Testów ciąg dalszy, na warsztat bierzemy kolejną podstawkę, tym razem z jednej z najbardziej znanych destylarni. Dwie wersje Glenlivet 12 porównujemy z wprowadzoną na ich miejsce NASową Founder’s Reserve. 

Na fali boomu na whisky w ostatnich latach, wiele z destylarni (zwłaszcza tych największych) odeszło od dotychczasowych edycji z jasnym oznaczeniem wieku, wprowadzając w zamian edycje nie posiadające takowego (NAS). Metod na to jest kilka. Macallan na ten przykład wymienił całość swojej oferty, w której najmłodszą whisky była wcześniej edycja 10-letnia. Wprowadzono za to cztery NASy, z których najdroższa kosztowała 700zł (i mimo tego była po prostu słaba). Jako marki single malt uruchamiane są destylarnie, które do tej pory produkowały niemal wyłącznie na blendy; względnie bardzo niewielkie ilości jako single malt trafiały do ludzi przez niezależnych dystrybutorów (Mortlach i Longmorn). Lub tak jak Glenlivet – etykieta pozostaje właściwie bez zmiany, z tą róznicą, że znika oznaczenie wieku. W każdym z tych przypadków zmiana ta niestety raczej nie pociągała za sobą wrostu jakości whisky.

No właśnie, jak to jest z tą Glenlivet? Wersja 12-letnia stanowiła podstawę portfolio destylarni od bardzo wielu lat i była główną konkurentką dla znanej na całym świecie Glenfiddich 12. Później jednak, na fali globalnego zainteresowania whisky słodową, w Glenlivet zaczęło najwyraźniej brakować odpowiedniej ilości odpowiednio starych destylatów lub po prostu stwierdzono, że nie ma potrzeby ograniczania się wysokim oznaczeniem wieku, gdy za tę samą cenę można na chłonny jak gąbka rynek rzucić coś kilka lat szybciej. Właśnie! W przypadku Glenlivet zastosowano też inny cwany zabieg – ujmując oznaczenie wieku (a więc można stwierdzić, że z całą pewnością whisky jest teraz młodsza), pozostawiono starą cenę (pi razy drzwi 130zł).

Sprawdźmy więc, jak prezentuje się ów nowy Glenlivet i zestawmy go z wersją, którą zastąpił, czyli Glenlivet 12. Aby przekrój był jeszcze pełniejszy udało się nam zdobyć miniaturkę Glenliveta 12 sprzed ponad dekady.

Ocen nie rozbijam już na dwie, bowiem we wszystkich trzech przypadkach byliśmy zgodni.

Jpeg

Glenlivet Founder’s Reserve (2016), NAS, 40%

Whiskybase

Przechwytywanie3Nos: obierki z jabłek, zest cytrynowy, trawa, zboże, cream soda, tanie napoje gazowane. Na drugim planie nuty lekko szmaciane, ostre, pieprzne, gruszkowe. Nawet nie jest tak źle jak na początku zakładaliśmy. Ot, typowy, nasowy profil świeżynki.

Smak: dużo nieprzyjemnej goryczy, gotowane jabłka, łupiny orzechów, pestki jabłkowe. Dalej alkohol, stara zużyta klepka, mydlana gorycz, new make. Ostra, zdekomponowana whisky.

Finisz: wódka, tanie, chemiczne marmolady jabłkowe, młode drewno.

Wnioski: młoda i nieprzyjemna whisky, której niestety nie ratuje nawet znośny aromat.

Ocena: 1,5/10

 

Glenlivet 12 (2015), 12yo, 40%

Whiskybase

Przechwytywanie4Nos: bardziej waniliowa, pojawiają się akcenty kompotowe. Delikatne drewno, cynamony, słód, paluszki, mirabelki, wypieki, kurz. Główna zaleta nad obecną pozycją to więcej ciała, faktycznie czuć te 12 lat, no i beczki nie są setnym refillem.

Smak: wanilia, świeże jabłka, banan, delikatne drewno, kwiaty, słody. Na koniec lekka pikantność. Przede wszystkim nie odrzuca.

Finisz: ciepły, z gotowanymi jabłkami, pestkami i pikantnym drewnem.

Wnioski: ujdzie. Whisky bardzo przeciętna i bardzo nijaka, ale w swojej przeciętności także i nie odpychająca.

Ocena: 2,5/10

 

Glenlivet 12 (2006), 12yo, 43%

Whiskybase

Przechwytywanie5Nos: jeszcze trochę tłustsza, choć wszystko obraca się wokół tych samych nut, co w świeższej dwunastce: jabłka, powidła, kompoty, tostowane drewno, wanilia, kurz.

Smak: nawet przyjemna pełnia, dojrzałe owoce, wyczuwalna słodowość, wanilia, chałwa, gałka muszkatołowa. Też ostra, ale jednocześnie kremowo gruba.

Finisz: przyjemnie owocowo słodowy, z zaznaczonym alkoholem.

Wnioski: trochę głębsza i pełniejsza od nowszej wersji, ale nie ma tu przepaści. Jest to wersja na bezcłówki, w 43% i zapewne to właśnie tym jest podyktowane większe bogactwo smaku.

Ocena: 3/10

 

 

W przeciwieństwie do Kilchomana testowanego niedawno, gdzie każda kolejna whisky miała zupełnie odmienny profil, w przypadku Glenlivet, właściwie się on nie zmienia. W każdym przypadku mamy wiodącą nutę jabłkową i dodatki w postaci tostowanego drewna, cynamonu, gruszek. Co nas zaskoczyło, że w ciągu 10 lat jakość podstawowej dwunastki właściwie się nie zmieniła. Może w starszej wersji było trochę więcej nie aż tak zużytych beczek. Zmiana 12-latki na wersję bez oznaczenia wiekowego niestety pociągnęła za sobą natychmiastową obniżkę jakości.

Werdykt: dopóki na etykiecie widniało oznaczenie wieku, jakość była w miarę stabilna, właściwa podstawkom w tym okresie. Wprowadzona w jej miejsce whisky NASowa nie ma nawet startu do poprzednika i jest naszym zdaniem na granicy pijalności.

 

Aleksander Tiepłow

2 thoughts on “Old vs New #5 – Glenlivet 12/Founder’s Reserve

  1. Gdzie znaleźć datę butelkowania whisky? Udało mi się kupić Glenlivet 12YO, to bym sprawdził co to za wypust.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *