Ostatnio było o flagowej whisky destylarni Lagavulin, 16yo. Dziś czas zagłębić się w trudniej dostępne edycje, w tym kilka od dystrybutorów niezależnych. 

Kogo interesują wrażenia degustacyjne z podstawowej „szesnastki”, jak i sam opis destylarni, powinien udać się tu. W tym wpisie bowiem zajmiemy się edycjami w różnym stopniu limitowanymi. Oprócz w miarę szeroko dostępnej wersji ośmioletniej, pojawi się kilka Distillers’ Edition z różnych roczników, więc można to trochę potraktować jako wpis z serii old vs new. Przy okazji kilku wypustów od IB – zazwyczaj nigdzie nie jest wprost powiedziane, że jest to Lagavulin, ale jednak jest to w jakiś sposób zasugerowane. Wyjaśnienia przy konkretnych przykładach. Jedziemy:

 

Lagavulin 8yo, 48%

 

Whiskybase

Nos: świeżylag1, młody, agresywny. Za zasłoną z dymu doszukać się można bandaży, morskiego powietrza, dość nijakiego drewna. Aromat raczej nie powalający i dosyć bezpłciowy – ta whisky mogłaby pochodzić dosłownie z każdej destylarni.

Smak: właściwie powtórka z zapachu – wyczuwalnie bardzo młoda, mocno torfowa, dymna, ostra whisky ze słonymi nutami. Czyli nic ciekawego, ale to w końcu Islay i ta bezpardonowa torfowość jednak jest na tyle zajmująca, że ta whisky się ratuje.

Finisz: wędzonka, sporo dymu, odrobina czekolady i nuta bimbrowa.

Wnioski: whisky tyle pijalna i smaczna, co bardzo przeciętna i nie wnosząca absolutnie niczego nowego do bagażu doświadczeń. Nieco gorszy od standardowej 16yo, jak i nieoferujący żadnych nowych doznań dla kogoś, kto przeszedł już przez podstawową Islay. Raczej taki dram do beznamiętnego wypicia i odhaczenia z dziennikarskiego obowiązku. Nie da się też nie wspomnieć o cenie, która wynosi około 40€, a więc jedynie kilka ojro mniej od 16yo – whisky jednak dwa razy starszej i częściowo leżakowanej w dużo droższych beczkach po sherry. Mam nadzieję, że nie wpadną na pomysł, by za jakiś czas wstawić tę, lub podobną whisky jako erzac „szesnastki”.

Ocena: 3/10

Lagavulin Distillers’ Edition 1998, 16yo, 43%

 

Whiskybase

Nos: jeszczlag4e mniej dymu niż w 16yo, więcej owoców, nawet cytrusy się pojawiają. Gdzieś w tle majaczy sól morska, jakieś słodkie akcenty, drewno z kominka, ale to wszystko jest bardzo słabe. Generalnie mało zajmujący zapach.

Smak: wydaje się mieć nieco więcej ciała niż flagowa szesnastka. Brakuje tu jednak jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Pojawia się trochę torfu, potem szczypta pieprzu, niuans owoców i to tyle. Ponadto brakuje ułożenia, alkohol drapie i gryzie.

Finisz: pieprzny dymek, sterylna gaza, znieczulenie dentystyczne.

Wnioski: nie ma co przepłacać za tę wersję, lepiej kupić zwykłą 16yo. Brakuje tu balansu i przykrycia alkoholu, a leżakowania w drewnie po PX nie czuć w ogóle.

Ocena: 3/10

Lagavulin Distillers’ Edition 1995, 18yo, 43%

 

Whiskybase

Nos: no tu julag3ż jest o wiele lepiej. Przyjemna, oleista głębia, wyczuwalne nuty słodkiej sherry, jak i wyspiarski charakter. Nafta, wiśniowe dżemy, cytryny, wodorosty, sól morska. Nie jest to żadne aj waj, ale jest zwyczajnie przyjemnie.

Smak: łączy w sobie zalety 16yo, edycji z 1998, oraz dodaje własne – nie czuć rozwodnienia, ani nieułożonego alkoholu. Gęsta faktura, mięta, pieczeń, marcepan, toffi, miód, nie nachalny pieprz.

Finisz: intensywny, mocny, długi, nieopierający się jedynie na tępej dymności – pojawia się owocowo-karmelowa kontra.

Wnioski: jestem ciekaw na ile ta whisky różniłaby się kolorem od tej z 1998, gdyby nie dodano do nich karmelu. Jest to bowiem zupełnie inny poziom; więcej sherry i bardziej aktywne beczki.

 

Ocena: 5/10

Lagavulin Distillers’ Edition 1991, 17yo, 43%

 

Whiskybase

Nos: nolag2 no… głębia i intensywność charakterystyczna dla naprawdę dobrych whisky. Wodorosty, drewno w kominku, sauna, nawet herbata. Właściwie składowe są te same co w poprzednich, ale tu jest no, po prostu trochę lepiej to wszystko poukładane.

Smak: słodki i gęsty – pieprz, wędzonka, woda morska, karmel. Pierwszy DE, w którym rozcieńczenie do 43% absolutenie nie przeszkadza. Pojawiają się akcenty PX, wyczuwalna jest niezła kondycja beczek.

Finisz: cukierki kawowe jako wiodący akord, likier cukrowy, rum, gumka do ścierania, chili, dym cygarowy.

Wnioski: zastanawiam się, czy nie dać 6, ale to chyba jeszcze nie ten poziom. Jednak jest to pułap nieosiągalny dla wypuszczanych dziś whisky kosztujących około 70€. I znowu smutna konstatacja (znana stąd) – im bardziej się cofamy w czasie, tym lepsze whisky były butelkowane pod tą samą nazwą. W porównaniu do 2008 (bo w tym roku była ta edycja butelkowana): do 2013 (DE 1995) z whisky uleciała gęstość, lepkość smaku i aromatu, jednak sama intensywność i złożony bukiet pozostały. Do 2014 (DE1998) zniknęło nawet to. Szkoda.

 

Ocena: 5,5/10

Lagavulin Feis Ile 2016, 18yo, 48,0%

 

Whiskybase

Nos: wrazlag5 z wiekiem jeszcze bardziej zaciera się torfowość, a pierwszym wrażeniem jest dominująca tłusta słodowość, sól, ślady cytrusów i mineralne niuanse – w ciemno pomyślałbym że to jak nic Springbank w podobnym wieku. Delikatne akcenty morskie i kwiatowe na drugim planie i wędzonka na trzecim.

Smak: sporo pieprzności, pieczone mięsa, wędzonka ale taka bardziej mięsna, drewniana (coś jak w piwie typu rauchbock), nuty grappy; torfowość, z początku delikatna, narasta z czasem. Nie da się ukryć, że główną parę skrzypiec grały tu beczki po burbonie i to one nadają tej whisky charakter. Pojawiają się cierpkie, kukurydziane akcenty znane z amerykańskich whisky.

Finisz: gorzkie czekoladki, suche drewno, wytrawniejący. Długo, ale w końcu to Islay, więc rzadko bywa inaczej.

Wnioski: whisky nie cierpiąca na rozwodnienie, ale na pewno mogłaby być lepiej skonstruowana. Tak jest po prostu „w porządku”.

 

Ocena: 5/10

Dunyvaig 1990 Silver Seal, 23yo, 55,1%

 

Whiskybase

Nos: jest dlag6użo sherry, ale z początku przeszkadza nie do końca ułożony alkohol. Rodzynki, marmolada pomarańczowa i truskawkowa, bez, czerwone owoce, czekoladki z likierem wiśniowym.

Smak: whisky zdecydowanie po słodkiej stronie. Wanilina, cukier puder, marmolady, pieczone jabłka, mocno posłodzona herbata, mocca, rumy, ulotna nutka dymu. Z czasem pojawiają się nuty ciemniejsze – śliwy, zamsze, kakao, spalony spód od szarlotki.

Finisz: leśne suszone owoce, lody jagodowe, czerwone porzeczki, herbata. Długo, deserowo, przyjemnie rozgrzewająco.

Wnioski: naprawdę dobra whisky. Niestety tylko dobra, bo są już oznaki wybitności, aż chciałoby się żeby było jeszcze lepiej. No i ta whisky potrzebuje czasu, by pokazać pełnię swych możliwości. Ruiny zamku Dunyvaig to była siedziba władców Islay. Przy okazji innej whisky w ten sposób nazwanej, inny dystrybutor się przyznał, że w istocie jest to Lagavulin.

 

Ocena: 6,5/10

 

Laggan Mill cask #9142, Cooper’s Choice, NAS, 56,1%

 

Whiskybase

Nos: oleistylag7, dużo sherry, nafta, dość mocny dymek, w tle kwiatowość, kremówki, dżem morelowy.

Smak: solidnie dymna, z intensywnymi nutami sherry w tle (czerwone owoce), ale ostra, paląca, pikantna, wręcz spirytusowa. Próbuję dodać nieco wody. Nie pomaga.

Finisz: dymny, waniliowy z jeżynami.

Wnioski: cholera, gdyby nie ta ostrość, byłaby całkiem dobra whisky. Tu sugestia jest oczywista – Laggan od Lagavulin i Mill od Malt Mill.

 

Ocena: 4/10

 

Finlaggan Cask Strength, The Vintage Malt Whisky Co., NAS, 58%

 

Whiskybase

Nos: lag8mocno torfowy, maślany, morski, z zapachem fistaszków. Ostry i pod tą osłoną z torfu dosyć nijaki.

Smak: mnóstwo dymu, wędzonka, smary, na drugim planie cytrusy. Profil dość mocno przypomina młode Ardbegi. Trochę drażni alkoholowość. Całość jest nieokrzesana, wyczuwalnie młoda, pojawiają się nuty bimbrowe.

Finisz: wędzony, popiołowy, mocno wytrawny, szpitalny.

Wnioski: casus 8yo. Torf skutecznie przykrywa największe niedociągnięcia i jałowość tej whisky. Trochę ratuje też sprawę cask strength. Tajemnicą Poliszynela jest, że Finlaggan to młody Lagavulin.

 

Ocena: 3,5/10

Lagavulin 1984 , Murray McDavid, 14 yo, 46%

 

Whiskybase

PrzechwytywanieNos: klasyczna wędzona Islay, ale z mineralnym akcentem z tyłu. Maślany, solankowy, wspaniale gęsty i intensywny. W życiu bym nie powiedział, że to nie jest pełny cs. Owocowe cukierki, grejpfruty, awokado, marakuja… Piękny aromat niczym ze starej szkoły whisky.

Smak: gęsty, lepki, nieprzesadnie dymny z wyczuwalnym słodowo-burbonowym charakterem. Miody, dębowa gorycz, czarny pieprz, tytoń, polne kwiecie, kruchy sernik. Dziwna nuta w postaci proszku do prania. Wspaniale wielowarstwowy, rozcieńczenie nie przeszkadza ani trochę. Słowem – wspaniała beczka.

Finisz: wędzona rybka, miód pitny, brzeczka, sztorm na morzu. Bardzo długi, właściwie nie kończący się, choć nie z tych najintensywniejszych.

Wnioski: znakomita whisky, a weźmy pod uwagę, że ma tylko 14 lat i jest rozcieńczona do 46%! Podręcznikowy przykład tego, jak to jeszcze niecałe 20 lat temu można było sobie wybierać najlepsze beczki i nawet wśród takich młódek zdarzały się prawdziwe perełki.

 

Ocena: 6,5/10

 

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *