Naszą małą tradycją stało się robienie w wakacyjnej aurze, po sezonie festiwalowym sporego przeglądu rumów. Nie inaczej jest w tym roku!

Jakoś tak się ułożyło, że rumom poświęcamy mniej uwagi na naszym blogu. Raz do roku naprawiamy ten stan rzeczy robiąc sobie duży przegląd w okolicach festiwalu Rum Love Festiwal. Dotychczas do pokaźnej baterii trzcinówek zasiadaliśmy dwa razy:

Z racji, że w tym roku byliśmy jedynie na Show Rum Warsaw, a nie pojechaliśmy na Rum Love (byliśmy w Jerez i Porto), to postanowiliśmy sobie to wynagrodzić bardzo wysokim poziomem rumów.

W zasadzie patronem tego odcinka mógłby być The Last Port, bo większość najlepszych rzeczy pochodzi od nich.

 

Dictador, 20yo, 40%

RUMRATINGS

Nos: kostka rosołowa, włoszczyzna, karmel, syrop cukrowy, karmelki, werthersy.
Smak: jest ok, bardzo słodki, karmelowy, melasowy, gładki, waniliowy, ale w sumie niewiele więcej. W tle jakichś gorzki i gryzący motyw.
Finisz: słodko i karmelowo, opalone drewienko, opalona cebulka na rosołek.
Wnioski: Kolejny raz już napotykamy w Dictadorze ten przedziwny motyw kostki rosołowej. W smaku już ok, ale trochę przeszkadza duże dosłodzenie. Ujdzie.

Ocena: Aleksander 2,5/10, Radek 2,5/10

Trynidad, LMDR, 2000-20018, 45%

RUMRATINGS

Nos: lotny, wierci w nosie, cytrusy, skórki, owoce tropikalne, woski owocowe, stary papier, sklejka, świeża beka, motywy iglaste, genever, eukaliptus, szałwia. Generalnie jest dość swiezo, zielono, ale nie młodo.
Smak: oranżadka, lemoniadka, vibovit, kandyzowane skórki, curacao, trochę chinina, amerykańskie chmiele. Dalej świeża beka, lekkie syropy cukrowe, wanilia, ligniny, kwiat pomarańczy.
Finisz: mocna pomarańcza, skorki, goryczka.
Wnioski: bardzo cytrusowy, aż ciśnie się na usta, że to jakiś spiced doprawiony skórkami. W sumie dobry, swiezy i niecodzienny. Zwraca uwagę dużo ciała i pełnia, za które można podciągnąć ocenę. Jednak od rumu, który już swoje lata ma oczekiwalibyśmy więcej.

Ocena: Aleksander 4/10, Radek 4/10

 –

Reunion, ex cognac, LMDR, 45%

RUMRATINGS

Nos: agricole, trochę zielonych motywów, zielony pieprz, szałwia, zioła, macierzanka, liść laurowy. Dalej jakaś glinka, muł rzeczny, banany, chlebowiec.
Smak: motyw mączny banany, chlebowiec,  tymianek, liść laurowy, szałwia, mentol, biały pieprz. Dalej już w miarę standardowo jak na agricole, trochę nut floralnych, ziołowych.
Finisz: korzenny, przyprawowy.
Wnioski: agricole ale o takim niecodziennym, trochę niegrzecznym profilu. Dobre to, ale kompletnie nie zapada w pamięć i zapomina się o tym po 5 minutach.

Ocena: Aleksander 3/10, Radek 3,5/10

 –

Venezuela, 2011, LMDR, 47%

RUMRATINGS

Nos: Schokobananen, płonące banany, banana split itd., orzechy, migdały, karmel, syrop cukrowy, wanilina. Lekko z dominującą nutą chemicznego aromatu bananowego i pobocznymi rumowymi.
Smak: banany, wanilia, pianki bananowe, karmele, melasy, trochę pikantnego drewna. W tle odrobina pogonu.
Finisz: banan, wanilia, karmel.
Wnioski: prosty, ale bardzo przyjemny rum. To nie jest dodany aromat bananowy?

Ocena: Aleksander 3,5/10, Radek 3,5/10

Nicaragua/trynidad/guatemala, LCDR, 50%

RUMRATINGS

Nos: lizaki, Werthersy, kajmaczek, krówki. Dalej lekkie przypalenie, przeciągnięty karmel, przypalone mleko. W tle jakieś motywy floralne i cytrusowe, kandyzowane skórki.
Smak: karmelki, lizaki, jakieś motyw zielone, trochę przypalenia i lekki pogonik. Coś się zaczyna dziać potem. Jakieś lekkie rozpuszczalniki, estry, trochę świeżej chińskiej gumy. W  tle jakieś egzotyczne kwiecie.
Finisz: gumowy, karmelowy.
Wnioski: zaczyna się słodko i drętwo, ale z czasem się trochę rozkręca. Od tego rumu chciałoby się dużo więcej, ale jakoś tak nie może sobie poradzić z oczekiwaniami i zostaje spory niedosyt.

Ocena: Aleksander 3/10, Radek 3/10

 –

Transcontinental Barbados (Foursquare) 2005, 55,2%

Nos: bourbon, klej do drewna, rozpuszczalnik, miód, syrop trzcinowy, nafta. Dalej ciastka, biszkopty, cantucini, amaretto, słodka herbatka. Pod koniec sianko, trzcina, batony z musli.
Smak: bez wody za mocne. Kilka kropel wystarczy żeby utemperować. Politura, bejca, hardy bourbon, dużo miodu, musli, ziarno, melasa, karmel, syrop cukrowy, migdały, orzechy, amaretto. Dalej trochę kawy, trochę popiolu, tostowane drewno, lekkie zwęglenie. W tle liście porzeczek, geranium.
Finisz: bourbonowy, karmelowy, tostowy.
Wnioski: dobry hardy, lakierowy rumek po bourbonie. wszystko gra, ale jednak czegoś brakuje. bez rozcieńczenia wali po języku.

Ocena: Aleksander: 4/10, Radek: 4,5/5

Barbados (Foursquare), LCDR, 65%

RUMRATINGS

Nos: czysty, lotny, wierci w nosie. Jest słodko, miodowo, syropowo, waniliowo i gładko. Pianki, wata cukrowa, wanilia, syropy barmańskie, migdały, orzechy, bourbon. Jest młodo, wysoki woltaż, ale dość gładko.
Smak: mocny, gładki, pijany na czysto mimo wysokiej mocy. Syrop cukrowy, wanilina, migdały, bourbon, poncz, aromat rumowy, baklawa, lokum. Z wodą bardziej orzechy, chałwa, ale równie gładko, czysto i z zębem.
Finisz: słodki, bourbonowy, cukrowy, rozpuszczalnikowy.
Wnioski: wzorcowy rumek w wysokiej mocy. Dużo się nie dzieje ale wszystko jest na swoim miejscu. Jest gładkość, mimo młodości i 65%. Jest dobra pijalność. Są wszystkie nuty, które tu być powinny. Może trochę brakuje ciężaru, ale wtedy nie byłoby gładkości.

Ocena: Aleksander 4,5/10, Radek 5/10

 –

Foursquare Principia, 62%

RUMRATINGS

Nos: lotny, wierci w nosie, estry, kwaśne owoce. Dalej gładko elegancko, miody, biszkopty, ale dość dyskretne. Delikatne cream sherry albo moscatel. Troche sosu sojowego, miodki. W tle owoce tropikalne, mango, ananasy, papaje. Sporo intensywnego kwiecia. No trochę tego sherry jest.
Smak: dużo ciała, ale dość elegancko, dostojnie, staro. Miody, syropy, karmele, wzmacniane wina. Malaga, marsala, cream sherry. Sporo owoców, jasnych marmolad, nektarynki, brzoskwinie. Dalej lekkie wypieki, rogaliki, palmiery, pączki z lekką marmoladą. Sherry najbardziej objawia się wyższą kwasowością, więc pewnie Oloroso, z drugiej strony słodkość i gładkość jak przy jakimś cream sherry.
Finisz: nie tak długi, ale dość intensywny, kwaskowy, winny, słodki.
Wnioski: bardzo dobry rum, raczej gładki, elegancki , z niuansami niż hardy typ. Aleksander jednak nie był przekonany. Fajne nuty delikatnego i gładkiego sherry. kwasowość dobrze urozmaica całość, ale trochę wszystko tutaj jest zbyt gładkie i zbyt grzeczne. Jeszcze rok temu był to dla nas jeden z najlepszych rumów, ale…

Ocena: Aleksander: 5/10, Radek: 5,5/10

 –

Foursquare Destino, 61%

RUMRATINGS

Nos: bejca, werniks, ale od razu po tym zbutwiałe drewno, wilgotne magazyny, las, grzybnia, zgnilizna. No jak w jakiejś starej Starce. Dalej czarna herbatka, biszkopty, wafelki waniliowe, woda różana, lekki miodek, esencje do ciast, trufle, arak, migdały rodzynki. Bardzo bogaty. W tle dużo slodyczy, lizaki choinkowe, kandyzowane pomarańcze, pączki.
Smak: jak Clynelish po sherry, czarna herbata, wytrawne oloroso, rodzynki, trufle, popioły, opalone beki. Dalej miody, woski, syropy cukrowe, melasy, lizaki, kawa, kakao, tiramisu. W miarę picia wytrawność, popiołowość, motywy ziołowe, ginowe, gorzkie czekolady, malizna. Dalej bardzo dużo tej wilgoci, zbutwiałego drewna, grzybni, mokrego lasu, czarnej ziemi.
Finisz: Długi, przypalony, słodkawy, popiołowy.
Wnioski: świetny rum, jeden z najlepszych jakie piłem. Są warstwy, ułożenie, hardość, no i ten charakter klaja po sherry. Nie spodziewalibyśmy się, że lekka madeira może dać taki charakter. bardziej byśmy obstawiali jakieś solidne oloroso. Może beki były solidnie opalone, albo coś. Zdecydowanie najlepszy rum jaki piliśmy.

Ocena: Aleksander: 6/10, Radek : 7/10

 

Caroni Extra Strong replica, 51,4%

WWW

Nos: ojoj, dzieje się i to dość niestandardowo. Syropy na kaszel, stare mokasyny, zaschnięte kleje, stare kauczuki, stara futryna pomalowana farbą olejną, smar, stare suchary, otręby, pakuły, bejcowana sklejka, stare dziadkowe barki. Dalej motywy rdzawe, WD-40. W tle jakieś nuty sztucznych aromatów owocowych, cukierków pudrowych, oranżadek, landrynek. Gdzieś w dali majaczą klasyczne rumowe przypalone karmele i malizna.
Smak: landrynki rozpuszczone w WD40. Sporo chemicznych owoców. Dziadkowe piwnice, warstaty, terpentyny, stare zaschłe farby, kauczuki, stare książki, stara farba drukarska, maszyny drukarskie i inne. Wszystko doprawione lekką malizną, lekko przypalonym karmelem. W tle opalone, impregnowane, smołowane drewno.
Finisz: równie techniczny, wytrawny, WD-40 terpentyna, piwnica.
Wnioski: rum o smaku dziadkowej piwnicy, staroci, WD-40 przeterminowanych farb, żywic, starej drukarni. Nie jest to mega intensywne jak w Jamajskich estrowcach, raczej wszystko zdążyło się utlenić. Chemia, gumy, lakiery, farby i żywice zdążyły się przeterminować w zapomnieniu dobrych kilkanaście lat w dziadkowej piwnicy. „Przydasie” tak zwane. Mamy z Aleksandrem już po raz kolejny spore rozbieżności w ocenie Caroni. Trzeba to lubić.

Ocena: Aleksander: 4/10, Radek: 6,5/10

 –

Velier Very Old, 57,18%

RUMRATINGS

Nos: grubo i staro. Czuć starość jak w porządnych highlandach po bourbonie. Stare książki, stare meble, kleje, bejce, trochę starego zbutwiałego drewienka, motywy omszałe, podmokłe. Dalej czarna słodka herbatka, domowy sok z czarnych porzeczek, geranium, szałwia, zioła. W tle lekki mdły pogon.
Smak: stare, zbutwiałe, wilgotne i omszałe motywy na pierwszym planie. Potem syrop cukrowy, przypalony karmel, popiół, zalane kiepy, wyraźny pogon. Dalej słodki earl grey, ciastka owsiane, sherry, czarne owoce, porzeczki.
Finisz: długi, rozpuszczalnik, mocno opalona beka, czarne owoce.
Wnioski: kolejny, stary i charakterny rum. Nawet duża dawka mdłego i rzygawego pogonu tutaj ma swój urok. Poza tym omszała i zbutwiała starość z herbatką. Solidne opalenie beczek idące już w intensywne czarne owoce.

Ocena: Aleksander 4,5/10, Radek: 5,5/10

 –

Velier Tiger Shark, 57,18%

WWW

Nos: żeliwo, motywy budowlane, stara zardzewiała betoniarka, stare eternity i azbesty, gipsy i tynki. Dalej sfajczony komputer albo telewizor, samochodowe dywaniki. W  tle jakieś motywy winne, moszcze, sfermentowane soki, rabarbar. Oczywiście sporo syropu cukrowego i tostowanego drewna.
Smak: trochę pogon, duszący, ale nie rzygawy. Mocne. Motywy kredowe, murarskie. Znów spalona elektronika, opalone beki, kiepy, popioły, lizole. Nie tak słodki jak poprzeni Velier, nawet można rzec, że wytrawny. Lukrecja, cukierki na kaszel, przejrzałe banany, przypalony karmel.
Finisz: dość wytrawny, przypalony, bourbon, lukrecja.
Wnioski: Podobny poziom i kierunek jak w poprzedniku, ale tutaj profil o wiele bardziej wykręcony, ale nie tak głęboki i ewidentnie mniej wiekowy. Większa wytrawność też nie pomaga. Plusik za odważny charakter, ale w sumie gorzej.

Ocena: Aleksander: 4,5/10, Radek: 5/10

 –

Kill Devil, fiji, 46%

RUMRATINGS

Nos: jest smrodek, ale taki ugrzeczniony i kulturalny. Trochę motywów bananowych, rozpuszczalne wapienko w tablekach. Świeża chińska guma, nowe trampki, sala gimnastyczna, materace  do ćwiczeń. Dalej trochę cytrusów, skórek
Smak: bourbon, przejrzałe banany, wanilia, bagienko, „muck pit” do którego wrzucono bardzo dużo owoców. Kreda, przypalony cukier, słodzik. Prosto w sumie, ale to wszystko jest przyjemne i ułożone.
Finisz: banany, malizna, guma, bowmorowy motyw perfumowanego dymu.
Wnioski: grzeczny i ułożony estrowiec dla poczatkujacych. Dość elegancki ale mimo wszystko gumowy i zadziorny. W pamięć zapada jedynie ta gładkość i elegancja w dość nieeleganckim przecież estrowym stylu.

Ocena: Aleksander 4,5/10, Radek 4,5/10

 –

Cambridge 2005, STCE, 62,5%

Nos: delikatny jak na wysokoestrowy, kwiecie, łąka, talk, nagrzany na słońcu kauczuk, żywice, rozpałka do grilla, jakieś lekkie alkohole. Dalej bardziej soczysty, trawy, kafiry, smoothie z jarmuzu i innego zielonego szajsu. Trochę jak lowlandowe whisky, szmaciane Littlemille.
Smak: smak bardzo whiskowy, słodki, cukrowy, solidny bourbon, a przy okazji pikantny, dość cielisty, pełny, nieco rozpuszczalnikowy, nie jakoś gumowy, ale jest nuta chemii. Dalej jakieś konopne sznurki, jutowe worki, siano itp
Finisz: banan, rozpuszczalnik, wanilina.
Wnioski: esteowiec, ale w najłagodniejszym możliwym wydaniu. Trochę przywodzi na myśli whisky z lowland, ale niestety w tym najmniej korzystnym wydaniu. Trochę anemia charakteru, mydlany, sianowaty, szmaciany, parciany smak. Może się nie wgryźliśmy porządnie, a może ten rum był za bardzo na końcu jak na jego „delikatność”

Ocena: Aleksander 4/10, Radek 4/10

 –

Long pond 2007, TECC, 62,5%

WWW

Nos: łojezu, co tu się stanęło? Klej modelarski, butapren i wikol, kwasy owocowe, jakaś mocno lotna chemia, żywica epoksydowa, świeże sylikony, wyciąg ze sparciałych materacy, spalona patelnia, palona żywica, wyższe alkohole, zmywacze do paznokci, benzyna ekstrakcyjna. Dalej mocna chemia, jakieś zakłady chemiczne BASF, kasety wideo, nitroceluloza. W tle stare przypalone beki po bourbonie, trochę slodyczy, wanilina, sherry.
Smak: chemia, palone plastiki, wysokie alkohole, gumy, rozpuszczalniki i w ogóle cała tablica Mendelejewa. Spod tego wychodzą jakieś mocno chemiczne koncentraty owocowe, aromatyzowane napoje owoce, czarne owoce,winogrona, porzeczki, czarne Frugo, siarka. Jest i mocny przedgon, ale i solidny pogon. Geranium, liście porzeczek, szałwia, zioła, pieprze. I znów mocna chemia.
Finisz: czarna porzeczka, butanol, malizna, chemia.
Wnioski: co tu się odpierdala??? „Chemia, taka sytuacja”. To już nie gumowy smrodek jak w normalnych estrowcach. To jest jakaś mocna chemia. Intensywność jak w Octomore i w sumie uderzenie aromatów obezwładnia jezyk podobnie. Ciężko się takie rzeczy ocenia, bo to już bardziej ciekawostka, ale chyba tutaj jest jednak większe skomplikowanie i „przyjemność” z picia.

Ocena: Aleksander  ?/10, Radek 6/10

 

Jeszcze takiego poziomu rumów nie mieliśmy u nas. Nie zawodzi 4sq, który, jak Clynelish, poniżej pewnego poziomu nie schodzi i nawet te mniej natchnione wersje są dobre. Destino zamiótł temat z całkiem sporą przewagą i jest chyba najlepszym rumem jaki piliśmy. Bardzo dobre były ciężkie, toporne i pogonowe Veliery. Przy Caroni mieliśmy rozbieżność jak zwykle. Aleksander chyba już nie zostanie fanem rumowego odpowiednika Brory, ale mnie ta dziwność się bardzo podoba. Potrójnie estrowy Long Pond TECC to z kolei Octomore wśród rumów. Zaskoczenie było jak przy pierwszym kontakcie z torfową whisky. Wszystkie rumy z La Maison du Rhum były całkiem niezłe, ale kompletnie nienatchnione (może oprócz bananowca z Wenezueli) i wypadały blado przy powyższych.

Rumy na pewno na blogu zagoszczą teraz częściej i regularniej. Możecie się spodziewać kilku artykułów o pojedynczych butelkach w niedługim czasie.

 

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *