Dużo ciała mimo niewielkiej słodyczy; 3,5-4/10. W dobrej cenie z chęcią bym nabył butelkę.

Chłopaki z Diageo w tym roku byli również z  rumami Zacapa i w tym roku również mieli swoją maszynkę do dymienia. Tym razem zamiast drewnem dymili rum cygarem. Wersja dymiona w zeszłym roku mi bardzo podeszła. W tym roku wersja cygarowa bardziej waniliowa, korzenna, dymna, ale też gryząca od tytoniu. Nie jestem palaczem, a to chyba trzeba lubić.

Na stoisku Appleton także uzupełniliśmy braki w podstawowych edycjach (12yo i 21yo były już pite przed festiwalem). Singature Blend i Reserve Blend były niezłe, pijalne. NIe było tu przesadnego skomplikowania, ale też dobrze się je sączyło bez dodatków i lodu.

Na koniec jeszcze powtórzyliśmy dobrze znane Lazy Dodo i New Grove. Rumy pojawiły się na poprzedniej edycji oraz na Whisky Live Warsaw. Słodki, klasyczny, melasowo-karmelowy profil; Finiszowane New Grove były jednak ciekawsze, finisz sporo wniósł do smaku.

I znów nie starczyło czasu, by przy każdy stoisku spędzić odpowiednią ilość czasu. W zasadzie do niektórych stoisk nie zawitaliśmy w ogóle, albo z powodu znanego już nam asortymentu, albo z powodu braku czasu. Było tego trochę.

 

Wnioski

Tegoroczna edycja Rum Love już nie była takim objawieniem i poszerzeniem horyzontów jak ta pierwsza. Tak jak wspomniałem wcześniej, jesteśmy rok starsi, bardziej wybredni i sporo rumów już za nami.

Na pewno należy pochwalić organizatorów za trzymanie się przyjętych założeń, zwłaszcza tych, które nie do końca przystają do realiów rynkowych (darmowe masterclassy). Szereg usprawnień należy także uznać za plus. Poza tym to taki Rum Love jaki był w zeszłym roku.

Niewielkim minusem (kompletnie niezależnym jednak od woli organizatora) była pogoda. W zeszłym roku mieliśmy upalny początek lata i aż chciało się wychodzić na zewnątrz. W tym roku niestety pogoda się załamała i strefa zewnętrzna świeciła pustkami. Rodziło to pewne drobne niedogodności, m.in. część grajków ze sceny przeniosła się do środka skutecznie utrudniając rozmowę z wystawcami. Na szczęście cygarowcy nie wpadali na ten sam pomysł. Niestety, pogoda nad Wisłą (Odrą) jest trudna do przewidzenia i nie zawsze musi z nami współpracować.

Jeśli zaś chodzi o same rumy i wystawców, to przede wszystkim dało się odczuć wzrost popularności festiwalu. Całkiem pokaźna paka konkretnych rumów do spróbowania w cenie biletu z zeszłego roku zmieniła się w ledwie garstkę. Dalej jednak można było sprobówać kilku solidnych rzeczy. Dodatkowo na większości stoisk rumy płatne wycenione były bardzo konkurencyjnie.

Rumy „bezcenne”, „nieotwieralne”, uznaniowe ceny itd. nie występowały, wszystko miało swoją plakietkę i jasnym było co jest płatne, a co darmowe. Tutaj plus w stosunku do zeszłego roku.

Trochę słabą praktyką w wykonaniu niektórych stoisk było niewystawianie niczego w cenie biletu, taksowanie za najbardziej podstawowe białe rumy i wysokie ceny za cokolwiek lepszego. Niejednokrotnie na stoisku obok można było wypić rum starszy za mniej niż połowę lub nawet w cenie biletu. Przeważnie przy takich stoiskach hulał wiatr.

Patrząc na wypite rumy i ich oceny ten festiwal także możemy uznać za udany. Dalej kibicujemy inicjatywie i mamy nadzieje na więcej i lepiej w przyszłym roku.

 

Nasz top rumów:

  1. Foursquare Principia
  2. SBS Barbados 2008
  3. Rhum J.M. Cognac Cask Finish
  4. Kill Devil Fiji 14yo
  5. La Mauny XO Hors D’age
  6. Plantation Fiji 2009
  7. Rum&Cane British West Indies XO
  8. Trois Rivieres triple vintage
  9.  Brugal 1888
  10.  Angostura 1787 15yo

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *