Trzecia edycja Whisky Live Warsaw za nami. Działo się dużo, zmian także było dużo. Pora podsumować wszystko, co wydarzyło się przez te dwa dni, odnieść się do zeszłego roku i wyrazić opinię.

 

W dniach 14-15 października sale hotelu Courtyard by Marriott znów gościły imprezę wieńczącą sezon festiwalowy w Polsce. To już trzeci raz, a drugi po międzynarodowym znaczkiem Whisky Live. Widać rozwój i wyciągane wnioski z lat poprzednich. Widać też dużą ambicję aby odsadzić festiwal w Jastrzębiej i zająć wygodne miejsce lidera i przybrać zaszczytne miano najważniejszego festiwalu sezonu. A jak wyszło?

Na pewno mamy do czynienia z rozwojem i rozrostem imprezy. Można powiedzieć nawet, że przestrzeń festiwalowa została przepełniona i pękała w szwach (ale o tym później). Organizatorzy postanowili uzupełnić formułę o dodatkowe atrakcje, a i liczba stoisk i samych trunków możliwych do spróbowania była ciekawsza niż przed rokiem.

 

Miejsce

Courtyard by Marriot jest dla mnie, niestety najsłabszym elementem tej układanki. Już w zeszłym roku mówiłem, że walor  estetyczno-klimatyczny tego miejsca jest nijaki. Wiele osób się jednak ze mną nie zgadzało, więc ten aspekt można potraktować jako indywidualne podejście. Niezaprzeczalnym jest jednak, że po prostu ta przestrzeń stała się zbyt mała dla rozrastającego się festiwalu, zarówno jeżeli chodzi o liczbę wystawców jak i uczestników. W oba dni wieczorem panował po prostu przeraźliwy tłok. Mam nadzieję, że po raz ostatni spotkaliśmy się w tym miejscu. Zresztą sam Jarosław Buss w wywiadzie dla Aqua Vitae powiedział, że pod tym względem na następny rok jest jakiś plan B. Mam taką nadzieję, gdyż z przestrzeni konferencyjnej w CbM zostało już wyciśnięte absolutne maksimum i dalsze atrakcje się po prostu nie zmieszczą, a i pod względem klimatu miejsca marzy mi się coś godniejszego whisky.

 

Detale

Pewien były piłkarz i trener zwykł mawiać „To są właśnie te detale…”. Ja już z kolei wcześniej napisałem, że w takich drobnych sprawach widać wyciąganie wniosków przez organizatora. Widać było trochę lepsze rozplanowanie stoisk tak, żeby na dostępnej przestrzeni na obu poziomach zmieścić jak najwięcej. Wszędzie dostępna była woda zarówno butelkowana jak i w dzbankach. Do picia, do płukania kieliszków, rozcieńczania, gazowania, niegazowana i dużo. Bardzo miło, że sprzedaż kuponów był w kantorku oddzielonym od sklepu festiwalowego. W końcu też buteleczki festiwalowe na sample doczekały się naklejek i etykiet. O dobrym kieliszku festiwalowym, smyczy, tłumaczach itd nie będę wspominał bo to było w zeszłym roku.

Najważniejsza jest whisky

Jak wiadomo, może być wiele rzeczy źle, ale musi być whisky. Na tym polu widać zdecydowany progres względem roku poprzedniego. W zeszłym roku wszyscy bardziej zaawansowani fani whisky mówili, że takich poważniejszych pozycji można było się napić w zasadzie na trzech stoiskach, tj. BestWhiskyMarket, Glenfarclas i SMWS. W tym roku ilość ambitniejszych whisky była zdecydowanie większa. Oferta BestWhiskyMarket rozciągała się na dwa stoły. Tuż obok chłopaków z BWM był Adam z ofertą Murray McDavid. Spore uznanie wzbudziło stoisko Adelphi, na którym była całkiem solidna linia single casków i to zarówno do spróbowania w cenie biletu, jak i płatne dramy w dość rozsądnych cenach (tutaj zwłaszcza wszyscy się rzucili na 26-letnią Inchgower). M&P zaprezentowało bardzo solidną ofertę z nowymi caskami Benriach i wszystkimi ostatnimi nowościami na czele (ale o M&P  dużo ostatnio było i w planach jest kolejna wizyta w  Whisky&Cognac w Wesołej, także nie będę się rozpisywał). Bardzo duże stoisko miał też sklep należący do Stilnovisti. Samo Stilnovisti na oddzielnym stoisku przygotowało „bajer” w postaci degustacji po ciemku swoich własnych wypustów (mimo mojego dużego sceptycyzmu Puffin i Rage okazały się dobrymi whisky). Ofertę z bardzo górnej półki przygotowali też Rafał i Bartek z Taste of Whisky. Ponownie dobre było stoisko Glenfarclas, gdzie można było spróbować sampli z beczek i kilku edycji family cask, a bardzo przyjemną rozmowę zapewniał sam George Grant. Na stoisku Diageo dumnie stała seria Diageo Special Release. Gordon&McPhail także mogło się pochwalić dobrymi butelkami ze starymi Glen Grantami na czele, ale i młodsze pozycje prezentowały się ciekawie. Zupełnie nieciekawe w zeszłym roku stoisko Glengoyne wzbogaciło się o dwie caskowe pozycje. Compass box do którego było mi w zeszłym roku zupełnie nie po drodze także pokazało wysoki poziom. Douglas Laing, choć poniżej oczekiwań, też mógł się pochwalić wyborem whisky z jednej beczki. Sporym zainteresowaniem cieszyły się też bardzo marketingowo napompowane Glenfiddichy IPA i XX. Kilka ciekawych whisky znalazło się jeszcze tu i tam.

Z nowofalowych i nowoświatowych whisky jak zwykle mogliśmy liczyć na tajwańską destylarnię Kavalan i ich serię Solist. Dobre whisky, na czele z dobrze przyjętym Spectrum, były też na stoisku Amrut. Trzecie miejsce na egzotycznym pudle zajmuje torfowy Paul John w casku. Reszta „bananowych” whisky jest milczeniem.

Jeżeli chodzi o „malternatywy” to z radością przywitałem na festiwalu więcej stoisk z rumami. Przegląd rumowy prezentował się niezwykle okazale. Szczególnie wyróżnić trzeba stoisko Malteco/Malecon z dość starymi rumami rocznikowymi i overproof. Na stoisku Pussers także było rocznikowo i overproof ( w tym marynarski rum w wersji 75%). Ciekawe też były Botran i Botucal z rumami leżakowanymi w beczkach po sherry i winie. Na stoisku Dictador najlepsze były hostessy 🙂

Bardzo też osobiście kibicuję Wolf Distillery, chociaż nasze rozumienie whisky jest trochę inne. Dobry destylat jednak mały wpływ drewna (refill). Liczę jednak, że pod wpływem rynku przynajmniej cześć destylatów z Wolfa obierze mocniejszy kierunek na beczkę.

Masterclass

W tym roku została Przygotowana szeroka oferta Masterclassów. Szczególnie ciekawie zapowiadały się dwie sesje z Glenfarclas (wpływ beczki i podróż przez dekady), Unikatowa Japonia (Chichibu i Hanyu), Kavalan i chyba najciekawsza, czyli seria Artist od La Maison Du Whisky. Niestety cena tej ostatniej degustacji była dość wysoka i musiałem sobie wyperswadować jakoś udział w niej. Szkoda. Fajnym dodatkiem była darmowa sesja Bourbon Legends (ja już się zapoznałem z tymi produktami przy okazji imprezy Bourbon Legends).

Udało się załapać za to na jedno z ostatnich wolnych miejsc na Masterclass Kavalan. Do spróbowania były 4 wersje Solist z beczek po Sherry (Manzanilla, Amontillado, Moscatel, Pedro Ximenez) i jedna Solist z beczki po czerwonym winie (Vinho Barrique). Degustacja szczególnie ciekawa, bo jestem wielkim fanem win z Jerez de la Frontera. Poza tym mogliśmy zapoznać się z podejście destylarni kavalan do beczek  i ich filozofią.

Dodatki

Tegoroczna edycja WLW miała upłynąć pod znakiem atrakcji dodatkowych takich jak World Class Bar, Food Pairing czy spotkania Autorami. Nie byłem specjalnie do tego przekonany i nawet nie starczyło czasu by sprawdzić co oferują te wydarzenia. Dobrze natomiast, że funkcjonowało to gdzieś obok (w oddzielnych salach lub na dole) i nie kolidowało z głównymi wydarzeniami festiwalu. Ja nie mam z tym problemu jak występuję to jako dodatek do całości i może nawet w przyszłym roku sprawdzę co oferują barmani.

Łycha dziegciu

Skoro jest tak dobrze, to gdzie tutaj jest haczyk? Niestety cenowo odlatujemy coraz bardziej. Boom na whisky i szybki wzrost cen sprawiają, że płatne dramy i masterclassy  są coraz droższe. Nie można tutaj jakoś przesadnie winić organizatora za ogólny wzrost cen na rynku, zwłaszcza, że jedni wystawcy potrafili wycenić swoje pozycje bardzo rozsądnie, podczas gdy inni zrobili to wręcz nonszalancko. Ceny w sklepie Whisky Rush były po prostu kosmiczne, a pobieranie pieniędzy za zupełnie podstawowe produkty Diageo było już zupełnie nieśmiesznym żartem. Zaplanowany budżet należało wydać z dużym rozsądkiem, zwłaszcza, że  jeszcze był wcześniej Festiwal Piwa, a potem jeszcze mały after. Kilka stoisk potrafiło zachować rozsądne ceny i nie liczyć sobie za whisky podstawowe.

Drugim zjawiskiem są dalej obecne inne trunki, które nijak nie aspirują do miana sensownych „malternatyw”. Jako fan whisky nie czuję się klientem na tego typu rzeczy i nie ciągnęło mnie do próbowania wódek, bimbrów w słoikach, kolorowych ginów, szampanów itd. Czy jest na to klient na festiwalu? Nie wiem, tutaj by musiał się wypowiedzieć np. Czajkus. Chociaż i tutaj widać poprawę. Nie ma bimbrowników z Discovery, wódki chyba mniej, a w to miejsce pojawiają się rzeczy trochę bardziej przystające do whisky jak Distinctive czy nawet Miodula.

Mniej jest też osób, które ewidentnie przesadziły z alkoholem i mówiąc wprost nawaliły się pod sam korek. Dalej niestety jest spora grupa festiwalowiczów, który przyszli się napić  w cenie biletu i podstawiają kieliszek po wszystko jak leci. Jeden rzut oka i ucha wystarczy by stwierdzić, że nie są to początkujący fani whisky, a po prostu fani procentów wszelakich.

 

Wnioski

Festiwal ma swoją tożsamość, kształt i kierunek jest rozwojowy. Jest głównie nastawiony na zachęcenie nowych fanów whisky, ale oferta dla tych poważniejszych koneserów jest coraz większa. Ja z tym nie mam problemu. Idzie to powoli do przodu i spokojnie się rozwija. Będę bardzo zadowolony jeżeli w przyszłym roku spotkamy się w nowej lepszej lokalizacji, z lepszym wystrojem, klimatem i większą ilością miejsca. Czas porzucić ciasnotę i płytę paździerzową.  Można też pomyśleć o przesianiu odrobinę uczestników. Nie mam nic przeciwko początkującym fanom czy ludziom trochę z przypadku, ale ewidentni amatorzy procentów w dużych ilościach powinni być poza targetem organizatorów. Nie mam także nic przeciwko poszerzaniu festiwalu o atrakcje dodatkowe tak długo jak są gdzieś obok festiwalu i robią tylko za dodatek. Tak samo z innymi alkoholami. Bardzo lubię inne alkohole starzone i chciałbym widzieć ich więcej, ale może warto by było pomyśleć o przygotowaniu dla nich oddzielnej sali. No i oczywiście mam nadzieję, że przez rok ceny nie poszybują w kosmos i będzie szansa na fajne whisky w cenach, które nie zwalają z nóg.

 

Radosław Janowski

6 thoughts on “Relacja z Whisky Live Warsaw 2016

  1. Najtrafniej oceniona relacja jaką widziałem.

    Lokalizacja niestety kompletna klapa. Ciężko jest degustować whisky jak co chwila ktoś cię uderza w plecy próbując się przecisnąć nie wspominając o trzymaniu długopisu w celu sporządzenia notatek.

    Masterclass byliśmy na tym samym Kavalan. Bardzo pouczający nie tylko od strony samej destylarni i różnic w temperaturach na piętrach w magazynie, ale przede wszystkim w różnicach na temat sherry i rodzajów samych win jaki wielki mają wpływ na na ostateczny smak.
    Ciekawie wypadł też masterclass Wolf Distyllery ze względu na to, że poznałem i nawet spodobała mi się filozofia Michała Płocisza-właściciela destylarnii. Nie chce on kopiować szkockich produktów, a tworzyć coś indywidualnego polskiego, prawdziwego, wyróżniającego się. Jeżeli będzie tak intensywnie pracował nad whisky jak pracuje nad dobrym spirytusem to wiem że zrobi wspaniały produkt.

    Tak samo nie rozumiem cen niektórych cen dramów przykład Scapa Skiren za 10zł natomiast na Glenfarclass-ie sam George Grant nalewa mi w cenie biletu 15-latkę a 25-latkę za 20zł.

    1. Dzięki!
      Tutaj niestety nie ma co narzekać na ekipę Jarosława Bussa. Wybrali sprawdzoną lokację, ale popyt na festiwal przerósł ich oczekiwania. Pozostaje mieć nadzieję, że nie pójdą na Legię, bo co dobre dla piwa to niekoniecznie dla whisky.
      Kavalan to dobra whisky, niestety w coraz mniej dobrej cenie. Whisky na masterclass były ciekawe, ale nie za 350-400 EUR.
      Wolfowi też bardzo kibicuje, chociaż idą pod prąd logice. Nie chcą robić Szkockiej a i tak są porównywani do szkockiej. Jak na świeżynkę to jest dobrze, ale trzeba iść do przodu.

  2. W większości się zgadzam z autorem, popieram zmianę lokalizacji imprezy oraz o oddzielenie stoisk z whisky od stoisk z rumami, ginami, wódkami lub innymi (np. inne pomieszczenie). Popieram również, że w porównaniu z zeszłym rokiem było o wiele lepiej.
    Mam też uwagę co do słoiczków na sample, przy niektórych stoiskach nie chciano nalewać gdyż „słoiczki nie mają naklejek festiwalowych”, a takie sprzedawano na dole.
    Komiczne też był brak możliwości zabrania sampla z darmowych próbek, rozumiem chęć zarobku itd., ale wiele osób po prostu chciało zabrać próbkę czegoś co im zasmakowało (z darmowych), żeby się podzielić ze znajomymi w domu lub po prostu dla siebie, a na stoiskach twierdzono że zabroniono im ich nalewać i że można brać tylko płatne.
    Można było kombinować i nalewać w kieliszek i przelewać do słoiczków ale chyba to się trochę mija z celem.
    Pozdrawiam

    1. Nie spotkałem się z tym, że nie lali do słoiczków bez naklejek, ale też po fakcie usłyszałem gdzieś, że była taka partia bez tych żółtych okrągłych na wierzchu. Co do lania darmowych dramów do sampli, to na dwóje babka wróżyła. z jednej strony buteleczki w festiwalowym sklepiku były odpowiednio droższe właśnie po to. Z drugiej rzeczywiście organizator miał problem, żeby odsiać amatorów taniego alkoholu i początkujący fani chcący zabrać jakiegoś sampla do domu ucierpieli na tym.

  3. Wolf nie chce kopiować szkockich produktów, bo po prostu nie jest w stanie. Uczciwsze byłoby mówić o tym wprost, zamiast opowiadać bajki 😉 Dobry spirytus, a dobra whisky? To trochę tak, jakby prymus w zerówce miał rywalizować na poziomie akademickim…

    1. Dajmy szansę. Na razie to jest surowizna, ale da się z niej coś zrobić. Nie wiem czy Michał nie chce czy nie umie, tak mówi, jego prawo. Ja uczciwie mówię wprost, że nie podzielam jego wizji czy argumentacji. Jak za rok czy półtora będzie taka sama surowizna to wtedy będzie można na Wolfie postawić krzyżyk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *