Ben Nevis to najwyższa góra wysp Brytyjskich (1343m), u stóp której zlokalizowana jest destylarnia o tej samej nazwie. A pochodzi z niej jedna z najbardziej niezwykłych whisky jakie dane mi było wypić

Góra Ben Nevis

Góra Ben Nevis

Założycielem był „Long” John MacDonald, a sam zakład był we władaniu jednej rodziny aż do 1941. W drugiej połowie XIX wieku, gdy whisky mieszana stawała się popularna, również i MacDonaldowie wykorzystali okazję – ich mieszanka Dew of Ben Nevis cieszyła się bardzo dużym uznaniem. Popyt był tak duży, że w latach 1878-1908 funkcjonowały obok siebie dwie destylarnie (młodsza nazywała się po prostu Nevis). Po długich dekadach posuchy na rynku szkockiej whisky, w 1941 Ben Nevis zostaje sprzedany Josephowi Hobbsowi. Ten instaluje w 1955 aparat do destylacji ciągłej, dzięki czemu w destylarni można było produkować także grain whisky. Oznacza to, że Ben Nevis był jednym z kilku nielicznych zakładów, w których można było produkować whisky single blend (wiem jeszcze o Lochside i Loch Lomond, z czego ten ostatni może to robić do dziś). Aparaty usunięto jednak kilkanaście lat później. Zamknięty w latach 1978-84 i 1986-91, przeszedł w końcu na własność japońskiego koncernu Nikka.

Destylarnia Ben Nevis

Destylarnia Ben Nevis

Mimo nie najmniejszego, wynoszącego 2 miliony litrów spirytusu rocznie potencjału, Ben Nevis nie jest popularnym single maltem. Jedyną oficjalną, szerzej dostępną wersją (choć też niedostępną w każdym większym sklepie) jest Ben Nevis 10yo. Wprowadzony na rynek pod koniec lat 90, ostatnio przeszedł rebranding. Duża część whisky wędruje do Japonii, gdzie służy do zestawiania tamtejszych blendów. Ben Nevis pojawia się też często w ofercie niezależnych dystrybutorów, czego przykładem jest poniższa butelka.

P_20170111_221755_MT_1_1

Ben Neviprzechwytywanies 1990 Jack Wiebers (Cross Hill), 18yo, 61,2%

WHISKYBASE

Nos: klej modelarski, klej modelarski, kiszona kapusta i klej modelarski. Gumowe materace, świeżo polakierowana podłoga, ocet, farba do ścian. Akordy rozpuszczalnikowe są tu tak potężne, że dominują nad wszystkim innym. Bardzo jednowymiarowy, choć nie można odmówić mu perwersyjnego uroku.
Smak: sauerkraut (bawarska kwaśna kapusta), klej modelarski (któż by się spodziewał), ściągające drewno, gryząca pieprzność, ocet balsamiczny. Pojawiają się też posmaki imbirowe, czereśniowe, kakaowe.
Finisz: siarka, pikantność, drapiący alkohol,
Wnioski: dziwaczna whisky. Opinie o niej są bardzo skrajne – ludzie byli nią albo oczarowani, albo wprost przeciwnie. Jeśli chodzi o mnie, to raczej nie jest to malt, którego bym sobie chętnie polewał do powtórnego wypicia – wrażenia są jednak zbyt ekstremalne i jakby nie patrzeć – mimo rzadko spotykanych aromatów – dość prostackie.

Ocena: Radek – 5,5/10; Aleksander – 3/10

 

P_20170111_221255_MT_1

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *