Taka nazwa felietonu to niechybnie znak, że coś mi podniosło ciśnienie. I owszem, a gdy pomyślałem o tym głębiej, wyszło, że rzeczy irytujących jest znacznie więcej. A ciebie, co ostatnio zdenerwowało?

Katalizatorem tego całego wpisu był jeden krótki post na facebookowej grupie „Whisky/Bourbon okazje cenowe”. Post zawierał jedynie 7 słów i wyglądał tak: „Witam i dziękuję za przyjęcie do grupy”. No coś we mnie pękło i już chciałem napisać krótki post na naszej stronie, ale po chwili ochłonąłem i zacząłem myśleć, przypominać sobie kolejne rzeczy, które człowiek już przestał zauważać, jak jakąś upiorną odmianę ślepoty reklamowej, a które podnosiły ciśnienie regularnie. Jak się tak porządnie pokopało w pamięci, to z tego zrobiła się cała poniższa lista. A najgorsze, że jak się tak zastanowić, wszystkie te rzeczy wydarzyły się na przestrzeni ostatniego tygodnia.

Należy jednak zawczasu zaznaczyć, że nie jest to tekst przeciwko grupom na Facebooku jako takim. Są one świetnym miejscem do pogłębiania wiedzy, rozszerzania zainteresowań i dzielenia się doświadczeniami. Trawi je jednak choroba pod postacią poniższych zachowań, i to właśnie zwrócenie uwagi na ten aspekt jest celem tego felietonu. Mam wrażenie, że sporo osób jest poniższymi rzeczami poirytowanych, więc ktoś to w końcu musiał napisać. Może ktoś po dzisiejszej lekturze zacznie aktywnie sprzeciwiać się jakiemuś bezsensownemu zachowaniu, a ktoś inny, upomniany, nawróci się na ścieżkę prawości 😉 Dlatego też darujcie sobie komentarze typu „to po co tam siedzisz?”, „wypisz się, droga wolna”, „jak się nie podoba, to zrób lepiej” itd…

1. Witam i dziękuję za przyjęcie do grupy 🙂

Z racji dzisiejszej przygody, nic innego nie mogło się znaleźć na pierwszym miejscu…

Senny, cichy, wtorkowy poranek. Robię sobie na śniadanie tosty, obok leniwie paruje poranna herbata. Jak codziennie przed pracą, odpalam facebooka, może coś ciekawego się działo przez noc na świecie. A tu jakbym nagle dostał obuchem przez łeb. Jeden z drugim musi się przywitać i jeszcze koniecznie podziękować za dopuszczenie go do kolejnej grupy. Nie przyjdzie do głowy, że taki wpis nie wnosi absolutnie nic; że codziennie do tej samej grupy jest przyjmowanych kolejnych kilkadziesiąt osób i jakby każdy się tak serdecznie witał, to miejsca na dyskusje zostałoby tyle co nic.

W tym miejscu pochwalić należy grupy piwne, gdzie w każdej jednej, żelaznym punktem regulaminu jest zakaz postów powitalnych.

2. Promocje z dupy

Nieodłączny element wszelkich grup poświęconych przecenom, promocjom, okazjom. W osiedlowej biedronce jest promocja na czerwonego jasia? Trzeba wrzucić! Pani Jadzia z warzywniaka za rogiem wystawiła jakiś no-name’owy Burbon za 39,99? Koniecznie cała Polska musi o tym wiedzieć! Już rzucam wszystko i jadę kupować bilet na pociąg, bo kolejny orzeł wstawił, że w Lidlu w Przasnyszu rzucili litrowego Grantsa po pisiąt-dziewięć dziwięćdziesiąt-dziewięć.

Nie ma tu miejsca na analizę, czy dana promocja w istocie jest promocją, czy może ten produkt można w tej cenie dostać praktycznie w dowolnym momencie. I w dowolnym miejscu. Wreszcie, nie ma miejsca na refleksję, czy dana whisky faktycznie jest warta tego, żeby informować o tym ludzi nią zainteresowanych (w domyśle – szukających jakości, a nie jak najtańszego zrycia beretu). Przy podstawowych single maltach zresztą jest ta sama śpiewka. Wystarczy, że w jakimś hipermarkecie, obok jakiejś butelki będzie gigantyczny napis „PROMOCJA!” na neonowym tle. Cena nawet nie musi być atrakcyjna, na pewno i tak ktoś wrzuci. A spróbuj takiemu odpisać, że przecież to żadna promocja, po co wrzucać codziennie kolejną ofertę na popularny blend, to jeszcze zostaniesz odsądzony od czci i wiary, bo „może ktoś szuka/znajdź taniej/jak ci się nie podoba to opuść grupę” i tym podobne absurdalne argumenty.

3. Moje najnowsze dodatki do kolekcji (slainte mhath!)

Kolejna wpieniająca rzecz… Przy czym odnoszę wrażenie – mam nadzieję mylne – że wpieniająca tylko mnie. Wchodzę na kolejną dużą grupę, widzę ładne zdjęcie przedstawiające pełną rodzinę whisky Glenmorangie. Zero komentarza, czegokolwiek. Hmm, przez chwilę mam złudne wrażenie, że autor chciał tylko zanęcić mój apetyt i za chwile dopisze nie wiem, swoje notki smakowe, przemyślenia, cokolwiek. Nie, autor po prostu wrzucił zdjęcie i sobie poszedł. Po co tak robić? Znowu się muszę tu odnieść do grup piwnych, bo tam także opracowano mechanizm obronny przeciw takim nic nie wnoszącym postom, pod postacią potężnej dawki szyderstwa, skutecznie zmuszającej takiego delikwenta do wysilenia się, bądź zniechęcającej go do dalszej działalności. Choć moim zdaniem piwiarze nieco przesadzają i momentami tej szydery i śmieszkowania jest aż za dużo.

Ta sytuacja akurat podniosła mi ciśnienie dzisiaj, ale do tej samej kategorii zaliczam wszelkie posty z gatunku „moje najnowsze zakupy/nabytki do kolekcji”, gdzie jest wklejone zdjęcie (w dodatku w 90% whisky pospolitej, do dostania w każdym hipermarkecie), a brak jest jakichkolwiek wniosków, przemyśleń, wartość dodana na grupie jest zerowa.

To samo tyczy się sytuacji, gdy ktoś wstawia zdjęcie przygotowanej do spożycia whisky, a jedyne co ma do zakomunikowania współczłonkom, to „Slainte Mhath!”. Naprawdę? Przecież to już jest tak wytarte i banalne, że już ręce bolą od ciągłego załamywania. Jak już musisz się pochwalić tym co sobie właśnie nalałeś do kieliszka, to wysil się choć odrobinę i napisz o tym kilka słów.

4. ¡Te invito a mi articulo en español!

Być może ten podtytuł powinien być po włosku, lub niemiecku, bo to właśnie Niemcy i Włosi w moim osobistym rankingu wiodą prym w tej mało prestiżowej dziedzinie. Polska grupa, na której rozmawia się w języku polskim i na której 99,5% stanowią Polacy. Nie ma tygodnia, żeby nie wcisnął się ktoś ze swoim Meinwhiskyerfahrung.de. Nieważne, że najwyżej 10% Polaków jest się w stanie porozumieć po niemiecku. Po włosku pewnie ze 2%. Plagą jest to na grupach anglojęzycznych. Czasem mam wrażenie, że ci ludzie działają na zasadzie botów – pozapisywali się wszędzie gdzie się tylko da i spamują swoją pisaniną. Nie jest to aż tak upierdliwe jak kilka powyższych punktów, ale i tak trąci brakami w rozumie i godności człowieka. Mimo, że jesteśmy w stanie coś tam po niemiecku wydukać, my się ze swoimi tekstami na niemieckie grupy nie wpychamy.

5. Nachalne reklamy serwisów „niezależnych”

Albo raczej sposób w jaki się to odbywa. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby duże sklepy, koncerny, czy ktokolwiek reklamował się na whiskowych grupach. Tylko z otwartą przyłbicą, przecież nikt by ich nie zjadł. Jeśli jednak – a tak to się przeważnie odbywa – stylizowane jest to na całkowicie spontaniczną reakcję przypadkowej osoby „Ej, sprawdźcie jaki fajny serwis znalazłam/Patrzcie jaka fajna promocja w sklepie X, zapraszam!”, to nie można nad takimi brudnymi praktykami przejść obojętnie. W dodatku, będąc członkiem kilku grup, jeśli ta sama informacja zostanie wrzucona z tego samego troll-konta to jest to tak grubymi nićmi szyte, że aż komiczne. „Hej, pracuję w firmie X/sklepie Y, stworzyliśmy właśnie portal Z, na którym polecamy nasze produkty. Można wygrać degustacje i inne nagrody, zajrzyjcie jeśli macie chwilę”. Czy to naprawdę takie trudne?

6. Czy wiecie gdzie dostanę X w cenie wyjściowej?

To akurat domena grup anglojęzycznych, najczęściej różnych „Friends of …”, „… appreciation group” choć i na polskich się sporadycznie zdarza. Prawie zawsze dotyczy limitowanych, poszukiwanych butelek. Na moją chłopską logikę, zadawanie takich pytań jest zwyczajnie bez sensu. A tym bardziej robienie tego na publicznej grupie, gdzie tej samej butelki poszukuje wiele innych osób. Skoro pytasz o taką whisky, to zakładam że wiesz w ilu sztukach została ona wydana. Wiesz też zapewne ile osób jej szuka. Nadal żadnych wniosków?

Znowu odniosę się tu do piwa, na wypadek gdyby jakiś piwiarz tu zabłądził. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy ktoś na piwnej grupie pyta o możliwość kupna Buby Extreme, w miarę możliwości w cenie wyjściowej. Absurdalne, nie?

7. Janusze byznesu

Byli kupcy, są i sprzedawcy. Ananasy, którym się przyśniło, że na butelce dostępnej w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy zrobią interes życia. Tym ludziom nie przyjdzie do głowy, że chcąc się pozbyć jakiejś w miarę łatwo dostępnej butelki, powinno się zaoferować cenę choć minimalnie dla potencjalnego nabywcy atrakcyjną. Ekstremalnym – choć wcale nie rzadkim – przypadkiem jest oferowanie whisky w cenach wyższych, aniżeli w niektórych sklepach. A przecież kupując od kogoś obcego przez internet, dochodzi jeszcze koszt przesyłki, czas poświęcony na wysłanie i odbiór paczki, niepewność w postaci czynnika ludzkiego, czy możliwego uszkodzenia butelek w transporcie. Po co to wszystko, jeśli mogę po prostu – i to taniej! – kupić to samo w sklepie? Kiedyś już to napisałem i powtórzę – nie wiem, czy taka biznesowa januszeria wynika z liczenia na znalezienie jelenia do ogolenia, czy z nieznajomości cen (i bycia zbyt leniwym, by zrobić drobny research). W obu przypadkach mnie to wpienia.

8. Ostatni punkt tradycyjnie jest dla Was

Co wam na facebookowych grupach podnosi ciśnienie?

 

Ps. Tak wiem, już idę po maść…

Aleksander Tiepłow

5 thoughts on “8 rzeczy które wpieniają mnie w facebookowych grupach poświęconych whisky

  1. Mnie jeszcze wpieniają dwie rzeczy.

    1. Robienie wielkiej dyskusji na grupie o okazjach cenowych czy dana whisky jest dobra czy zła. Kompletnie nie to miejsce. No chyba że grupa nazywa się „okazje cenowe na whisky które piliście i polecacie” i tworzymy taki filtr na etapie filozofii grupy.
    2. „Hej czy ta whisky jest dobra, co o niej myślicie?”, czyli trochę związane z poprzednim punktem robienie kółka dyskusyjnego z grupy przeznaczonej na okazje cenowe.

    Jako nienumerowany bonus rozczulił mnie też zawodnik który na tej grupie próbował sprzedawać samogon, twierdząc że smakowo jest tak dobry jak osiemnastoletni single malt ze Szkocji. To chyba najlepszy argument za tym, żeby bardzo uważać z bimbrami 😉

  2. Nie zgodzę się do końca z tymi okazjami ze są nieatrakcyjnie. Astara zakupilem z przesylką za 250zl co uwazam za swietna okazje

  3. I dlatego nie publikuję już żadnych fotek ani komentarzy. Bo o czym mam do k…. nędzy rozmawiać z kolesiami którzy kupują te drogie butelki i zbierają kolekcje warte setki tysięcy a nawet nie wypili żadnej. Dyskusje to można prowadzić z ludźmi, którzy realnie pili to co kupili. Wiedza tych gostków to najczęściej wypite sample na degustacji i fastiwalu. I oczywiście szpanerskie informacje od ludzi z tkz. branży. A wypij jeden z drugim kilkanaście butelek jakieś dobrej whisky a potem się wymądrzaj. Jak nie piłem to się wypowiadam. Oczywiście każdy z nas popełnił chociaż kilka razy te błędy… takie życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *