W sobotę 14.05.2016 odbyła się pierwsza edycja nowego whisky festiwalu nazwanego Whisky & Friends. Za jego organizacją stoi sieć sklepów M&P Alkohole i Wina Świata. Mamy więc starego wyjadacza na scenie i nowy format w którym M&P postanowiło się sprawdzić.

Po pierwsze primo

M&P ma już swój jeden festiwal, czyli Ogólnopolski Salon Win i Alkoholi, który na jesieni odbywał się po raz szósty. Relację z tego festiwalu mogliście przeczytać na blogu. Impreza ta to jednak trochę inny gatunek. OSWiA jest po pierwsze dla stałych klientów M&P, a po drugie skupia się bardziej na winach niż na alkoholach mocnych. Idea Whisky & Friends była taka by zrobić festiwal skupiający się na whisky i alkoholach mocnych i skierować go do zupełnie nowych osób, czyli krótko mówiąc, żeby wpisać się w modny ostatnio trend festiwali whisky. Format taki sam jak choćby Whisky Live Warsaw,  bilet za 7 dyszek, sporo whisky do spróbowania w cenie, te lepsze na kupony i do tego zestaw masterclassów.

Miejsce

Na lokalizację, podobnie jak w przypadku Whisky Live Warsaw, został wybrany znajdujących się na Okęciu hotel Courtyard by Marriot. O tej lokalizacji swoje już powiedziałem przy okazji WLW. Moim zdaniem jest to miejscówka nietrafiona i kompletnie bez duszy, jednak wśród znajomych spotkałem się też z opiniami, że bardzo im się to miejsce podoba. Wolałbym aby M&P zostało przy sprawdzonym Forcie Legionów, ale co człowiek to opinia, bo jeden znajomy powiedział mi, że Fort trąci piwnicą i Marriot lepszy. By być sprawiedliwym dodam, że miejsce sprawdziło się tym razem lepiej niż przy WLW. To może kwestia tego, że na WLW był za duży tłok, za wielki hałas, za dużo wszystkiego naładowane na zbyt małej przestrzeni i do tego jeszcze smród z hotelowej restauracji. Teraz można powiedzieć, że było dość kompaktowo. Wszystkie stoiska zmieściły się na głównej sali, a na galeryjce zostało sporo miejsca na stoliki, fotele, kanapy, a nawet leżaki. Okazało się, że nie jest tak strasznie, a nawet trochę przytulnie. Same stoiska były też o wiele bardziej gustowne niż na WLW. Nie było gęsto upchanych obskurnych boksów z płyty paździerzowej. Zamiast tego stoły i jakieś okazjonalne ścianki. Wszystko było rozstawione dość luźno i wygodnie, co prawda to kwestia dość małej  liczby wystawców, ale o tym później.

Kieliszek i reszta pakietu

Dostaliśmy dobrze znany kieliszek festiwalowy z Krosna, z którym już mieliśmy okazję zapoznać się podczas WLW. Dobry wybór, szkło jest bardzo ok i nic mu nie brakuje. Dodatkowo ktoś w M&P wpadł na pomysł żeby zrobić podziałkę na kieliszku. Niby oczywiste, ale jakoś nikt przed nimi na to nie wpadł 🙂 Szkoda, że smycz była najtańsza z możliwych i nie spełniała swojej podstawowej funkcji – utrzymania wiszącego kieliszka w pionie. Tak samo jak na OSWiA do zestawu była dołączona książeczka z promocyjnym cennikiem festiwalowym ( M&P i ich słynne -50%). Spora część uczestników przyszła właśnie po to aby móc skorzystać z tych rabatów. Ekstra dodatkiem była książka Łukasza Gołębiewskiego o Bourbonach wydana przez M&P, którą dostawało się pod warunkiem okazania kodu z facebooka. Fajny dodatek.

Whisky, whisky i …whisky?

No właśnie. Na festiwalu whisky najważniejsza jest whisky. Może być tłok, może śmierdzieć kiełbasą czy kapustą, różne inne rzeczy mogą kuleć, ale jak jest dobra whisky to festiwal się wybroni. Czy była dobra whisky? I tak i nie, a w zasadzie trochę była, ale za mało. Po kolei. Nie dało się nie odnieść wrażenia, że festiwal jest przeznaczony raczej dla tych początkujących amatorów złotego trunku. No cóż, taki rynek i tacy poeci jaka jest publiczność. Większość dostępnego asortymentu stanowiły wersje podstawowe z półek M&P. Na pewno należy pochwalić organizatora za trzymanie się założonego profilu. Whisky&Friends wskazuje, że będzie przede wszystkim whisky i jakieś inne alkohole mogące uchodzić za alternatywy. Tak też było. Nie było żadnych bimbrowników z Discovery, szampanów, czekolad czy ekskluzywnych past do butów.

Co można powiedzieć bardziej szczegółowo o trunkach? tak zupełnie podstawowo to nie było, poza tym M&P zadbało żeby pojawiło się też trochę premier i nowości. Obiecywanych płatnych dramów za kupony wcale nie było tak mało jak się spodziewałem.

Stoisko Glendronach/Benriach oferowało najwięcej i tutaj też był największy tłum. Było 6 całkiem przyzwoitych edycji single cask, zarówno eksluzywnych dla M&P jak i normalnych. Poza tym nowości: Benriach CS, nowa wersja Benriach 20yo, Glendronach Peated. Poza tym sprawdzone klasyki Glendronach CS, 18yo i 21yo, czy Benriach 17yo Septendecim. Mimo, że tutaj było najwięcej ciekawych rzeczy, to jednak brakowało też bardzo wielu rzeczy, a przede wszystkim jakiegoś konkretnego, starego akcentu. Miałem nadzieje na spróbowanie Glendronachów 20yo Octaves i 25yo Grandeur czy trzech nowych 18-letnich Benriachów Dunder, Albariza i Latada.

Na stoisku Kilchomana szumnie były zapowiadane zwłaszcza dwie nowości. Pierwsza to Sanaig, młody kupaż beczek po sherry i bourbonie, który do tej pory dostępny był tylko na wybranych rynkach europejskich. Druga to przedpremierowa wersja nowego single caska dla M&P finiszowanego w beczkach po PX. Na razie bez etykiet i bez jakiejkolwiek informacji. Nie wiadomo nawet czy to będzie ta konkretna beczka. Poza tym na stoisku z ciekawych rzeczy można się było napić jeszcze Kilchomana CS, Madeira Cask i nowej wersji Loch Gorm.

Na stoisku Springbank rzucały się w oczy największe braki. Nie było Springbanków 12yo CS, 18yo, 21yo i 25yo. Na pewno niespodzianką było pojawienie się rozchwytywanej wersji 16yo Local Barley. Warte uwagi też były Hazelburn Rundlets&Kilderkins czy Longrow 18yo.

Na Glenglassaugh dumnie prężyły się dwa bardzo stare i bardzo drogie single caski.

Ciekawych whisky można było się napić na stoisku West Cork Distillery. Whisky ciekawe, różnorodne i jak na irlandczyki to nie takie najgorsze. Do ciekawych doświadczeń można było zaliczyć spróbowanie whisky blended w CS (62%!) czy blenda Black Cask który smakował jak stara drewniana deska do krojenia  🙂

Na stoisku Paul John wersje caskowe classic i peated też nawet dawały radę.

Na stoisku Glen Scotia/Loch Lomond tylko jeden CS- Glen Scotia Victoriana. Osobliwą produkcją był Loch Lomond Madeira Cask, wszyscy go sobie polecali ze względu na jego „ciekawość”.

 

Kilka ciekawych malternatyw też się znalazło.

Na stoisku Lheraud polewane były całkiem dobre koniaki XO, 20yo czy rocznikowy z 1969 roku. Stary koniak, do tego jeszcze w całkiem słusznej mocy 48% był jedną z niespodzianek.

Dwie konkretne brandy Solera Gran Reserva na stoisku Garvey. Przy okazji dowiedziałem się, że bodega nie była skora mnie ugościć podczas mojej wizyty w Jerez de la Frontera bo jest w stanie upadłości.

Stare rocznikowe porto było jedynie dobre. Nic mi nie urwało. Wolę Sherry.

 

Oczywiście z ciekawszych whisky mam sample i notki na pewno pojawią się na blogu.

P_20160516_133007_MT

 

Na koniec słów kilka

Kupując bilet na Whisky&Friends miałem złe przeczucia. Okazało się, że było całkiem przyjemnie. W M&P wyciągnęli kilka butelek z szafy, pokazali kilka nowości i premier. Niestety whisky których zabrakło było także sporo. Nie rozumiem tego. M&P ma te flaszki w ofercie albo przynajmniej jeszcze niedawno miało. Szkoda, bo była chęć na wydanie kilku złotych więcej na kupony. Zdecydowanie też powinni pomyśleć na rozszerzeniem swojej oferty. Jak na pierwszy raz to wystarczyło, ale za rok to nie przejdzie i półka będzie zdecydowanie zbyt krótka. Może to już faktycznie czas, żeby się zastanowić nad współpracą z jakimś niezależnym bottlerem, który by zaopatrzył M&P w porządną ilości single casków, ale także może i jakieś rumy czy inne malternatywy. Może też warto by było poszukać jakichś gościnnych wystawców w celu zwiększenia portfolio. M&P samo miało gościnne stoisko na WLW i było dobrze, więc czemu by to nie miało zadziałać w drugą stronę?

Dodatkowo trochę kulała komunikacja marketingowa. Przed festiwalem dostaliśmy mało informacji. Ani nie dowiedzieliśmy się za dużo o konkretnych edycjach whisky które będą na festiwalu, ani o samej formule, ani też o darmowej książce Łukasza Gołębiewskiego. Pod tym względem ekipa Jarosława Bussa odsadza załogę M&P o kilka długości.

Jeżeli chodzi o samą wielkość festiwalu to było dość kameralnie i daleko było temu do przepychu i zadęcia Whisky Live. Może to i dobrze, bo WLW też cierpiało z powodu niedostatecznej oferty porządnych caskowych whisky dla koneserów, a balonik pompowany był o wiele bardziej i w końcu były ogromne ambicje i niemałe rozczarowanie. Było skromniej, ale wszystko było nawet przemyślane i na miarę możliwości. Byli brand ambasadorzy, były masterclassy, było miejsce, był czas na rozmowy. M&P też wyciągnęło wnioski z organizacji OSWiA, gdzie ścisk i hałas uniemożliwiał cieszenie się imprezą. Tutaj liczba osób przebywających naraz na festiwalu była limitowana. Pod koniec zagęściło się trochę bardziej, ale dalej było komfortowo. Nie zauważyłem też osób które ewidentnie przegięły z alkoholem, co także było zmorą WLW. Ogólnie można powiedzieć, że kameralność wyszła festiwalowi na dobre.

Podsumowując podsumowanie mogę dodać, że od dawna mówiłem aby M&P organizowało swój salon dwa razu do roku, czy żeby wprowadziło na salonie dramy na kupony. Dostałem to, ale w innej formie. Impreza jest zupełnie inna, pod pewnymi względami nawet lepsza, bo o wiele bardziej sprzyjająca degustowaniu i rozmawianiu. Nie ten rozmiar co WLW, ale też chyba nikt nie zamierzał się tutaj ścigać. Fajnie, że dostaliśmy tak samo jak na OSWiA promocyjny cennik. Niestety, żeby samemu organizować festiwale to trzeba mieć jednak troszkę więcej, bo whisky było zdecydowanie za mało, zarówno jeżeli chodzi o lepsze butelki marek, które M&P już posiada jak i zupełnie nowych producentów. Jak na pierwszy raz było OK i mam nadzieję, że za rok będzie lepiej.

 

Na koniec galeria z pozostałymi zdjęciami

 

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *