Normalnie wytwory domowej sztuki gorzelniczej leżą poza zakresem moich zainteresowań. To jest jednak wypadek szczególny. Osoba, która wytworzyła owe cuda zdążyła już zabłysnąć wśród wspólnych znajomych swoimi produkcjami i zyskała sobie status magika-alchemika. Czy słusznie?

Bardzo się ucieszyłem gdy Aleksander vel Neptune zaproponował mi udział w degustacji trunków wykutych przez Pana Hobbystę (duże litery jak najbardziej celowo).  Słyszałem już wcześniej wiele bardzo pochlebnych recenzji jego wyrobów, głównie w szczecińskim środowisku BestOfWhisky, a on sam wręcz imponował wiedzą na temat destylacji i produkcji alkoholi starzonych. Bardzo chciałem poznać tę osobę i jej wytwory. W końcu się udało (niestety same wytwory, poznanie autora jeszcze przede mną)

Atmosferę niezdrowej ekscytacji skutecznie podkręcał sam Hobbysta, instruując abyśmy nie bali się zestawić jego produktów z dobrymi ok 20-letnimi whisky, starymi bourbonami, dobrymi koniakami, najlepszą tequilą, karaibskimi rumami itd. Dodatkowo zachęcał żebyśmy nie bali się krytyki. To jest odwaga i pewność siebie!

Zasiedliśmy więc w niedzielny poranek do niemałej baterii próbek Hobbysty i jeszcze większej baterii próbek porównawczych.

p_20161030_155310_mt

Zakres obiektów testowych obejmował:

  • francuską brandy 46%
  • Armagnac 54%
  • Whisky z beczek po sherry 58%
  • Whisky torfową 62,5%
  • Starkę 54%
  • Rum 57%
  • Tequilę 53%
  • Bourbon 54%
  • Grappe 53%
  • Calvados 53,5%
  • Mioduchę 53%
  • Śliwowicę 55,5%

Wszystko z wyjątkiem brandy w cask strenght,  więc wyglądało to bardzo obiecująco. Zgodnie z zaleceniami obiekty porównawcze zostały wybrane bardzo godne. W niektórych przypadkach wyciągnęliśmy z szafek najlepsze co mamy.

Zaczynamy

French Brandy 46% vs Koniak Monnet VS

p_20161030_123524_mt

Podstawowy Koniak Monnet VS posłużył za rozbiegówkę do przepłukania ust. Młody koniak, zwykły, niewiele odstający od świeżego destylatu. Zielony, świeży, dość pieprzny, zupełnie nieułożony, lekko tostowy i dużo alkoholu. Nic szczególnego  ok. 1/10

Nos: dojrzały, dużo opiekanego drewna, ale to dalej destylat winogronowy, rodzynki, likiery, wanilia, trochę swiezych nut patykowych i sianowych.
Smak: dużo wanilin, rodzynki, drewniana pikantność, trochę alkoholowa, spora paloność, mydlaność. już nie jest taki ciekawie jak w zapachu, pojawiają się nieciekawe akcenty, czuć trochę młodość pod spodem.
Finisz: dość długi, wanilia, kreda, rodzynki.
Wnioski: dobre, poziom prawie XO. Zaczyna się ciekawie. Duży wpływ drewna, trochę mniejszych wad. Za dużo nie mogę powiedzieć, bo tematyka brandy w wydaniu francuskim jest mi trochę obca. Brandy dobra i pobiła w przedbiegach podstawowy koniak. to by trzeba było zestawić z jakimś dobrym XO, który ma dużo drewna. 2,5-3/10

Armagnac 51%

 

Armaniaku niestety nie meiliśmy do pary. Zestawienie z Brandy De Jerez Gran Duque D’Alba XO było zupełnie bezcelowe. Owa Brandy zresztą doczeka się oddzielnej notki bo bardzo ją lubię.

Nos: aromatyczny, kręci w nosie, ale dość smukły. Gładki ale prosty w zapachu. stare drewno, strych, kurz, zwietrzałe, trochę zapleśniałe rodzynki, susz na kompot, lody malaga, bakalie. Jest ciekawie.
Smak: gruby i dość mocny, spójny, zwarty, ale ciężko się doszukać konkretu, jakiegoś wyróżnika, który by wychodził przed szereg. Dużo ciała. Lody waniliowe, malaga, bakalie, suszone morele, lizaki choinkowe i spora pikantność. Wszystko w towarzystwie mocno tostowanego drewna.
Finisz: trochę kuleje, alkoholowy, grzejący, mydlany, owocowy.
Wnioski: gruby smak. Spójny, ale ciężko się czegoś doszukać. Trochę prosty. akcenty strychowe czy spleśniałych rodzynek wcale nie rażą, a wręcz dodają charakteru. ok 3,5/10

Whisky Sherry Cask 58% vs Glengoyne 1999 MoS vs Glenlossie 1975 G&M

Jpeg

Przechodzimy do meritum, absolutnego centrum naszych zainteresowań i tego po co się tutaj spotkaliśmy. Brandy i Armagnac były tylko wprawką, a teraz to już na poważnie. Od razu dało się wyczuć, że Glenlossie to jednak nie ta sama liga i bez najmniejszego problemu jej agresywna sherrowość i bezkompromisowy charakter by zrównały konkurencję z ziemną. Osobna notka także wkrótce. Glengoyne adekwatny wiekowo został źle przez nas dobrany pod względem profilu. Miał raczej łagodny, miękki, gładki i deserowy charakter. Tymczasem od Hobbysty dostaliśmy…

Whisky Sherry Cask 58%

Nos: zapach dość kwaśny, oloroso, może nawet palo cortado. W każdym razie jest duża kwasowość, którą ja lubię. Jesienne owoce, wiśnie, jarzębina, żurawina do mies. Dalej zapach zaczyna trochę kuleć, zielone patyki, trochę nafty, trocin, kociej kuwety. po dłuższej chwili wraca do normy,  wychodzą jakieś słodkie nuty, olejek migdałowy, serniczki, rodzynki.
Smak: mocna młoda sherrówka, jak nastoletni Glendronach. Ostre sherry, kwaśne owoce, dalej te żurawiny i jarzębiny do mięs, siarka, proch, trochę goryczy. Z woda gładziej, bardziej słodko, syrop cukrowy, jakieś melasy, świeże zielone liście tytoniu, goryczka utemperowana, trochę mineralności. Potem trochę kakao i kawy, popiołu, jakichś farfocli z dna beczki.
Finisz: dość gładki, sherry, stara klepka z solery, gorzkie kakao.
Wnioski: toż to prawdziwy Glendronach. Zapach trochę kuleje, smak dość specyficzny, który trzeba lubić, ale to jest ten smak który lubię. Jest moc, jest magia. Whisky trochę niedomaga w zapachu, potrzebuje czasu żeby się rozwinąć, ale byliśmy absolutnie oczarowani jej charakterem. Jakieś młode nuty mogące zdradzać jej prawdziwe pochodzenie były niemal niewyczuwalne i na ślepo pewnie by zostały pominięte. 5/10 Klasa i najlepszy produkt Hobbysty. Gdzie można zamówić butelkę albo od razu karton? In your face Kavalan!
Do Glenlossie startu nie było, natomiast z Glengoynem whisky Hobbysty  toczyła wyrównany bój i chyba nawet wyszła zwycięsko.

Whisky Peated 62,5% vs Ardbeg Uigeadail (2008) vs Caol Ila 30 DSR

p_20161030_143631_mt

Znowu nie trafiliśmy z doborem whisky porównawczych. już w zapachu poczuliśmy, że whisky Hobbysty należało zestawić z nastoletnim Lagavulinem. NIe przeszkadzało nam to w docenieniu tej whisky ani trochę.

Recenzja Ardbega Uigeadail 2008 na blogu już była.

 

Whisky Peated 62,5%

Nos: ostry torf, końskie lajno, stajnia, palenisko, majeranek, trochę mineralności. Z czasem ten torf robi się bardziej mokry,aromat robi się gładszy, olejki do ciasta, migdały, łodygi, ciastka maślane, słone paluszki. jest dość młodo, nastoletnio. Zbliżony do nastoletniego Laga. Tutaj aromat ani trochę nie kulał, od razu pokazał pełnie potencjału, z czasem trochę ewoluując w gładszą stronę.
Smak: ostry, suchy torf, palenisko, żeliwo, stajnia, zioła, sól, mineralność, popioły, przypalony spod ciasta, palony karmel, malizna. z wodą bardziej siano, wióry. Potem amalgamat dentystyczny, akcenty medyczne i na koniec wychodza te młode nuty.
Finisz: dosc długi, sucho torfowy, nieco medyczny.
Wnioski: młody Lagavulin jak nic. Coś w okolicach 12yo CS, możne ciut więcej. W każdym razie bliżej mu do tych wcześniejszych edycji 12 CS, takich suchych, bardzo oschłych, mających mniej ciała, bezkompromisowych. Whisky dobra, trochę wyłażą z niej te młode akcenty. 4,5/10, zresztą podobny stosunek i ocenę mam właśnie względem Laga 12 CS, co niech będzie dodatkową pochwałą dla autora.
Caol Ila, 30yo, DSR, 55,1%
Zdecydowanie za wysokie progi. Znów nas poniosła fantazja, ale kto bogatemu zabroni.
Nos: gładki, ułożony torf, wędzonka, delikatnie solanka, rolada ustrzycka, oscypki, ciepły bukowy dym, ale też i pudding waniliowy, słodycze, cynamon. Dalej akcenty mineralne, paluszki z sezamem, budyń. zapach nienagannie ułożony, bardzo spójny i zwarty
Smak: słodka, stary ciepły torf, piankowy puszysty sernik, migdały, prażone orzechy, słodycze, schoko-bananen, laski wanilii. dalej wychodzi troche cytrusow, vibovit, galaretki makarena. Trochę ciemniejszych nut. pod koniec jeszcze trochę akcentów dymnych i trochę pasty podłogowej.
Finisz: srednio dlugi. słodki, cukrowo-miodowy i delikatnie torfowy.
Wnioski: piekna, bardzo rowna i dobrze skomponowana CI, koherentna i bardzo monolityczna. Zdecydowanie najlepsza CI jaką piłem. ale też cholernie brakuje w niej czegoś więcej, aż by się chciało, żeby to była whisky wybitna, robiąca piorunujące wrażenie, ale tak niestety nie jest. tylko 7/10 i strasznie szkoda, że nie więcej.
Tutaj whisky Hobbysty wyraźnie przegrała z obiema kontrpropozycjami, ale trzeba jej przyznać, że walczyła dzielnie i pięknie i poległa z honorem.
O Starce będzie w oddzielnym artykule wraz z krótką historią starki już niedługo…

Tequila 53% vs Arette Gran Clase

p_20161030_180555_mt

Tequila to ciężki kawałek chleba i mało kto tequilę rozumie. Mało kto też pił dobre tequile Anejo i Extra Anejo. Producenci tequili i jej koneserzy wskazują przede wszystkim na to, aby świeży charakter destylatu był możliwie zachowany, nawet w starszych wypustach, żeby te nuty miodu z agawy, pieczonych ananasów, mentolu, kamfory, świeżego igliwia, aloesu były zachowane. Dlatego też w Jalisco królują wielokrotnie napełniane beczki, przeważnie po kanadyjskiej whisky i kaliforniskich winach.

Arette Gran Clase koledzy z BOW ocenili niegdyś jako bimber. No trudno. Tequila ma bardzo świeży charakter. Zapach aż bucha świeżością i wigorem. W smaku i zapachu oczywiście króluje pieczony ananas i równie pieczone cytrusy, miel de agave, lekkie melasy, nuty igliwia, ziół, gałki muszkatołowej, anyżu, delikatnego pikantnego drewna. W języku angielskim jest na to słowo – Vibrant, które nie ma dobrego odpowiednika w jęz polskim. Szerzej o Tequili i samej Arette Gran Clase wkrótce na blogu.

Tequila 53%

Nos: zapach ociężały i zmęczony, taki bardzo zleżały. przepieczony ananas, syrop z trzciny, zwietrzałe przyprawy, wanilina, syrop na kaszel. Nie ma tutaj ani grama wigoru i świeżości. bardzo niewiele aromatów przebija się przez zmęczone, jałowe drewno.
Smak: W smaku już jest lepiej, pieczony ananas, ciemny syrop z agawy, przypalony karmel, zioła, szałwia, stare drewno, kmin rzymski. Z woda bardziej pikantne. Smak niestety bardzo zamknięty, zwietrzały, rozwija się bardzo powoli. Jest ta obiecana stara tequila, której byłem tak bardzo ciekaw, jest kilka bardzo fajnych akcentów.
Finisz: słaby, karmelowy i trochę jałowca
Wnioski: mało świeżości, charakter tequili kompletnie pokryty drewnem, ale gdzieś pod spodem jednak jest. Destylat bardzo zwietrzały i z anemią charakteru. Pod względem dużego wpływu drewna przypomina trochę tequilę El Ultimo Agave Anejo z destylarni Partida. 2,5/10.
Bardzo fajnie wypada blend Gran Clase i tequili Hobbysty. Ma charakter i ciężar, nie przytłacza starym zmęczonym drewnem tak bardzo. Ciężko tutaj powiedzieć, czy produkt Hobbysty przegrał z prawdziwą tequilą.

 

Rum 57% vs Caroni 1996 High Proof

p_20161030_183840_mt

Ja w przeciwieństwie do Aleksandra zacząłem od Caroni.

Caroni 1996 high proof, 52%

Nos: żywy, lotny i trochę świdrujący, kwiatowy, melasowy, sezamki, tostowane drewno, trochę syropu z brązowego cukru, jakiś lateks, guma, i tyle.
Smak: gruby, cukrowy, melasowy. Dalej goździki, sok multiwitamina, kwasowość, owoce egzotyczne, liczi, mango, guawa. Dalej lizaki choinkowe, wanilina, sporo różnych cukierków.
Finisz: cukrowy, melasowy, lekko przypalony .
Wnioski:  fajny rumik, ale trochę brakuje mu ciężaru. 3/10 może nawet 3,5/10, ale już pijałem lepsze, nawet ostatnio na WLW.
Rum 57%
Nos: mocno zwietrzały, tektura, syrop cukrowy. Tutaj już osiągnęliśmy apogeum leniwego, zleżałego zapachu, o który trzeba się niemal prosić, a i tak nic w nim nie ma.
Smak:  tez mocno zwietrzały, cukrowy,  stare kilkuletnie lizaki choinkowe, alkohol, trochę taniej drewnianej goryczy.
Finisz: cukrowy, lekko gorzkawy.
Wnioski: słabo, nie chce mi się nawet komentować. Bardzo zwietrzały i bez smaku. Nie wiem czy to leniwe i wyschnięty drewno czy stara melasa, ale coś tutaj ewidentnie nie pykło. Bardzo szkoda. 1,5/10.

Burbon 54% vs Noah’s Mill

Specjalistą od bourbonów nie jestem i najlepsze co piłem do tej pory to Bookers i Bakers, ale destylaty kukurydziane mi nie przeszkadzają.

p_20161030_191538_mt

Noah’s Mill 57,5%
Nos: rozpuszczalnik, słodycz, dynia i gruszka w occie, kukurydza, lekkie miody, kwiaty, waniliny.
Smak: miody, melasa, troche nut słodszych, rozpuszczalnik, aceton, ogórki i patisony w occie, nic szczególnego, ot kukurydzianka w casku.
Finisz: krotki i słodko-melasowy.
Wnioski: Po prostu niezły bourbon, ale to tylko kukurydzianka, wulgarna i prosta, tyle, że starsza i w casku. 2,5/10

Burbon 54%

Nos: tutaj problem leniwego zapachu aż tak nie doskwiera, te wszystkie lotne rozpuszczalniki, octy i acetony dzielnie windują aromat ku górze. Jest większa ilość drewna, wszystko jest dojrzalsze, mocno przypieczone, ale bourbonowe nuty jak najbardziej są, rozpuszczalnik, pomarańcze, waniliny.
Smak: Również w smaku jest wyraźniejsza głębia i po prostu taka klasa i większe ułożenie nie licujące trochę z naturą wulgarnego bourbona. Dużo tostowanego drewna, przypalone ciasto, karmele, werniks, bejca. Dopiero później, trochę z tyłu gruszki, ogórki w occie i dawka pieprzności.
Finisz: stare drewno, wanilia i spora pikantność
Wnioski:  Wyszło za dobrze jak na bourbon. Ten wulgarny charakter przaśnej kukurydzianki został tutaj spętany tym starym drewnem. Jest bardziej elegancko, ale też chyba mniej bourbonowo. Kto by pomyślał, że będę marudził, że jest za dobrze. 3/10

Honey 55% vs Miodula prezydencka

Jpeg

Miodulę prezydencką należałoby w ogóle pominąć. Sztuczne aromaty gumowe, chińskie trampki, stare sparciałe materace dmuchane z PRLu, stare dętki i opony rowerowe wyrzucone na dzikie leśne wysypisko. Wszystko skąpane w tanim miodzie pszczół dokarmianych cukrem. To jest 0/10. Producent tego gówna powinien być ścigany za obrazę urzędu prezydenta.

Honey 55% to z kolei zupełnie inna para kaloszy. Pachnie bardzo ładnie, świeżym pełnym miodem wielokwiatowym, dużo wanilin, drewno nie jest tak natarczywe. W smaku podobnie. Trunek imponuje swoją pijalnością, mógłbym to sączyć cały wieczór. Nie jest to jednak trunek degustacyjny, chociaż ma drugie dno i smak jest dość głęboki. W sklepach też próżno szukać dla niego konkurencji, bo wszystkie krupniki, kraftowe nalewki i inne cuda się do tego nie umywają. Tak szukając w pamięci to chyba krupnik Czajkusa mógłbym do tego przystawić bez wstydu.

Grappy, Calvados i Śliwowicę pominę, bo nie jestem kompetentny, a i notatki z tego się już nie chciały robić. Odsyłam do Relacji Aleksandra na BestOfWhisky.

Podsumowanie

Najważniejsza jest oczywiście whisky. Ta zawodu nie sprawiła ani trochę. Obie whisky były bardzo dobre jak na wyśrubowane szkockie standardy. Obaj doszliśmy do wniosku, że jeżeli te whisky zaserwowano by nam w ciemno, to nigdy by nam nawet przez myśl nie przeszło, że zrobił je polak w szopie :). Whisky nie cierpią tak jak inne destylaty od Hobbysty Alchemika na zmęczenie i zleżenie. Zapach nie jest leniwy, mogą je co najwyżej zdradzać jakieś młode nuty gdzieś w tle. Nie będzie też przesadą stwierdzenie, że jest to najlepszy alkohol jaki kiedykolwiek zrobiły polskie ręce (jeżeli oczywiście przyjmujemy, że single malt whisky jest najdoskonalszym gatunkiem alkoholi). Nie ma tutaj mowy o poklepywaniu po plecach jak w przypadku Kozubów, Piaseckiego czy Wolfa i powtarzaniu, że jest potencjał. Ta whisky jest tu i teraz dobra, a nie może kiedyś. Czy mógłbym kupić karton tego „Glendronacha”?

Do fajnych też trzeba zaliczyć brandy i armaniak, które są dość żywe, nie cierpią na przedwczesną starość i zmęczenie. Na duży plus także bourbon, który jednak jest trochę za mało bourbonowy, a trochę zbyt szlachetny i kulturalny. Niekiedy nie zawsze więcej drewna i dojrzałości to lepiej.

Słabiej z kolei z tequilą i rumem. Trunki miały jakieś ewidentne problemy. Były zbyt stare, zbyt jałowe, zbyt zwietrzałe, bez aromatu i z dość głuchym smakiem.

Ogólnie wszystkie trunki Hobbysty wykazują mniejsze i większe niedostatki w zapachu. Nawet whisky, które nas zachwyciły potrzebowały chwili żeby rozkręcić się w zapachu, a w innych trunkach zapach był wręcz przeraźliwie zapadnięty. To jest coś co trzeba podkręcić.

Jeżeli też się szuka bardzo na siłę, to można się doszukać tych młodych nut zdradzających niski wiek destylatów zamaskowanych pod potężnym wpływem drewna,  ale na ślepo i bez sugestii pewnie byśmy to przeoczyli zupełnie.

Z życzeń i próśb to dołączam się do Aleksandra i proszę o zrobienie sherry cask peated. Tutaj na pewno będą kolejne rekordowe oceny 🙂 Widać też, że Hobbysta dobrze radzi sobie z winogronami, więc ja osobiście bym chciał Brandy de Jerez, taką głęboką, bardzo wytrawną, ściągającą i popiołową starą Gran Reserva.

Bardzo dziękuję za możliwość spróbowania i życzę dalszej owocnej pracy 🙂

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.