M&P do niedawna było znane z jesiennego salonu Win i Alkoholi. Jakiś czas temu jednak postanowili wzbogacić swoją ofertę imprezową o jeszcze jedną pozycję. Whisky & Friends 2018 to już trzecia edycja tej imprezy.

 

14 kwietnia, już tradycyjnie w konferencyjnych przestrzeniach hotelu Courtyard by Marriot, odbył się festiwal Whisky & Friends 2018. Kolejna edycja była już nawet nie tyle ewolucją formuły, co po prostu usprawnianiem pewnych detali. Zresztą do tej pory kameralnemu festiwalikowi M&P także nie można było wiele zarzucić.

Ten sam hotel, ta sama sala

Przestrzeń za mała na Whisky Live Warsaw do tej pory dobrze dogadywała się z dużo bardziej kameralnym Whisky & Friends. Impreza M&P nie miała tutaj tych problemów, z którymi borykał się większy festiwal. Jednak to chyba już ostatni raz. W&F rośnie nadspodziewanie szybko pod względem frekwencji i w tym roku pod koniec imprezy było już lekko tłoczno. Podobnie sprawa ma się z liczbą wystawców. Stoisk jest więcej i chcąc uniknąć ścisku i małych boksów trzeba będzie pomyśleć o ewakuacji do większego miejsca. Na razie było dobrze, ale tutaj również pora pójść dalej.

Z kwestii technicznych warte odnotowania są drobne zmiany w wyprawce festiwalowej. Niepraktyczna smycz została zastąpiona kangurkiem znanym z jesiennej imprezy, a całość zestawu uzupełniła pipetka do wody. Poza tym standardowy kieliszek, długopis, książeczka z cenami fastiwalowymi. W tym roku też były dostępne dodatkowe akcesoria w postaci koszulek i notesików na zapiski degustacyjne.

 

Whisky

Tak jak o formie festiwalu nie ma co zbyt dużo mówić, tak o whisky możemy napisać o wiele więcej.

Nie dało się ukryć, że tegoroczna edycja odbywała się trochę pod szyldem zmiany warty. Od razu dało się wyczuć, że klucze do dotychczasowej perły w koronie oferty M&P – Glendronacha przejmuje nowy właściciel (Brown Forman). Pozostaje mieć nadzieję, że koncern pozwoli destylatowi z GD płynąć swoim torem jak dotychczas. M&P z kolei widzi swoją nową gwiazdę w debiutującej właśnie na festiwalu GlenAllachie, która jest zresztą prowadzona przez byłego managera i twórce potegi Glendronacha – Billy Walkera. Poza tym widać coraz większy nacisk na Loch Lomond/Glen Scotia.

Rzeczona zmiana właścicielska była widoczna już na wejściu. Stoisko Benriach/Glendronach/Glenglassaugh stało przy stoisku Jacka Danielsa. Obok dobrze znanego core range za gwiazdę robił tutaj zdecydowanie Glendronach Kingsman Edition. Niedługo planujemy potężny przegląd Glendronachów, w którym znajdzie się także i 1991 Kingsman. Oprócz tego jeszcze starsze Benriachy 21yo Port i 22yo Moscatel.

Nowa Pozycja w M&P, czyli GlenAllachie. Na stoisku oprócz 6 single casków dostępne były też sample tego, co w przyszłości stanie się core range destylarni. Będą to edycje 12yo, 18yo, 25yo. Glenallachie 12yo to przyjemna podstawka, bardzo kremowa, nawet złożona, bez jakichś dziwnych posmaków. Jest nawet wpływ sherry. Zaskoczyła nas jej jakość – 3,5/10. W 18yo jest więcej sherry, lubimy to. Grzecznie, kremowo, sherry jest, ale nie bucha jak w Glendronachu, okolice 4/10. 25yo to jeszcze większa elegancja i więcej sherry, choć jeszcze bardziej grzecznie. Naszym zdaniem nawet za grzecznie, ale i tak dobrze, 5/10. Był jeszcze Single cask 2008 z beczek po PX. Tutaj zdania były podzielone. Dla Aleksandra trochę zbyt bezpośredni i ordynarny, a dla mnie przynajmniej była spora intensywność smaku i takie konkretne uderzenie. NIestety jak na 1st fill PX, to wpływ sherry jakiś taki niewielki. Jeżeli chodzi o single caski, to przyzwoicie. Wszystkie takie na 5/10, wszystkie o podobnym profilu – miodki, orzeszki, beczka wyczuwalna, ale nie obezwładniająca. Cask #986 z 1989 dodatkowe pół punktu za intensywny wpływ beczki po sherry, a więc 5,5/10. Najstarsza beczka z 1978 wyczuwalnie starsza i szlachetniejsza, ale bez takiego wpływu beczki jak stare Glendronach, czy nawet Benriach. Ale i tak 6,5/10

Dobrą nowością było też stoisko Whisky&Cognac club, które miało zasilić festiwal w lepsze płatne dramy. Z baru ściągnięto co fajniejsze butelki i rzeczywiście stoisko składało się z samych rzeczy w CS, w większości single cask.  Przyjemne i zaskakujące były stare wersje Bladnoch, zwłaszcza ta z beczek po sherry. Wpływu beczek po sherry mogłoby jej pozazdrościć wiele nowych edycji. Na uwagę zasługiwały trzy młode caski butelkowane przez M&P. Benriach 2005 Sauternes to kwiatki, sok z brzozy, słodycz, syropy. Smak nieco za ostry, a tak to ok. 4, a może nawet 4,5/10. Benriach 2006 Marsala – bardzo suchy, mineralny, kwaśnawy. Trzeba było chyba od tego zacząć, a nie od słodkiego sauternes 3,5/10. Benriach 2005 PX – pikantny, młódkowy, ale PX dużo, zwłaszcza objawiającego się gorzką czekoladą. Przyzwoity dram jak na obecne warunki 4/10. Oprócz młodych był jeszcze wiekowy cask benriach 1976 #5462, warty uwagi i bardzo przystępnie wyceniony, pozycja godna, 6,5/10. Zaraz obok równie nobliwy równolatek z Glenglassaugh. Oprócz tego cały zestaw Single Casków z Glendronach (z których większość będzie w nadchodzącym, obszernym przeglądzie), Springbanki 25yo i 10yo Local Barley i kilka Japończyków z Chichibu i Shinshu Mars.

Artur i jego Loża Dżentelmenów wystawiali trzy caski, przy których pośredniczyło M&P. Glen Scotia bardzo trawiasta, a tak to przyjemny burbon, 4/10. Inchmurrin 2003 pachnie słodowo, słodko i sauternowo. Może trochę za dużo alko, ale są intensywne rodzynki na finiszu, drewna jest sporo, całość na plus. 4/10. Czekamy na kolejne zapowiedziane wypusty – Benromach, Tobermory i Craigellachie.

Diageo pojawiło się z niepełnym portfolio DSR, ale i tak było z czego wybierać. Elegancka Brora 34 spokojnie zgarnęła tytuł najlepszej butelki tego dnia. Elegancja, odpowiednia intensywność, jakość, no ale nie ma tu tego pojedynku morskości i łagodności co rok temu. Bardzo uporządkowana i dostojna, 8/10. Blair Athol 23yo to z kolei niesamowicie intensywny bourbon, niemal koncentrat; miody, orzechy, wrzosy, gryka, owsianka, akcenty słodowe i ziarniste. Odrobinę alko wychodzi, ale jest naprawdę dobrze. Dram porządny, wszystko tutaj się dzieje na dużej intensywności, 6,5/10. Teaninich 17yo to z kolei klasyka burbonu, ale z fajnym, metalicznym posmakiem, 5,5/10. Oprócz tego jeszcze Glen Elgin, Lagavulin 12yo, Talisker DE, zestaw Classic Malts, Singleton i Johnnie Walkery.

Jeżeli chodzi o stoisko Loch lomond/Inchmurrin/Glen Scotia, to już sami się trochę gubimy w sporej ilości butelkowanych przez M&P  single casków i trochę nie wiedzieliśmy, które już piliśmy, a które nie. Nowością był na pewno Loch Lomond 17yo Organic. Bardzo fajnie, że zabutelkowany w CS, a poza tym dram po prostu przyzwoity, tłusty i dość intensywny, choć ostrawy. Próbowaliśmy jeszcze Inchmurrin 2003 16/303-3,  żeby sprawdzić, czy dorówna nadspodziewanie dobre beczce Inchmurrin 2003 160-3.  Było ok, ale już bez takiego zaskoczenia jak wtedy.

Stoisko Kilchoman niestety w tym roku nie uraczyło nas specjalnym single caskiem na W&F, a szkoda, bo te pozycje prezentowały się bardzo udanie. Były oczywiście wszystkie caski zeszłoroczne. Zamiast tego z nowości mniejszych lub większych były dwie pozycje z serii wine cask. Ostatni dodatek do serii to Red Wine Cask, zadziorny, chropowaty, taniczny, ale przyjemnie intensywny. Po prostu dla fanów tego typu beczek, 4/10. Nowsza edycja to Port cask 2018, a więc seria zatacza koło i znów po czterech latach mamy beczki po porto. Dziwny różowy kolorek, smak bez fajerwerków w stosunku do poprzednika.

Nie myślaleliśmy, że jakieś zaskoczenia spotkają nas nas stoisku West Cork, a tu proszę. Puryści pewnie łapią się teraz za głowy. Dwie edycje Peat Charred Cask i Bog Oak Charred Cask, czyli whisky z beczek opalonych odpowiednio torfem i dębem bagiennym wniosły coś ciekawego. Peat charred cask – niecodzienna, mocna ziołowość. Poza tym daje radę, zaskakująco złożona, przyjemna, 3/10. Bog charred cask – jeszcze wiecej ziół, wręcz jakby ktoś nakropił absyntu do drama whiskey. Poza tym też nie ma się do czego przyczepić, mimo tych dziwnych smaków dalej balans i pewna irlandzka łagodność, a więc wszystko wyważone i nieprzegięte. A co tam, dajmy 4/10. Może trochę na wyrost, ale te whisky przyjemnie wzięły nas z zaskoczenia.

Jeżeli chodzi o Bunnahabhain to portfolio jest nam doskonale znane, jakość podstawowej 12yo z begiem czasu nie spada. Nie pojawiły się edycje 18yo i 25yo, ale jest nowa limitowana wersja PX Finish. Wiemy jak dobre potrafią być młode caskowe Bunny z beczek po sherry. Tutaj też nieźle, Dużo PX, gładko, kremowo, z motywem morskim, ale też i nieco zadziornie. Bardzo miło 5/10.

Portfolio Irishman próbowane kiedyś wydawało mi się strasznie na jedno kopyto. Wszędzie dominowało jabłko w różnych postaciach. NIespodziewanie pojawiła się nowa wersja. CS, 17 lat, beczki po sherry, a więc obiecująco. Jest faktycznie ten wpływ beczek, cream sherry, delikatnie jak na Irlandczyka przystało. Dobrze, ale trochę bez jaj. 3,5/10.

Longrow RED, zwłaszcza edycję Pinot Noir, zapamiętałem jako torfowo-winny zajzajer. Bardzo intensywna whisky o kredowo-mineralno-tanicznym charakterze. Wpływ czerwonego wina był aż zbyt intensywny. Najnowsza edycja Cabernet Franc była z kolei zdecydowanie za grzeczna. Nastawiliśmy się na coś innego i w rezultacie kompletnie rozminęliśmy się z tą whisky. ok 3,5/10, ale w sumie dobrze by było ponowić podejście.

Na stoisku LVMH spróbowaliśmy nowej Glenmorangie Spios, której korzenność trochę przełamuje smukłość i nijakość młodszych destylatów z Glenmo. Nad tym tematem także pochylimy się niedługo w całkiem sporym przeglądzie Glenmorangie.

 

Malternatywy

No bo musi być coś z innej beczki. Było Whisky, teraz czas na Friends.

Bardzo lubimy wracać do stoiska Oporto. Zawsze warto spróbować starych porto za ostatnie kilka złotych. Jeśli spojrzymy na słuszny wiek tych win, to ceny wydają się zawsze bardzo atrakcyjne. Mi szczególnie zapadło w pamięć rocznikowe porto colheita 2003.

Sherry i brandy z Real Tesoro debiutowały w M&P już na jesieni, ale warto je przywołać na naszym nieszczęsnym sherrowym bezrybiu. Poza tym w maju Aleksander jedzie do Jerez i w Tesoro też będzie!

Caribou Crossing czyli whisky single barrel z Kanady.  Jedyny próbowany do tej pory single cask z kanady był paskudny, ale Caribou Crossing okazało się proste, słodkie, przyjemne i bardzo pijalne.

Flagowa marka rumów u M&P w końcu doczekała się Onyxa, którego próbowaliśmy już na festiwalu we Wrocławiu i który w końcu trafił do sprzedaży. Oprócz tego dostaliśmy też podobną wersję Gran Anejo, czyli Gran Anejo Dark. Duży przegląd rumów też będzie niebawem na blogu 😉

Rocznikowe koniaki i armaniaki próbowaliśmy już na wcześniejszych edycjach, ale niezmiennie są to rzeczy warte uwagi.

Jak zwykle nie starczyło czasu, by spróbować wszystkiego. Nie zgłebiliśmy reszty rumów, bourbonów, madeiry i niektórych whisky. O bardziej niszowych alkoholach już nawet nie wspominamy.

Wnioski

Whisky&Friends powolutku idzie do przodu. Jest więcej ludzi, jest więcej wystawców, jest więcej lepszych butelek do wypicia. Złośliwi powiedzą, że to w dalszym ciągu event promocyjno-handlowy jednej sieci niż prawdziwy festiwal. No tak, ale też nie ma co drzeć szat z tego powodu. W dalszym ciągu widoczny jest brak niezależnego rozlewu z wiekszą selekcją, ale też i M&P za każdym razem stara się przedstawić coraz więcej potencjalnie ciekawszych rzeczy, zapraszać gości i kooperantów. Przy pierwszej edycji butelki starsze bądź w CS dało się liczyć na palcach, a teraz spokojnie można było naliczyć takich pozycji kilkadziesiąt.

Rosnąca frekwencja na pewno wymusi dalsze poszerzanie oferty o lepsze pozycje i nowych wystawców, ale dobrze by też było, żeby wymusiła zmianę miejsca. Jak już wcześniej pisałem, to chyba ostatni raz, gdy spotykamy się na Okęciu. Te sale więcej nie zmieszczą. W tak pięknej wiosennej aurze można się przecież pokusić o wyjście trochę na zewnątrz, dodanie strefy cygarowej, cateringu.

 

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *