Za nami siódma edycja Warszawskiego festiwalu piwa. Tradycyjnie, zapraszamy na naszą krótką relację. 

Nie ma co opisywać po raz kolejny rozwiązań, miejsca, czy formuły imprezy, bo te rzeczy są niezmienne już od kilku edycji. Tak więc ten wpis to raczej krótkie sprawozdanie tego co piliśmy, co było dobre, a co wręcz przeciwnie. Również i my przez te 7 imprez wypracowaliśmy swoją metodę na festiwale piwne. Do szkła do whisky na porządnej smyczy (najlepszy jest model Glencairn – do whisky trochę za duży, ale do piwa w sam raz), doszła menzurka pozwalająca na dokładne i wygodne rozlanie piwa.

Przed relacją jeszcze garść uwag i obserwacji, które być może powinny się znaleźć na końcu, ale pewnie mało kto do końca dotrwa, więc niech będą tutaj:

  • ogromny plus za praktycznie powszechne lanie po 150ml. Nie trzeba kombinować z rozbijaniem dużej porcji na mniejsze, czy dość upokarzającym żebraniem próbek. Chyba tylko na dwóch stoiskach spotkaliśmy się z kategorycznym „tylko zero-trzy lejemy”.
  • impreza wygodnie zajęła pozycję najważniejszego festiwalu piwnego w kraju. Obłożenie ponoć było na tyle duże, że panowała ostra selekcja. Na tej edycji nie uświadczyliśmy na przykład Dr Brew, czy Brodacza.
  • jakby mniej ludzi było. Wieczorem się zagęszczało jak zawsze, ale jeszcze koło 18 było w miarę luźno (wiosną były tłumy już koło 16).
  • „sztosy” się znudziły? Na każdej poprzedniej edycji (może wyłączając pierwszą), już pół godziny przed podpięciem jakiegoś wartego uwagi piwa ustawiała się przed stoiskiem elegancka kolejka. A na tę edycji jakby wszyscy birgicy się pochorowali. Jedyna poważna kolejka ustawiła się do Jopejskiego, a do piw takich jak Buba Fest Whiskey BA, czy Zawisza Czarny przychodziły po 3-4 osoby. Ciasteczko BA wisiało na kranie prawie całą dobę (sic!) – poprzednie Artezany BA wymiatało w 15 minut. I to raczej nie jest efekt poprzedniego punktu, bo kto jak kto, ale jednak licencjonowani birgicy nie odpuściliby imprezy jaką jest WFP.

Tak zwane szkło grupowe.

Inne ujęcie szkła grupowego. I ta piana na piętnaście palców 😉

Klasycznie też pijemy same mocne rzeczy. Nie interesuje nas setny amercican wheat, czy tam tysięczna ipa – na dłuższą metę te piwa są wtórne i czy któreś wyjdzie bardziej gorzkie, czy bardziej owocowe, to generalnie wiadomo czego się spodziewać. Tymczasem piwa ekstraktywne, szczególnie w wersji beczkowej, nie dość że reprezentują o wiele większą złożoność aromatyczno-smakową (a tego głównie jako pasjonaci whisky szukamy), to wciąż jest to kierunek nie do końca wyeksploatowany. I jeszcze długo nie będzie.

Na dole nie było tym razem chyba ani jednego ciekawego z naszej perspektywy piwa. Jedyny Porter O z Rockmilla był już nam znany, także jeszcze szybkie powtórne sprawdzenie i ewakuacja na główne piętro…

Szałów kilka ciekawych nowości. RIS z beczki po szkockiej whisky każdy z nas odebrał inaczej. Radek stwierdził, że prawie KBS. Ja uważam, że o ile profil jest trochę podobny, taki waflowo-kakaowy, to jednak jest tu wszystkiego za mało. Także ode mnie 5/10, od Radka 6,5. Niewypałem niestety okazał się Porter z melasą (też BA). W zapachu motywy waflowo-kartonowe, w smaku mocno kwaśne, woda po ogórkach, „jak jasne piwo tyle że zabarwione”. No coś tu ewidentnie nie pykło. 3,5/10. Za to próbowana już pół roku temu Buba Fest Calvados BA bardzo fajnie się ułożyła. Czerwone jabłuszka, estry, rodzynki, taniny. 6,5-7 pkt. Od premierowej Buba Fest Whiskey BA mieliśmy bardzo duże oczekiwania. Piwo okazało się też mocno jabłkowe w zapachu. W smaku bardziej gęste i słodkie, z szarlotką, lakierami, nutą burbona na finiszu. Super pijalne, ale nie jakieś objawienie. No i mało tego burbona. Poziom Buby po calvadosie, może ciut więcej.

Nepomucen, czyli głównie Echo porter – fajny, ziemisto-piwniczno-orzechowy profil, dość pełny i ciężki. Pojawi się jeszcze przy okazji przeglądu porterów. Obecna była też wersja ze specjalnie zakwaszonej beczki… cóż, nie rozumiemy po co psuć dobre piwo, no ale widocznie jest na to klientela.

Artezanie jedno ciekawe dla nas piwo, ale za to jakie! Chcesz Ciasteczko w wersji beczkowej okazało się jednym z najlepszych piw festiwalu. Bardzo gęste, kremowe, mnóstwo czekolady. Ciasteczka zbożowe z czekoladą, malinowe delicje, kakao. 8/10. Ode mnie jeszcze dodatkowy plus za pyszny kwasik – Hawajska na cienkim.

Również Birbant jest znany ze swoich risów „barel ejdżd”. A zastosowanie beczek po sherry oloroso tylko zaostrzyło nasze apetyty. Bierzemy pierwszy łyk i raczej rozczarowanie… ale, ale – im dłużej się pije, tym jest ciekawiej. Zapach trochę nijaki, ale smak gumowy, mocno kwaskowy, cierpki, średnio pełny. Finisz bardzo fajny – intensywny, wytrawne sherry, ciemne zbożowe ciasteczka. Ode mnie 5,5/10, od Radka 6,5/10.

Bardzo fajnie wypadła wersja piwa Lord Kardigan (Piwne Podziemie) dla One More Beer Festival. Do bazowego brązowego risa dodano kawę, wanilię i bodaj kakao. Całość wyszła mega intensywnie kawowo, świetnie zwłaszcza w zapachu. Okolice 5,5/10.

Przerzucamy się na smakowanie octu balsamicznego.

W końcu dane nam było się napić Jopejskiego z Olimpu. Co prawda słabe było, że gdy kolejka się już ustawiła, przeniesiono premierę o pół godziny, ale za to w tym czasie zdążyliśmy spróbować: RISzard IWarsztatu piwowarskiego, a więc poprawny mały ris. Wszystko wydaje się być na miejscu, choć nic nie zatrzymuje przy tym piwie na dłużej. Mogłoby być trochę lepiej ułożone. 4,5/10. Dalej, spróbowaliśmy Oktavio BA z browaru Jana – przyjemny klasyczny quadrupel z wyczuwalnym wpływem beczki. Moim zdaniem lepszy niż Zajcew BA, 5,5, może nawet 6/10. Wypiliśmy jeszcze CR/AK BW01, a więc potężny, piętnastoprocentowy ris leżakowany w beczkach po szkockiej whisky. Mam tylko zapisane, że był dobry i na 6pkt, więc tyle o nim. Na koniec dostaliśmy upragnione Jopejskie. Pierwsze negatywne wrażenie związane z polityką objętościowo-cenową (40ml/10zł) szybko zastąpił wniosek, że spokojnie mogliśmy wziąć jedną porcję na pół. Konsystencją przypomina ocet balsamiczny, a pachnie i smakuje figami, syropem na kaszel, sosem sojowym, rodzynkami. Pierwsze wrażenie zaskakujące, zgoda, ale na dłuższą metę jest dość prymitywne i bardzo męczące. 4/10.

Browar Łańcut pojawił się z – moim zdaniem – wciąż mocno niedocenianym risem BA, Zawiszą Czarnym. Spodziewalismy się tłumów, ale gdy rozpoczęto o 17 sprzedaż butelek, a tymczasem oprócz nas zjawiły się… 3 osoby. Z poprzedniego WFP pamiętam, że jest to piwo być może nawet na 8pkt; na pewno w pierwszej 10 polskich risów BA, a nawet z aspiracjami na miejsce na podium. No i chyba pierwszy, sprzedawany jako single cask (szkoda, że nie jest to w ten sposób promowane 😉 ). Oprócz tego, należy pochwalić ciekawy eksperyment, a więc klasyczny stout 12*blg z beczek po Zawiszy. Intrygująca propozycja, ale jednak beka całkowicie zdominowała cienkie piwo.

Jan Olbracht przywiózł swój piernikowy stout w wersji imperialnej i w sumie tyle o nim. Głównie korzenne, wolimy Korda.

Na stoisku browaru Maryensztadt był do spróbowania porter Projekt 30, ale w wersji dodatkowo leżakowanej z wiórami z beczki po koniaku. Wow, zazwyczaj wióry dawały dość miałkie wrażenie zmęczonego drewna, a to jest pierwsze piwo w którym koniak naprawdę czuć. Może one były jakoś dodatkowo namaczane w tym trunku? 6/10.

Keanu RIS na stoisku browaru Hopium okazał się klasycznym risem o niewyróżniającym się profilu – wafle, sucha ziemia, kakał. 4,5/10.

Widawy zawsze można liczyć na dobry porter. Nie inaczej było tym razem, gdy wzięliśmy kolejną wariację porteru wędzonego – z beczki po jamajskim rumie. Bardzo gęsty, lepki z wyczuwalnymi ciężkimi, przydymionymi, gumowymi rumami charakterystycznymi dla Jamajki. Mamy nadzieję upolować butelkę, także dokładniejszy opis ukaże się przy okazji któregoś z naszych przeglądów porterów. Jak na razie 8/10 i zdecydowane miejsce na podium wśród wszystkich piw festiwalu. Do tego porter jubileuszowy BA – wzięliśmy tylko butelkę, także będzie w następnej części przeglądu porterów.

Pracownia Piwa, a więc kilka nowości w postaci labów. Jednakże znowu – wszystko co nas interesuje mamy w butelkach, więc opisy pojawią się innym razem.

Ten brak oznaczenia objętości :/

Profesja przywiozła swój braggot w wersji whisky BA – Bartnik. Trochę słodkie, trochę ziołowe, niestety beczki tyle co kot napłakał i trochę wychodzi wóda. Wzięliśmy tylko dlatego, że dopiero po fakcie się okazało, że 27zł to jest jednak za 150ml, a nie – jak nieopatrznie sądziliśmy – za 300. Drogie i w gruncie rzeczy przeciętne – 4/10.

ReCraft FES BA – uwarzony w kooperacji z Widawą, wcześniej leżakowany z płatkami z beczki po rumie, teraz dodatkowo przetrzymany w beczce po whisky Slyrs. W zapachu jabłkowe mydła, pod spodem tanie nutelle, wafle. Generalnie świeży, zielony, suchy, waflowy profil. Niezła rzecz, 4, może 4,5/10.

Mikkeller, czyli dużo ciekawostek. Perennial 17, a więc ris o smaku czekoladek After Eight. No smaczny, ale na dłuższą metę zbyt ordynardny. Za to Marshall Zhukov’s Penultimate Push z Cigar City okazał się bardzo złożonym risem. Spokojnie można by tu dać 7pkt, no ale szczerze mówiąc oczekiwaliśmy jednak więcej po piwie które w sklepie kosztuje 200zł. Podobnie dobry, ale nie porywający okazał się Pe KanPrairie (6pkt.). Moim osobistym odkryciem było Rukkivein z Pohjali. Szkoda tylko, że beczka po burbonie – po czerwonym, słodkim winie byłaby jeszcze lepsza.

Jedziemy na górę. Na samym wejściu okazałe stoisko John King z jeszcze bardziej okazałą selekcją piw z hiszpańskich browarów. Spróbowaliśmy: bardzo dobrego wee heavy w wersji BA, Heavy Trooper (6,5), przeciętny Ris BBA z Edge brewing (5pkt), podobnie nieporywający braggot BA (też 5), oraz ris Aupa Tovarisch. Miała być wersja po Lagavulinie, przyjechała beczka po brandy. Szkoda, ale piwo i tak było bardzo dobre – 7/10.

Szpunt przywiózł swoje Spectrum w wersji BA. O ile wersja zwykła była raczej przeciętna, tak wersja beczkowa okazała się już całkiem przyjemna. Także i tu mamy butelkę, więc opis będzie przy kolejnym przeglądzie risów ba.

Golemy swój torfowy stout podrasowały jeszcze beczką po torfowym Laphroaigu. Efektem było piwo fajne, mocno torfowe, o niezłej głębi. Tylko wincyj ekstraktu poprosimy.

Raduga rozpoczyna zapowiadany tej zimy wyścig na wysokie ballingi. Niestety tu powtarza się casus Odysei sprzed roku. Wówczas, gdy piwo zostało zaprezentowane jako RIS 28 blg wciąż było zielone, świeże. nieuleżane. Kilka miesięcy więcej pozwoliło mu się przegryźć i po wypuszczeniu, już jako Space Odyssey 2028, piwo okazało się bardzo smaczne. Także zarówno BW 32, jak i RIS 34 potrzebują jeszcze tych kilku miesięcy. Jak na razie oceny na poziomie 4-5 pkt, więc za te kilka miechów oczekujemy wyrwania z butów. Szkoda jednak, że Radudze zupełnie nie po drodze z beczkami. Takie ekstraktywne barley wine z beczki po pedro ximenez, lub ris z beczki po ciężkim rumie, albo whisky z Islay mogłyby być naprawdę zjawiskowe.

Piwowarowni Pożegnanie korporacji w wersji Bowmore BA jakoś zupełnie umknęło naszej uwadze. Całe szczęście udało się dostać butelkę, więc na pewno spróbujemy!

Faktorii powtórzyliśmy śmiesznego Ngorongoro. 6 miesięcy dłużej na leżaku zatarły obecne tu wcześniej nuty piwniczne/dworcowe/kiblowe. Perwersyjny charakter zastąpiły poprawne czekoladki, kakałko, orzechy. Można się pokusić nawet o 5/10. American barley wine z beczki po rumie, a więc Alcatraz spróbowaliśmy właściwie z ciekawości. Po pierwsze dlatego, że dobrego ABW nikt w Polsce uwarzyć ni umi, a ponadto że beczki po białym winie naszym zdaniem nie nadają się do leżakowania niczego innego niż białe wino. W każdym razie wyszło z tego śmieszne piwo o smaku zozoli i żelków miśków.

Nasze Top 10 piw festiwalu:

 

Aleksander:

1. Chcesz Ciasteczko BBA

2. Widawa Porter wędzony Jamaican Rum BA

3. Łańcut Zawisza Czarny

4. Pohjala Rukkivein Whiskey BA

dalej kolejność przypadkowa:

– Maryensztadt Projekt 30 #1 z wiórami z beczki po koniaku

– Aupa Tovarisch Brandy BA

– Cigar City Marshall Zhukov’s Penultimate Push

– Szałpiw Buba Fest Whiskey BA

– La Pirata Heavy Trooper BA

– Rodenbach Alexander

Radek:

1. Widawa Porter wędzony Jamaican Rum BA

2. Chcesz ciasteczko BBA

3. Łańcut Zawisza Czarny

dalej kolejność przypadkowa:

– Birbant RIS Oloroso BA

– Szpunt RIS BA

– Szałpiw RIS BA

– CRAK BW01

– Maryensztadt Projekt 30 #1 z wiórami z beczki po koniaku

– Raduga RIS 34

– Piwne Podziemie Lord Cardigan OMB Special

Także na podium uplasowały się: pierwsze miejsce ex aequo Ciasteczko z Artezana i porter rum BA z Widawy. Na trzecim miejscu zgodnie Zawisza. Gratulujemy.

No i to w sumie tyle. Widzimy się na ósmej edycji na wiosnę 2018.

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *