Po obejrzeniu destylarni Partida udaliśmy się do drugiej destylarni na terenie miasteczka Amatitan. Wizyta w destylarni Herradura była drugą tego dnia, a jeszcze czekały na nas umówione toury w Santiago de Tequila.

Wcześniejsze artykuły o meksykańskich alkoholach, rodzajach tequili, jak pić tequilę i procesie produkcji są w działe Na Początek, Wszystkie wcześniejsze relacje z wizyt w destylarniach są w dziale Relacje- Podróże.

Amatitan nie jest szczególnie wielką mieściną i pieszo z Partidy do Herradury idzie się około 10 min. Mieliśmy nawet trochę więcej czasu trzeba było go jakoś wytracić po drodze.  Padło na miejscowy cmentarz.

Zaciekawiło nas przede wszystkim, że cmentarz, jak wszystko w meksyku, był bardzo kolorowy oraz bardzo „nietypowe” wykończenie grobów glazurą. O wszechobecnym w Meksyku JP2 już nawet nie wspominam (tak, dla nich to też ostatni prawdziwy papież:))

Historia Destylarni Herradura sięga początków XIX wieku. W 1826 ks. Feliciano Romo wybudował wielką posiadłość i nadał jej nazwę Hacienda del Padre. W 1858  ojciec Feliciano przekazał Haciendę w ręce swojej córki chrzestnej – Jozefy Zalazar. W 1866 Jozefa musiała wskutek ogromnych długów przekazać większość Haciendy jej dotychczasowemy zarządcy Felixowi Lopezowi. Po 4 latach Lopez Przejął całość Haciendy wraz z destylarnią i przemianował ją na Hacienda San Jose de Refugio (ta nazwa obowiązuje do dziś). W tym samym roku zarejestrował także destylarnię i to właśnie data 1870 jest na etykietach tequili Herradura.  W 1928 zostaje zarejestrowana marka Herradura. W 195o destylarnię przejęła Gabriela de la Peña, pod której rządami destylarnia przeszła w 1963 gruntowną modernizację i uzyskała kształt i wielkość którą ma do dziś. Stara destylarnia została zachowana w stanie nienaruszonym jako muzeum. W 2007 roku destylarnię kupił koncern Brown-Forman za oszałamiającą kwotę 776 milionów dolarów.

Destylarnia jest prawdziwym molochem. Przynależności Haciendy ciągną się aż po horyzont na powierzchni ponad 50 akrów. Na ogromnym terenie oprócz samej destylarni znajdują się także mieszkania i domu pracowników, szkoła dla dzieci, boiska część upraw, szklarnie z doświadczalnymi uprawami. Zatrudnienie to, bagatela, 1200 osób.

No to zaczynamy kolejne zwiedzanie.

W destylarni Herradura zwiedzanie wyjątkowo rozpoczęliśmy nie od pieczenia jak w poprzednich destylarniach, ale od demonstracyjnego poletka agawy, gdzie pan Jimador szpadlem coa demonstrował obieranie agawy. Trzeba przyznać, że skubany robił to jak automat.

Następnie piece. Jest ich tak dużo, że stanowią oddzielny budynek. Na rozległym dziedzińcu leżą ogromne sterty pociętej agawy, a piece ładuje się koparkami. Herradur to moloch, ale nawet w takim molochu można było postawić na tradycyjne stare piece do pieczenia agawy, a nie na autoklawy.

Po drugiej stronie pieców instalacja do mielenia i zbiorniki na miel de agave (syrop  z agawy)

Czy wspomniałem już że Herradura to moloch? Destylarnia jest wielka do tego stopnia, że sok z agawy przepompowuje się do następnego budynku, w którym jest fermentacja, rurociągiem. Fermentownia to kolejny oddzielny budynek. Pod tym arkadami kryją się dziesiątki tanków fermentacyjnych (przypominam, że w sąsiedniej destylarni Partida były 4 tanki).

Rzędy wypolerowanych alembików z nierdzewki świecą się jak psu …oczy w nocy. Największe szkockie molochy produkujące whisky słodową mogłyby się zarumienić, bo tutaj w kilku halach alembików jest 57 (tak, pięćdziesiąt siedem)! Z drugiej strony jednak destylarnia nie posiada kolumny destylacyjnej i nawet tańsze wersje tequili robione są w alembikach. Alembiki ogrzewane bezpośrednio płomieniem. Znów, niby moloch, a jednak tradycyjne.

Destylarnia, jak już wcześniej wspomniałem była zmodernizowana w 1960 roku, jednak nowe urządzenia nie zastąpiły starych. Cała stara destylarnia została zachowana i dziś służy za muzeum.

Jeszcze hala z nowoczesną automatyczną linią do butelkowania.

Na koniec touru była oczywiście degustacja  wersji  blanco i reposado tequili El Jimador i Antiguo. Nie zapadły mi w pamięć zupełnie. Na szczęście pozwoliłem sobie na dopłatę do touru i dodatkowe spróbowanie flagowej linii destylarni, czyli Herradura (z Extra Anejo włącznie).

 

Herradura plata:

Nos: niezły, ostrawy, ananas, pieczona agawa
Smak: ostra, świeża, czysta, ananas i agawa
Finisz: lekki, przyjemny.

Wnioski: Moja pierwsza tequila typu plata. Ot taka trochę zmiękczona Blanco.

 

Herradura reposado:

Nos: miel de agave, paluszki, miód akacjowy, trochę cytrusów
Smak: słodka, trzcina cukrowa, pina, lekkie drewienko
Finisz: średnio długi, ostrawy
Wnioski: Niezła i słodkawa. Dobry przedstawiciel swojej kategorii. Ale przyjechałem tu pić añejo

 

Herradura añejo:

Nos: ananas z puszki, gotowana agawa, landrynki, kwiaty
Smak: ananas surowy, landrynki, lekko sosnowy, anyż
Finisz: niezły, słodki, tostowane drewno, lekko gorzki
Wnioski: Bardzo fajna, taka „nowoczesna” Tequila. Herradura Anejo jeszcze będzie dokładnie opisywana przy okazji testu tequili añejo

Herradura seleccion suprema:

Nos: gładki, szlachetny, owoce, zamsz, lekkie miody, jakieś rzemyki, trochę starego polerowanego drewna, liczi, świeży ogórek, brzoskwinie i jakieś kwiecie. Zapach bardzo elegancki, ale dość dyskretny i trzeba go trochę ciągnąć.
Smak: słodka, gładka, lekko popiołowa, tostowa, koniakowa, pieczony ananas, brzoskwinie, delikatne miody, waniliny. Smak bardzo gładki i szlachetny, ale trochę za mało ciężaru.
Finisz: gładki, nawet długi, wytrawne drewno, przechodzi w lekko słodkawy, wanilia
Wnioski: bardzo gładka, może niezbyt skomplikowana ale bardzo smaczna i elegancka w odbiorze. Przy okazji też bardzo pijalna. Mógłbym wciągnąć butelkę na jedno posiedzenie. Bardzo dobra.

W następnych odcinkach szerzej przyjrzymy się miasteczku Tequila i znnajdujących się tam destylarniom.
Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *