Jak moją pierwszą podróż chciałem zaprezentować wyprawę w miejsce szczególne. Wyspa Islay jest dla miłośników whisky single malt niemal jak Mekka, Częstochowa czy tam inne Lourdes. Każdego roku na tę mała wysepkę u zachodnich wybrzeży Szkocji ściągają tysiące fanów whisky chcących odwiedzić miejsce gdzie rodzi się coś niezwykłego. To właśnie z wyspy Islay pochodzi whisky, którą się kocha albo nienawidzi. To właśnie tutejsze whisky to te najbardziej śmierdzące, uderzające nozdrza aromatami dymu, malizny, podkładów kolejowych, palonego ebonitu i kabli elektrycznych, ale też i morską bryzą, wodorostami, solanką, ostrygami, jodyną i bandażami. Życie każdego, kto ich spróbował już nigdy nie będzie takie samo. Smak tak nierealny i tak niepodobny do czegokolwiek znanego. Jedni chcieliby to czym prędzej zapomnieć, inni chcieliby jeszcze.

Islay 3

Nazwy wyspy nie czyta się „Aj-lej”, czyli nie tak jakby wskazywał na to język angielski. Prawidłowa wymowa to „Aj-La”. Mieszkaniec tej wyspy to Ileach (I-lah). Dziwnie, ale to dlatego, że jest to wymowa gaelicka, a nie angielska. Sama wyspa jest jedną z wysp Hebrydów wewnętrznych, leży u zachodnich wybrzeży Szkocji na zachód od półwyspu Kintyre. Od sąsiedniej wyspy Jury oddzielona wąską cieśniną. Sama ma zaledwie 600 kilometrów kwadratowych, niewiele ponad 3 tys mieszkańców, kilka mniejszych i większych osad, dwie latarnie morskie, pozostałości dwóch zamków i 8 destylarni produkujących najwspanialszą torfową i morską whisky na świecie.

Plan podróży:

Dzień 1: Glasgow, Kennacraig, Prom na Islay, zamknięta destylarnia i słodownia w Port Ellen.

islayday1

Dzień 2: Destylarnie Laphroiag, Lagavulin i Ardbeg

Islayday2f

Dzień 3: Destylarnie Bowmore, Caol Ila i Bunnahabhain

Isladay3f

 

Dzień 4: Destylarnie Bruichladdich i Kilchoman

Dzień 5: Browar Islay Ales i powrót na ląd

Islayday5f

 

Do Glasgow Przylecieliśmy dość wczesnym przedpołudniem. Dobrze, że nie planowaliśmy zostać dłużej, bo szybko się przekonaliśmy, że miasto turystycznie nie ma wiele do zaoferowania i to co ładne da się obejrzeć w ok. 2-3 godziny.

Nie bez powodu Glasgow nazywane jest przez niektórych Sosnowcem wysp brytyjskich.

Uciekamy z Glasgow. Na przedmieściach mijamy Destylarnie Auchentoshan, potem wzdłuż pięknego jeziora Loch Lomond

Następnie odbiliśmy w kierunku wybrzeża i wzdłuż Loch Fyne

DSC07858

Krótki postój w pięknym Inveraray nad Loch Fyne. Jego pałac i piękne zabudowania powodują żal, że nie możemy zostać chwilę dłużej.

Dalej już wzdłuż wybrzeża przez urokliwe nadmorskie miejscowości takie jak Tarbert do Kennacraig. Samo Kennacraig to zaledwie parking, kilka baraków i terminal promowy. Wsiadamy na prom Finlaggan wykonany w Polsce rękami robotników Gdańskiej stoczni remontowej.

Jest słonecznie i ciepło, opalamy się na promie. Czy to aby na pewno jest ta zimna i deszczowa Szkocja?

IMG_20150623_174231363_HDR

Kennacraig zostaje z tyłu, odbijamy od półwyspu Kintyre w stronę wysp. Po prawej zostawiamy Jurę, mijamy cieśninę i już płyniemy wzdłuż Islay. Od razu widać kto jest fanem whisky.  Wszyscy wychodzą na górny pokład, bo właśnie mijamy pierwsze destylarnie. Najpierw ukazuje się Ardbeg.

DSC07861

Ardbeg był pierwszym poważnym single maltem jaki piłem, butelkę dostałem 8 lat temu, a teraz destylarnia jest już niemal na wyciągnięcie ręki.

Potem mijamy Lagavulin i Laphroaig.

Widać dym z kominów i zaraz wyłania się słodownia w Port Ellen, a po niej i całe miasteczko Port Ellen.

Prom przybija do terminalu w Port Ellen. Po zainstalowaniu się w B&B ruszamy obejrzeć Port Ellen. Dochodzi godzina 22.00, a słońce jeszcze całkiem wysoko. Taki urok przesilenia letniego na północy.

W port Ellen nie ma za dużo do oglądania, kilka uliczek na krzyż, hotel, knajpa, terminal, port, plaża, pomnik poległych na wojnie.

 

 

W zasadzie nie ma nic do roboty poza obejrzeniem destylarni/słodowni. Destylarnia Port Ellen została zamknięta w 1983 wskutek jednego z wielu kryzysów na rynku whisky.

Sprzęt został zdemontowany, pozostały jedynie zabudowania i magazyny. Whisky z Port Ellen doczekała się statusu kultowej i magicznej, niestety już po śmierci destylarni. Każdego roku to, co wychodzi z coraz bardziej pustych magazynów osiąga coraz bardziej absurdalne ceny. Piękne rzędy pobielonych niskich domków i pagodowe kominy wieją smutkiem, który jest trochę maskowany przez promienie zachodzącego słońca podczas pięknych słonecznych dni letniego przesilenia.

Cieszę się, że mogłem spróbować chociaż kilku whisky z Port Ellen nim destylarnia i jej zapasy ostatecznie odejdą.

Na tym co pozostało z destylarni została wybudowana wielka przemysłowa słodownia z blachy falistej która nijak nie koresponduje z resztą zabudowań. Jest to największy budynek na wyspie (najbrzydszy zresztą też).

Od jutra już na szczęście będziemy oglądać żywe destylarnie i w końcu będzie się można napić dobrej whisky.

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *