Trzeba gonić temat Jerez. W końcu obaj mamy tam w tym roku wycieczki, a tymczasem bodegi sprzed roku jeszcze nie wszystkie zostały opisane. Tak więc dzisiaj relacja z wizyty w Diez Merito. Ciekawa bodega, ciekawe zwiedzanie…

Jak na razie, nasz sherrowy szlak wygląda następująco:

Do tego polecam zapoznać się/przypomnieć sobie nieco teorii:

Diez Merito

Dziś bodega Diez Merito. Wciśnięta między bloki mieszkalne, wita nieco kontrastowym wrażeniem. Wypolerowane mury, finezyjnie zdobione bramy i równo przystrzyżone żywopłoty sąsiadują z osprejowanym przystankiem autobusowym przy którym walają się niedopałki i puszki po piwie. Naprzeciwko mamy niezbyt urodziwe bloczydła pamiętające pewnie jeszcze starego Caudillo w których parterach zlokalizowane są warzywniaki, azjatyckie sklepy i tym podobne usługi pierwszej potrzeby na przedmieściach.

Diez Merito jest pierwszą bodegą jaką napotkamy idąc do centrum z neo-mudejarowego dworca kolejowego, od którego oddalona jest ledwie o 300 metrów (tylko Alvaro Domecq jest bliżej).

To może jeszcze łyczek historii. Początki Diez Merito sięgają połowy XIX wieku i osoby Salvadora Diez y Perez de Munoz (1858-1939), będącego jednym z dziesiątki dzieci zamożnego jereziańskiego bankiera. Już w wieku kilkunastu lat zaangażował się w III wojnę z karlistami  (1872-6), w której stanął po stronie owych karlistów, za co zresztą został wygnany z kraju. Jak większość karlistów, po klęsce uciekł do Francji. Osiadł w Bajonnie, gdzie postanowił rozkręcić biznes. Napisał do swojego ojca, prosząc, by ten przysłał mu jak największe ilości starego sherry, którym zaczął handlować. Interes szedł nadspodziewanie dobrze. Na tyle, że jego młodsi bracia również zaczęli handlować sherry (oni z kolei w Marsylii), a po jakimś czasie trio połączyło się tworząc spółkę Diez Hermanos (bracia Diez).

Bracia wkrótce kupili pierwszą bodegę (Ysasi y Cia), a w latach 90 XIX wieku byli już na tyle znani i cenieni, że król Alfons XII nadał firmie Royal Warrant (królewskie upoważnienie? Nie wiem jak to dobrze przetłumaczyć), upoważniający m.in. do umieszczania królewskich insygniów na etykietach. Na początku XX wieku, po przejęciu kolejnych bodeg, Diez Hermanos są jednymi z większych eksporterów sherry. Mniej więcej w tym czasie firma wchodzi także w handel Porto i Madeirą.

Salvador Diez oprócz świetnego nosa do biznesu sherry, miał też inne wielkie zasługi dla Jerez de la Frontera. Położony na starówce mauretański, XII wieczny Alkazar jest dziś jedną z głównych atrakcji turystycznych Jerez. Jednak 100 lat temu był on w tak katastrofalnym stanie, że rada miejska postanowiła o zburzeniu go i ulokowaniu w tym miejscu miejskiego parku. Salvador Diez dowiedziawszy się o tym, wyłożył pieniądze na kompleksową restaurację zabytku. W ramach podzięki, jedna z głównych sal Alkazaru jest dziś poświęcona jego osobie.

Salvador Diez umiera w 1939 mając, tak jak i jego ojciec, dziesiątkę dzieci (co ciekawe, Diez to po hiszpańsku właśnie dziesięć). Firma jest dalej prowadzona przez rodzinę. W 1979 następuje pierwsza fuzja, gdy Diez Hermanos łączy się z ważną bodegą Marques del Merito. Dwa lata później cała grupa Diez-Merito zostaje wchłonięta przez giganta Rumasa. Była to jedna z ostatnich inwestycji Rumasy przed spektakularnym upadkiem w roku 1983 (kiedyś będzie trzeba napisać o tym osobny artykuł). W 1985 Diez-Merito zostaje sprzedane przez rząd wraz z bodegami Pemartin i Bertola biznesmenowi Marcosowi Eguizabalowi. Za jego czasów, a zwłaszcza za czasów jego potomków (po 1994) bodega nieco podupadła. Po ostatniej zmianie właściciela, od 2016 zakładem włada rodzina Espinosa która planuje przywrócić winom z Diez Merito ich dawny blask.

Moje zwiedzanie było muszę przyznać, dość nietypowe. Umówiony byłem na 9 rano w pewien pochmurny i chłodny majowy dzień. Swoim zwyczajem, przyszedłem 15 minut wcześniej, jednak tylko po to, aby pocałować klamkę. Nic to, myślę. Zaraz przyjdzie. Mija 10 minut, kwadrans, dwa kwadranse… Nic. A bodegę otwierają o 10. Na pół godziny przed otwarciem przychodzi pani sprzątaczka, której moim hiszpańskim na poziomie „Kali chcieć jeść” tłumaczę o co chodzi. Po szybkim telefonie do szefowej dostaję oficjalną przepustkę i zielone światło aby wejść z panią sprzątaczką za mury Diez Merito. W międzyczasie udaje mi się zrozumieć, że „señor, przecież szefowa napisała maila że jest chora i wizyta odwołana”. Sprawdzam skrzynkę. W istocie napisała. O 8:45. Ot, andaluzyjskie klimaty 😉 Mam wrażenie że pod tym względem są oni nieco podobni do południowych Włochów, czy Greków. Nie chcecie na ten przykład wiedzieć jak problematyczne jest ustawienie sensownego planu zwiedzania bodeg, próbując się dogadać z tymi wszystkimi małymi, rodzinnymi zakładami, w których 40% obsługi nie umie angielskiego ni w ząb, a drugie 40% nie sprawdza maila w ogóle, bądź ma na stronie podany jakiś sprzed dekady.

Pani sprzątaczka nie miała chyba jednak wystarczających kompetencji aby mnie oprowadzać, więc wymownym gestem dała mi do zrozumienia żebym pozwiedzał sobie sam. Cóż, mnie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Z aparatem w ręce czmychnąłem by buszować po magazynach, zaglądać w każdy zakamarek, wsadzać łeb do wszystkich możliwych beczek i zaciągać się każdą solerą z VORSem. Bo w Jerez, odmiennie niż w Szkocji, beczki nie są szczelnie zaszpuntowane. Korek jest jedynie delikatnie położony na beczce, a jego jedynym zadaniem jest ochrona cennej zawartości przed wścibskimi muchami. Trochę szkoda, że nie byłem na tyle bezczelny, żeby ściągnąć wiszącą na ścianie venencię i polać sam sobie wprost z beczek co lepsze cymesy 😉

Poza powyższym, bodega wygląda lokalnie, ładnie. Urokliwe jest zwłaszcza kwadratowe patio pośrodku zespołu budynków. Poza tym standard: rzędy beczek ustawione w solerę, a na niej dwie criadery, obowiązkowa podświetlana beczka ze szklanym deklem, sporo starych pamiątek i narzędzi przydatnych ongiś przy operowaniu beczkami. Wciąż zaskakują pozostawiane tu i ówdzie butelki, czy wręcz napełnione sherry kieliszki.

Duże i ładne jest pomieszczenie degustacji. Piaskowa podłoga, pobielone ściany spod których gdzieniegdzie wyłania się grzyb, charakterystyczny zapach. Widać po prostu, że to dawny magazyn zaaranżowany na pokój dla tych wścibskich turystów. Poza standardowymi bekami, ciężkimi stołami i krzesłami mamy tu sporo specjalnych beczek, ozdób i utensyliów wszelakich. Na przykład ta beczkowa wersja Muzykantów z Bremy była reklamą bodegi Marques del Merito kiedyś gdzieś na jakiejś wystawie.

A tu mamy namacalny dowód posiadania jeszcze przez Diez Hermanos, Royal Warrant.

Kolejna instalacja, również prawdopodobnie służąca kiedyś za reklamę. Postać trzyma co prawda butelkę obecnego VORS Amontillado, ale pewnie można mu tam wsadzić dowolną butelkę. O właśnie, zaraz degustacja, to wypada wspomnieć choć słowem o ofercie Diez Merito.

Jeśli chodzi o sherry, jest ona podzielona w trzy kategorie:

Pemartin – najmłodsze i najtańsze sherry. Bez oznaczenia wieku (wina ok. 5 letnie). Kosztują około 6€ za butelkę (3€ za fino).

Bertola – wyższa półka. Dostępne są tu wszystkie rodzaje sherry. Poza fino i manzanillą posiadają 12 letnie oznaczenie wieku. Cena ok 15€ (fino i manzana 7€), choć na miejscu butelki 0,35 dostałem za śmieszne 5€.

VORS – obejmuje trzy wina: oloroso Victoria Regina, pedro ximenez Vieja Solera i amontillado Fino Imperial (nie wiem czemu nazwa sugeruje, że to fino).

Do tego sporo brandy o zróżnicowanym wieku.

 

Bertola Fino 12yo – w nosie bardzo lekkie, wodniste wręcz, drożdżowe, z nutą końskiej derki. Smak bardzo czysty, lekki, kwaskowy. Na finiszu oliwki, pieprz. Niezłe.

Bertola Amontillado 12yo – słodkawe jak na amo. Orzechy w czekoladzie, rodzynki, gorzka czekolada. W smaku podobne motywy. Dość lekko i wciąż można zarzucić wodnistość, ale te motywy czekoladowo-rodzynkowo-orzecholaskowe są bardzo intrygujące. Na finiszu dochodzi kwaskowy wtręt i odrobina bliżej niezidentyfikowanych ziół.

Bertola Palo Cortado 12yo – czuć że ta sama baza co amontillado, ale całość jakby „szlachetniejsza”. Czekolada i orzechy z czasem przechodzą w nuty bardziej skórzaste. Wciąż pojawiają się rodzynki, którym towarzyszy akcent ziemisty. Nawet skomplikowane, dobre.

Bertola Oloroso 12yo – jest dobrze. Porządnie utlenione i uleżane. W końcu jest jakiś konkretniejszy kontrapunkt, dzięki czemu w tym winie jest dobry balans rześkości i cięższych motywów. Na pierwszym planie nuty skórzaste, czekoladowe, dalej daktyle, rodzynki; pojawiają się jakieś czerwone owoce i kwaskowe niuanse. Dobre.

Bertola Cream 12yo – w sumie jak to cream. Słodki, deserowy i bez szczególnej głębi. Dość słodkie, nawet jak na cream. Do wypicia z przyjemnością jak najbardziej, ale jak większość blendów sherry, nie oferuje ani takiej złożoności jak oloroso, ani takiej intensywności wrażeń jak pedro ximenez.

Pemartin Pedro Ximenez 5yo – młody px par excellence.  Syropowaty, zalepiający, ekstremalnie słodki. Dominuje nuta suszonych daktyli, do tego trochę wanilii, rodzynek. Spróbowany ponownie po VORSie smakuje jak syrop cukrowy z kroplą ekstraktu waniliowego i nutą daktyli 😉

Bertola Pedro Ximenez 12yo – nie tak chamsko słodkie jak większość px’ów w aromacie. W smaku już bardziej klasycznie, choć też pojawiają się już kwaskowe kontry, właściwe starszym winom gatunku pedro ximenez. Syropy, bardziej figi niż daktyle. Prosty, ale całkiem ok.

Vieja Solera Pedro Ximenez VORS 30yo – cukier i słodycz wciąż na pierwszym planie, choć całość wyraźnie poszła w stronę popiołową. Daktyle, czekolada, bardzo długi, waniliowy finisz. Aż czuć ten tłuszcz z lasek wanilii. Dobre, choć pedro ximenez nie jest najwdzięczniej starzejącym się sherry. Z pewnością oloroso, czy palo cortado VORS objawiłoby znacznie bogatszy bukiet smakowo-aromatyczny.

Marques del Merito – w zapachu fajnie ułożone czerwone owoce i dość intensywny wpływ beczek po sherry. Waniliny, suszone owoce, zeschłe liście. Pachnie bardzo ładnie, ale smak niestety sprowadza trochę na ziemię. Cienki, ze sporą ilością tanin. Na finiszu ładnie wracają beki po sherry, cierpkie czerwone owoce, patyki. Trochę język kołkiem staje od tej ilości tanin. 3,5/10.

Merito Solera – chropowata jak diabli. Ostra, młoda, w dodatku z niezbyt dobrych beczek. Trochę słodkich nut, ale pikantność zabija tu wszystko. Należy jednak pamiętać, że „solera” to brandy najniższa w hierarchii, teoretycznie może mieć jedynie sześć miesięcy. 1,5/10.

Marques Solera Reserva – przeskakujemy poziom wyżej. W porównaniu z poprzednią pozycją nieco zaokrąglona, nie tak drapiąca i z nieco lepszym wpływem beczek. Jednak nie tych po sherry, bo całość przypomina zwietrzały tani koniaczek. Trochę grzeje i jednak wciąż bardzo nie. Może ze 2/10, naciągane.

Ostatniej, tej z niebieską etykietą spróbowaliśmy już w przeglądzie brandy de Jerez, do którego przeczytania zachęcam.

Najbardziej ekskluzywnym produktem jest brandy de jerez Solera Gran Reserva Especialidad 1889. Ogólnie jest to jedna z najdroższych i najciężej dostępnych BdJ. Konkurować może z nią pod tym względem być może z 5 innych bardzo starych brandy. Podczas mojej wizyty niestety była w bodedze tylko jedna butelka. Zamknięta i czekająca na kogoś bardzo bogatego. No dobra, były dwie, ale jedna pusta, z której mogłem jedynie powąchać zwietrzałe opary.

Oddajmy więc na chwilę głos Radkowi, który miał to szczęście że załapał się jeszcze na dramika z owej wówczas jeszcze nie pustej butelki:

Marques del Merito Solera Gran Reserva Especialidad 1889, 40%

„Można powiedzieć, że to faktycznie brandy widmo. Strona internetowa bodegi i ogólnie cały internet milczą na jej temat. Data w nazwie jest nieprzypadkowa, bo wtedy właśnie została założona solera z której brandy ściągnięto. Przez wiele lat z solery nic nie butelkowano, a jedynie uzupełniano od góry ubytek alkoholu. Można się spierać, czy jest to 100 lat w ujęciu szkockim czy nie. Z jednej strony nie, bo po 100 latach w beczce by nic nie zostało. Z drugiej strony licząc średni wiek żeby uzyskać 100 trzeba sciągać rocznie mniej niż 1/100 zawartości. Poza tym w klimacie Jerez odparowuje więcej wody niż alkoholu, a także sporo porduktów tak długiej maturacji zostaje w pociemniałych, przeżartych przez alkohol klepkach, które tę dobroć oddają następnym rocznikom. Trochę naciągane, ale jak to smakuje!

Ogólnie w pierwszym wrażeniu można powiedzieć, że to ten sam poziom, co Tradicion Platinum czy Cardenal Mendoza NPU. W zapachu troche bardziej ospała, potrzebuje chwili kontaktu z tlenem żeby się poderwać. Jest bardzo staro i bardzo dużo sherry. Smak w pierwszej chwili też podobny do dwóch powyższych brandy. Bogactwo starego sherry, skór, zamszy, popiołów. Dopiero po chwili język zaczyna stawać kołkiem, ukazując całą starość i perwersję tego trunku. Tona tanin, skór, tytoniów, starych przepalonych i poczerniałych klepek, przegotowanej czarnej herbaty; Starutkie oloroso viejissimo, ale jeszcze dwukrotnie zagęszczone. Finisz bardzo długi, a w zasadzie to ten smak zostaje nam na bardzo długo na odrętwiałym od tanin języku. Mocny towar dla koneserów tego typu klimatów”

 

Szczęściarz.

Po degustacji kończymy wizytę i niebawem udamy się do kolejnej bodegi, a więc Maestro Sierra. Czy warto odwiedzić Diez Merito? Nie byłem na takim zwykłym grupowym zwiedzaniu, ale myślę że warto. Bodega jest ładna, zlokalizowana po drodze z dworca na starówkę, a wino jest smaczne.

 

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *