W dniach 10-11.10 odbył się już drugi festiwal whisky. Tym razem został przygarnięty pod międzynarodowe skrzydła marki Whisky Live. Zapraszam na subiektywną relację z innej beczkiKrytyczna relacja została już zamieszczona przez Wiktora na łamach Bestofwhisky.pl, relacje umiarkowanie pozytywne zagościły na łamach forum Taste of whisky i zaprzyjaźnionych z nim blogach. Ja mam na ten temat swoje zdanie. Po części zgadzam się z jednymi, po części z drugimi, a po części z nikim. Jak zawsze z innej beczki.

W tym roku na lokalizację festiwalu zostały wybrane przestrzenne wnętrza antresoli i sal konferencyjnych hotelu Courtyard by Marriott. Było elegancko, dość wygodnie i niestety bezpłciowo. Jestem w stanie zrozumieć organizatora który kierował się względami praktycznymi. Hotel na lotnisku ułatwia logistykę i i jak to hotel ma bardzo dobrą infrastrukturę. Są toalety w wystarczającej ilości, baza noclegowa, duża restauracja. Niestety jest to samo, co na księżycu – brak atmosfery. O wiele bardziej widziałbym taką imprezę w lokalizacji typu Arkady Kubickiego czy nawet targowe przestrzenie PKiN. Akurat pod tym względem dla mnie lepsza jest lokalizacja dorocznych imprez M&P. Co kto lubi. Ja nie jestem fanem standardowych hotelowych wykładzin, lobby barów, jedzenia z bemarów itd.

Brakowało mi też jakiejś wygodniejszej przestrzeni kanapowo-fotelowej, w trochę lepszym stylu niż leżaki i siedzenia w lobby. Miejsca, w którym można by spokojnie spisać notkę, pogadać i odpocząć chwilę. Stójkowy charakter takich imprez jest trochę męczący.

Na dużą pochwałę zasługiwał festiwalowy kieliszek wraz z dedykowaną smyczą. Tutaj na tle innych festiwali ze świata wstydu nie ma. Można śmiało powiedzieć „Weltklasse”

Jednak nie to jest w festiwalu whisky najważniejsze. Najważniejsza jest whisky. Tej było bardzo dużo, a przekrój był olbrzymi, od koncernów prezentujących blendy aż po bardzo specjalistyczne sklepy (konkretnie jeden) których stoły uginały się od wypaśnych whisky. Eklektycznego obrazu dopełniały stoiska z rumami, winami, koniakami, bimbrem, kawą, czekoladą i syropami. Nie jestem ortodoksem, bardzo lubię napić się czasem indyjskiej whisky, rumu czy koniaku i uważam, że takie trunki powinny gościć na peryferiach takiego festiwalu. Są natomiast pewne granice i winom, szampanom i bimbrownikom z Discovery mówimy WON!. Kawy i soku można się napić w hotelowej restauracji.

Dla hardkorowych fanów whisky było faktycznie niewiele. konkretne pozycje były raptem na trzech stoiskach, Best Whisky Market, Glenfarclas i SMWS, z czego ten pierwszy wygrał serca wszystkich w przedbiegach. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się wiele więcej i z przyjemnością oddałem się uzupełnianiu braków w podstawowych single maltach, szeroko pojętych whisky ze świata i rumach. Nie tak bogato, ale dalej przyjemnie było przy stoiskach Kavalan, Compass Box czy Morrison Bowmore (Teraz już „Beamtory”:). Było też stoisko M&P, ale asortyment tego już testowałem na Salonie M&P dwa dni wcześniej. Ogólnie było nieźle, ale bardziej wymagający musieli się zorganizować we własnym zakresie. Relację z małego afterka Best of whisky też postaram się zamieścić na dniach.

Na koniec mogę powiedzieć, że nie miałem specjalnie rozbuchanych oczekiwań względem tego festiwalu. Niektóre rzeczy były nie do przyjęcia, niektóre nie licowały z moją osobistą estetyką, niektóre podpasowały mi bardzo. Mam nadzieję, że impreza w przyszłym roku rozwinie skrzydła jeszcze bardziej, wyeliminuje swoje mankamenty, hardkorowcom da to na co czekają, przy jednoczesnym zaspokojeniu mniej wybrednych fanów. Mam też nadzieję, że za rok wszyscy będziemy zadowoleni, bo wspólna pasja ma nas łączyć, a nie dzielić.

Na koniec oczywiście galeria

PS. Notki degustacyjne będą w ewentualnych oddzielnych wpisach.

 

Radosław Janowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *