W chwili gdy piszę te słowa, do nowego roku zostało kilkanaście godzin. Jest to więc dobry czas na chwilę zadumy nad poprzednimi 365 dniami, zamykającymi się w liczbę 2017.

Rok temu Radek zafundował obszerne podsumowanie roku 2016, ale dotyczące jedynie piwa. Jako że ten rok był dla nas bardzo pracowity i obfitujący w różnorodne alkohole, właściwszym chyba będzie podsumowanie ogólne.

Na początek spróbujmy się pokusić o top 10 alkoholi roku 2017. Przy czym przewrotnie napiszę, że niekoniecznie jest to 10 najlepszych spróbowanych przez nas w minionym roku alkoholi. Raczej będzie to dziesiątka ikon, tych które najbardziej zapadły w pamięć, subiektywne podsumowanie kierunków które zgłębialiśmy w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Będziemy się poruszali chronologicznie, od stycznia. A jako że artykuł niesie pewną dozę nostalgii, będzie dużo linków i odnośników do naszych wpisów z zeszłego roku. 😉

1. Artezan, Samiec Alfa (wszystkie wersje)

Apogeum piwnego szaleństwa i zimowej gorączki „sztosów”. Pity na premierze w styczniu wgniótł nas w ziemię i nawet nie przeszkadzały nam warunki w jakich musieliśmy degustować – uciekając przed tłumem poza pub, znaleźliśmy sobie przytulny zaułek w holu głównym w apartamentowcu. Na powtórkę musieliśmy czekać prawie pół roku; drugie podejście do Samca mieliśmy na festiwalu firmowanym przez Artezana, a więc 100% craft w podwarszawskim Błoniu. No i było znowu bardzo dobrze, ale jednak to już nie było to objawienie co w styczniu. Z samej imprezy nie ukazała się relacja, ale podobał nam się ten przaśno-piknikowy klimat. W 2018 pewnie wrócimy. Trzecie podejście na jesień, w ramach testu leżakowanych w beczkach risów utwierdziło nas w przekonaniu, że to piwo najlepsze było na premierze, co jednak dalej nie przeszkadza mu w utrzymywaniu się na pozycji króla polskich risów. Jesienna premiera wersji 2017 w trzech odsłonach dodatkowo upewniła nas,  że to piwo zasługuje na miejsce na tej liście. Zwłaszcza wersja Laphroaig BA – pyszna, bez dwóch zdań najlepsze piwo jakie piliśmy w roku 2017.

Na koniec też mała dygresja, albowiem niestety to właśnie to piwo, razem z Imperium Prunum w dużej mierze zapoczątkowało smutny kierunek szaleńczego windowania cen piwa przez niektóre browary; kierunek wyrażany myślą „sztosy muszą być drogie”. Cen które dodajmy, niestety nie zawsze idą w parze z faktyczną jakością wyrobów.

2. Brora 38yo

Najlepsza whisky wiosennego Whisky & Friends i tak obiektywnie to chyba najlepsza whisky roku (a na pewno na podium). Później jeszcze miałem przyjemność pić ją w Jastrzębiej Górze, gdzie potwierdziła swoją jakość.

3. Herencia de Plata Anejo

Maj miesiącem tequili na Zinnejbeczki.com. Wciąż jest to alkohol bardzo niszowy, mało znany, do którego przylgnęło wiele krzywdzących mitów. Ponownie zachęcamy do zapoznania się z tym trunkiem, w szczególności w wersjach Anejo i Extra Anejo (obowiązkowo tylko wersje 100% de agave). Herencia de Plata zwyciężyła nasz obszerny przegląd tequili anejo, dlatego znalazła się na tej liście. Wirtualną wizytę w destylarni zresztą również możecie z nami odbyć – o tutaj 😉

4. Uitvlugt 1997 Single Cask, Duncan Taylor

W czerwcu odbył się pamiętny festiwal rumu we Wrocławiu – pierwsza duża impreza poświęcona wyłącznie temu alkoholowi. Podobał się nam niezobowiązujący klimat i jednoczesne promowanie autentycznie ciekawych trunków, przy braku nadęcia charakteryzującego imprezy tematyczne z whisky na pierwszym planie. O ile nic nie wyskoczy nagłego, edycję 2018 również nawiedzimy. W tym roku ciekawych rumów było dużo, a wyróżniamy ten z zamkniętej destylarni Uitvlugt – jako jeden z najciekawszych i najlepszych, pokazujący że za rumem też może iść różnorodność i bogactwo smaku godne single caskowych maltów. Sampla jeszcze mamy, więc notka będzie w kolejnym przeglądzie rumów, najpewniej przed Rum Love 2018.

5. Glenfarclas 1980

Niepozorna pozycja, przyznacie, ale to właśnie ona okazała się najlepszą whisky dość obszernego przeglądu Glenfarclasów. 8 punktów w kieszeni, może nawet nieco więcej. Mimo że nie była najstarszą, ani najdroższą whisky przeglądu. Ba, rok temu można było ją dostać za 200€.

6. Naparbier Avant Garde 2016 Red Wine BA –

Po raz pierwszy spróbowane w dzień premiery Samca Alfa. Już wówczas zgodnie stwierdziliśmy, że do poziomu samca brakuje niewiele. Tę pozycję piłem później jeszcze dwukrotnie. Ostatnio – na naszym teście leżakowanych barley wineów (gdzie było najwyżej ocenionym piwem). I w przeciwieństwie do SA – to piwo za każdym razem wydawało się lepsze. Po ostatnim podejściu właściwie zaryzykowałbym stwierdzenie, że jest już lepsze niż Samiec ’16. W okolicach 20zł bardzo ciężko o lepsze piwo.

7. Widawa Rum BA

I kolejne piwo. Ostatnie w tym zestawieniu, ale ta część naszej działalności musiała tu znaleźć odzwierciedlenie. 7 części przeglądu porterów. Prawie 90 sztuk. A ten jest najlepszy. W dodatku uznaliśmy że należy się ukłon za cały wkład Widawy w porządne portery – szczególnie w wersji leżakowanej. Wyróżniamy wersję Jamaican Rum BA jako najlepszą z całej serii. Wspaniale złożone, imperialne w pełnym znaczeniu tego słowa, bardzo dobrze współgrające z beczką.

8. Cantoni Bernardo 25yo

Stara, zagadkowa whisky wydestylowana jeszcze w latach 50, która po zabutelkowaniu na początku lat 80, przeleżała zapomniana ponad 40 lat w jednym z małych sklepików górskiego Livigno. Przy założeniu, że było to drugie napełnienie beczki, a wcześniej przez jeszcze 5 lat leżakowało w niej sherry, oznacza to że beczka w której dojrzewała ta whisky została wytworzona w III dekadzie XX wieku! Niedługo po pierwszej wojnie światowej, rewolucji komunistycznej, erze la belle epoque. A to oznacza, że drzewo z którego zrobiono tę beczkę rosło… 😉 w każdym razie kawał historii w butelce. A próbowanie takiego kawału historii jest zajęciem wielce nobliwym. Nie znamy niestety nazwy zakładu który wytworzył tę whisky, znamy natomiast jej wartość sensoryczną.

9. Dufftown 21 Moon Import

Co prawda poprzednia pozycja reprezentuje ten sam nurt co poprzednia, tzw. Stare Włochy, ale była to po prostu wyśmienita whisky. No i brakowało czegoś do równej dziesiątki. 😉

10. Johnnie Walker Red Label, Jameson, Whyte & Mackay, Firean, Grant’s 12yo

Zbiorczo. Już widzę to zdziwienie, zwłaszcza na pierwszą pozycję, ale kto nas regularnie czyta domyśla się, że ten punkt znalazł się tutaj jako zwycięzcy eliminacji przeglądu blendów (cz.I, cz.II, cz.III, cz.IV) , oraz zwycięzca testu blendów dwunastoletnich. A jako że na ten test poświęciliśmy jednak sporo czasu w kończącym się roku, więc i ta część naszej działalności powinna się tu znaleźć.

Oczywiście przy zawężeniu listy do jedynie dziesięciu pozycji, siłą rzeczy wiele zacnych trunków się na niej nie znalazło. Chociażby Bloody Belfegor z Szałupiw – piwo o którym dało się słyszeć pojedyncze głosy że jest niezłe, czasem nawet że genialne, ale które w gruncie rzeczy przeszło bez większego echa. Tymczasem już na czerwcowym 100% craft stwierdziliśmy, że to piwo przynajmniej dorównuje nahajpowanym Bubom Fest BA. Cena w okolicach 10zł jedynie podbijała niezdrową fascynację. W ciągu następnych kilku miesięcy opróżniłem chyba z dziesięć butelek Belfegora. Przy tej ilości znamiennym jest, że nie ukazała się na blogu żadna notka, czy chociaż wzmianka o tym piwie 😉 . Podobnie miejsca na liście nie zagrzały inne wyśmienite piwa – artezanowe ciasteczko w wersji bourbon ba, Zawisza Czarny z Łańcuta, Weer&Wind BA z DeMolena, Lilith BA, KBS, Hypnopompa w wersji leżakowanej po rumie, Baltic Abyss, pracowniany LAB 4, Bible Belt, czy z Hoppin’ Froga Slippin into Darkness BA i Rocky Mountain Doris. A to wszystko są piwa z zakusami na 8/10, lub więcej. Będziemy wspominać o rozkosznym Push&Pull z De Molena, a więc płynnym makowcu, czy o przeprawie z koźlakami lodowymi. Ech, w jednym akapicie wymieniłem kolejnych kilkanaście pozycji, a to było tylko piwo. Gdy dodamy do tego inne alkohole, lista jeszcze się wydłuża.

Przechodząc do pozostałych, wartych uwagi whisky spróbowanych w 2017, od razu przypomina się ciekawy w swej ekstremalnej klejowości Ben Nevis, czy te najlepsze special releasy od Diageo – Mannochmore 25yo i Dailuaine 34yo. Kolejne z odmętów pamięci powracają stare Glenfarclasy, najlepszy blend w życiu, a więc 35 letni Bodach Aislig od Murraya McDavida, wyśmienite Springbank i Mortlach ze stoiska Pinota w Jastrzębiej Górze, nowy 34 letni Old Pulteney, ponad 30 letnie Miltonduff i Teaninich od Adelphi, oraz 25 letni Inchmoan od M&P. Nawet z whisky „bananowych” coś tam nas miło zaskoczyło – nowe Spectrum i Greedy Angels z Amruta zapamiętamy dobrze.

Z rumów – oczywiście w pierwszej kolejności pozostałe single caskowe rumy od Duncana Taylora. Zwłaszcza wyróżniały się Darsa i Long Pond. Złożonym smakiem i przyjemną ceną urzekł Foursquare 2004. Z bardziej klasycznych profili, dobrze wspominamy El Dorado 21 i Abuelo 15 z beczek po oloroso. A skoro o finiszowaniu mowa, od razu przypominają się rumy od HSE leżakowane w kilkunastu różnych odmianach beczek. Zgłębiliśmy ponadto kierunek rhum agricole, które okazały się całkiem przyjemnymi rumikami.

Z innych malternatyw bardzo miło wspominamy pozostałe wysoko ocenione tequile w wersjach anejo – Centenario i 1800. Z młodszych, reposado, dobre były Zignum i Clase Azul. Udało nam się też spróbować w tym roku prawdziwego Sotolu (i to w wersji anejo). Nie urzekł, ale fajna ciekawostka.

Nie wiem czy jest to miejsce na rozpatrywanie baboli roku, więc załatwmy to krótko.

Tak absolutnie obrzydliwe okazały się chyba tylko dwie whisky – Auchroisk 2010 z TWC i Floki. Może jeszcze single cask z kanadyjskiego Stalk & Barrel mógłby z nimi konkurować. Świadomie pomijam tu gorsze blendy, czy rzeczy takie jak Stroh 80, czy podstawowy Jim Beam – tam werdykt był do przewidzenia, wiedzieliśmy na co się porywamy.

Jeśli chodzi o piwo, mocno rozczarowała jedna z części przeglądu porterów. No po prostu jakoś tak się złożyło, że trafiły się tam same słabizny. Ponadto, w końcu na dobre postanowiliśmy odrzucić rzeczy z Dr Brew. Po siedmiu próbach, z których połowa miała być de facto „ostatnią szansą”, gdzie te piwa zawsze plasowały się na końcu stawki, czas w końcu powiedzieć dość. Tym bardziej, że browar ten jest w awangardzie kierunku, który przytoczyłem przy okazji wspomnienia Samca Alfa (pkt.1).

Jako że tych rzeczy pamiętać nie chcemy, żadnego zdjęcia nie będzie 😉

Festiwale

Pisząc o kończącym się roku w kontekście dobrych alkoholi, nie da się nie wspomnieć o festiwalach. Po rozpoczynającym sezon Whisky & Friends, który od 2016 znacznie się rozrósł, worek z festiwalami się otworzył: najpierw w kwietniu kolejna edycja Warszawskiego festiwalu piwa, który pewnie zajmuje miejsce najważniejszego wydarzenia piwnego w kraju, co zresztą jest przyczyną dlaczego w tym roku nie jeździliśmy na piwne imprezy do innych miast – no po prostu wszędzie jest gorzej. Wyjątkiem był wspominany już 100% Craft, ale impreza była w Błoniu, a Błonie to prawie Warszawa 😉 Nawiedziliśmy też znane już w poprzednich lat Poznań Whisky Showfestiwal whisky w Jastrzębiej Górze. Obydwa miały swoje mankamenty, ale i tu rozwój był widoczny – na frekwencję na pewno nie narzekano. Odwrotnie rzecz się miała z przytaczanym już gdzieś wyżej Rum Love we Wrocławiu – frekwencyjnie nie powalał, ale za to organizacyjnie przygotowany był w najdrobniejszych szczegółach. Dalej jesienna edycja WFP, która w tym roku postanowiła się odbyć miesiąc wcześniej i tradycyjnie kończące sezon festiwalowy Salon M&P w Fortecy i Whisky Live Warsaw. W przypadku tych dwóch ostatnich imprez mieliśmy zmiany w porównaniu do lat ubiegłych, ale wszystkie na plus. W 2018 większych zmian nie przewidujemy – WFP już od kilku edycji ma swoją ustaloną, sprawdzoną formułę, podobnie jak największe imprezy poświęcone whisky (choć tu trafiają się jeszcze pewne niedociągnięcia – na szczęście, zazwyczaj skutecznie podciągane w kolejnych edycjach). Największą niewiadomą będzie więc forma imprezy poświęconej rumom. Będziemy się przyglądali i oczywiście zdamy relację.

Blog

Na koniec odrobina autorefleksji i autoreklamy, a więc gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy? Nie da się ukryć, że mijający rok był dla nas dobry. Popełniliśmy 83 artykuły, a więc jeden na 4,3 dnia! Z blogów stricte hobbistycznych chyba nikt nie miał takiej pary 😉 Przy czym nieskromnie uważamy, że były one rozległe tematycznie. Zgłębiliśmy podstawy tequili, sherry, rumu, brandy de jerez. Dokonaliśmy około 10 przeglądów szkockich destylarni. Rozwinęliśmy nasze cykliczne serie – Old vs New – porównywanie tej samej whisky w wersjach z różnych lat, a także prześmiewczy cykl „Niezła Beka”. Pojawiły się też nowe serie, z naszym przeglądem porterów na czele. Sprawdziliśmy które blendy są najlepsze i to zarówno w wersjach podstawowych, jak i w tym nieco lepszym segmencie mieszanek dwunastoletnich.

Przy wszystkich tych powyższych tematach staraliśmy się aby nie były to suche notki, okraszone zdawkowym, miałkim komentarzem. Czy nam to wyszło? Patrząc po wzroście publiki, wydaje się że tak. Właśnie, wzrost publiki (teraz będzie ta część wybitnie chełpliwa 😉 ). W całym roku 2016 na naszą stronę weszło 39,5 tysiąca ludzi. W tym roku było to 228,5 tysiąca, a więc zaliczyliśmy prawie sześciokrotny wzrost popularności! Jeśli chodzi o fejsbuka (jednak jakiś tam wyznacznik), rok temu mieliśmy niecałe 200 „lubisiów”, natomiast teraz pewnie zbliżamy się do liczby czterocyfrowej.Takie rzeczy naprawdę budują, a każda kolejna przekroczona bariera, każda rozmowa z Wami pod wpisem na blogu, czy fb, to że na festiwalach podchodzicie i zamieniacie z nami kilka zdań, jeszcze bardziej nastraja nas do pisania i do jeszcze cięższej pracy w nadchodzącym roku.

A czego spodziewać się po nas w następnym roku? Materiału jest mnóstwo (nieco gorzej z czasem na spotkania i pisanie). Na pewno odbędzie się huczny finał i wyłonienie najlepszego blendu z podstawowych edycji. Ponadto, niedawne teoretyczne artykuły traktujące o sherry warto by uświetnić jakąś ciekawą degustacją. Przeglądy kolejnych destylarni też będą. Z kompletnych zestawów mamy Clynelish, Glenmorangie, Caol Ila. Styczeń to też oczywiście miesiąc wysilonej pracy nad piciem porterów – tak aby na święto tego piwa mieć na liczniku 100 sztuk. To z tych najbliższych planów. A dalej? Na pewno pojawi się rum, a także zagłębimy się w kolejne alkohole: zapewne będą to burbon i brandy. Jakieś kolejne porównanie Risów też może wypaść. Dużo też czeka nas whisky – prawie gotowe zestawy do przeglądu mamy właściwie z kolejnych 10 destylarni jak i mniej więcej tyle samo par sampli do old vs new. Także jak to mawiają zachodni blogerzy stay tuned. A poza tym pozostaje nam życzyć naszym czytelnikom dobrego następnego roku.

Aleksander Tiepłow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *